Wątek Wątek: Nieważne, co zdarzyło się wczoraj (AdWi)
bellydaaancer
Weteran forum
*****
Wiadomości: 1.956

13 września 2017 r., godz. 22:07

Jak ja strasznie cenię sobie u Ciebie, że żaden bohater nie umiera bez śladu
Jestem na to wyczulona przez naszych "cudownych" scenarzystów, więc bardzo się cieszę, że to widać! Mrugnięcie Dzięki!

Gabii791
Stary wyjadacz
****
Wiadomości: 363

14 września 2017 r., godz. 20:08

<3 <3 <3


Jak ja strasznie cenię sobie u Ciebie, że żaden bohater nie umiera bez śladu, tylko wraca, gdy tylko nadejdzie taka potrzeba. Jak Ty to wszystko genialnie planujesz, łączysz ze sobą, no po prostu sztos.

bellydaaancer
Weteran forum
*****
Wiadomości: 1.956

17 września 2017 r., godz. 19:51

Karmina - "All The King's Horses"

18.1

- Nie wierzę, że jeszcze mu nie powiedziałaś...
- Nic trudnego. Andrzej obchodzi mnie ostatnio szerokim łukiem, także...
   Słuchając relacji szwagierki, Consalida omal nie zakrztusiła się kupioną na wynos kawą. W konkurencji "skomplikowane związki" Kasia i Andrzej stanowili dla niej i dla Adama godną konkurencję, choć ich wyczyny były mimo wszystko mniej spektakularne.
- A może on się po prostu domyśla? I nie wie do końca, co robić... - zasugerowała, kiedy obie weszły na ruchome schody.
- Niech sobie wsadzi to emocjonalne upośledzenie w profesorski tyłek!
- Moja jedyna rada... Powiedz mu, zanim zrobi to twój brzuch. - na widok krzywej miny pani mecenas z trudem zdusiła śmiech. - Możesz kupić milion luźnych bluzek, ale w najlepszym wypadku masz... No właśnie! Który to tydzień?
   Kasia sięgnęła do torebki i podała jej wydruk USG.
- Siódmy...
   Kiedy po chwili oderwała swój wzrok od fasolki, zauważyła ciekawskie spojrzenie szwagierki, bacznie obserwującej jej reakcję.
- Co? Mam się popłakać ze wzruszenia i zrobić sobie kolejne dziecko?! O nie, nie... Takie zdjęcia już na mnie nie działają, w zasadzie nigdy nie działały. - roześmiała się. - Ja już zrobiłam swoje w tym temacie. Oficjalnie wyrastam z dzieci.
- No to jesteś na poziomie babcia...
- KAŚKA!
-  No co? - pani mecenas wzruszyła niewinnie ramionami. - Naturalna kolej rzeczy...
- Dobra, dobra. Blanka nie musi się na razie nigdzie spieszyć. - natychmiast storpedowała tą lekko przerażającą wizję.
- Ale przyjdzie w końcu taki dzień...
- To co? Szukamy tych bluzek czy czegoś dla dziecka? - zmieniła temat zanim Smuda zdążyła wybrać imię dla jej wnuka bądź wnuczki. - Wiem! Podrzuć Andrzejowi maleńkie buciki do teczki... Albo pieluchę! Obiecuję, że zrobię mu zdjęcie!
- Wiesz co? Nie! Niczego nie szukamy. Idziemy do fryzjera!
- CO?!
   Chociaż wiedziała, że kobietom w ciąży zdarza się nie myśleć logicznie, w pierwszej chwili pomysł Kaśki i tak wydał się niedorzeczny.
- Po co fryzjer? Moje włosy mogę co najwyżej związać w kucyka i z powrotem...
- Wracamy na dół siostro!

*

   Pół godziny po tym jak Ala rozpoznała Matiego oboje byli już na najbliższym posterunku policji. Przemek zdołał przełknąć jego nagłą dezercję z oddziału, a szczęśliwy traf sprawił, że na komendzie nie było tego dnia żadnej kolejki. Po złożeniu zawiadomienia tkwił wciąż z telefonem przy uchu, bo ani Blanka, ani Wiktoria, nie odebrały żadnego z kilkudziesięciu połączeń.
- WIKI DO CHOLERY!
- Nadal nie odbiera? - zapytała Ala, wciąż lekko roztrzęsiona po odpowiedzi na milion pytań policjanta.
- NIE! ANI ONA, ANI BLANKA!
- Panie Adamie... Pańska pasierbica...
- Córka! - odruchowo poprawił siedzącego za biurkiem aspiranta.
- Pańska CÓRKA to dorosła kobieta, która najwyraźniej nie chce z panem rozmawiać... - zasugerował po raz kolejny mundurowy.
- NIE CHCE ZE MNĄ ROZMAWIAĆ, BO JEST Z MĘŻCZYZNĄ, KTÓRY ODURZYŁ I ZGWAŁCIŁ PEWNIE NIEJEDNĄ KOBIETĘ!
   Jego zaciśnięte ze złości pięści uderzyły wreszcie w drewniany blat. Bezradność już dawno nie była tak frustrująca.
- Mateusz Cieśla nie był nigdy notowany, a zeznania pani Alicji... - policjant rozłożył bezradnie ręce. - Po pierwsze, złożyła je wyjątkowo późno. Po drugie, i tak nie mamy z czym porównać DNA, które zabezpieczono podczas obdukcji po tamtej nocy...
- Ale ona go teraz pamięta! - zerknął porozumiewawczo w stronę Ali, która od razu kiwnęła głową.
- Ale wcześniej pokazał jej pan zdjęcie i pan Cieśla nie został rozpoznany, tak? Ja naprawdę nie mam żadnych podstaw... Zaginięcie można zgłaszać po 48 godzinach... Proszę najpierw pojechać do córki... Porozmawiać...
- Ale oni gdzieś wyjechali! Proszę namierzyć jego samochód... Macie przecież rejestr do cholery!
- Nie mogę tego zrobić bez wyraźnych przesłanek. Sam pan powiedział, że córka i pan Cieśla spotykali się od dłuższego czasu i nic złego się nie wydarzyło... Wie pan jak często mamy podobne zgłoszenia od ojców, którym nie podobają się przyszli zięciowie? Przychodzą i proszą, by znaleźć coś na delikwenta...
   Nie mając pojęcia, czy aspirant posiadał aż tak beznadziejne poczucie humoru, czy tylko usiłował rozładować atmosferę, otworzył jeszcze szerzej oczy.
- Ale ja nie każę wam niczego szukać! Ten facet to przestępca z torbą leków, pewnie odurzających!
- Przykro mi, ale mam związane ręce dopóki coś...
- DOPÓKI COŚ SIĘ NIE WYDARZY, TAK?!
   Kiedy policjant wymownie spuścił wzrok, postanowił nie tracić dłużej czasu na walkę z absurdami. Bez namysłu ruszył do drzwi, ale po paru krokach zatrzymał go głos zdenerwowanej Ali.
- Adam, gdzie ty idziesz?!
- ZNAJDĘ ICH SAM!
- Proszę nie robić głupstw!
   Kolejna "bezcenna" rada mundurowego ostatecznie przechyliła szalę na rzecz wzięcia sprawy we własne ręce.
- Chodź!
   Pomógł obolałej jeszcze Ali wstać z krzesła, zastanawiając się nad pierwszym miejscem, w które powinien pojechać. Nie miał bladego pojęcia, gdzie jest Blanka, ale każda kolejna minuta w towarzystwie tego degenerata działała zdecydowanie na jej niekorzyść...

*

   Dziesięć minut później zaparkował przed hotelem rezydentów. Nie zamierzał angażować Ali w swoje ryzykowne działania, bo po pierwsze - była po operacji, a po drugie - zrobiła już wystarczająco dużo.  
- Na pewno nie chcesz, żebym tam z tobą pojechała? - zapytała, gdy pomagał jej wysiąść z samochodu.
- Ala, jesteś świeżo po operacji, zrobiłaś, co mogłaś...
- A ty gdzie pojedziesz?
- Do jej mieszkania, może tam są... A potem do agencji, jeśli będę musiał wyciągnąć jego adres. - streścił swój prowizoryczny plan działania.
- Ten palant w mundurze doprowadził mnie do szewskiej pasji, ale w jednym miał rację. Nie rób głupstw...
   Podobne ostrzeżenie z jej ust zabrzmiało dużo bardziej poważnie niż to usłyszane na komisariacie. Nie zabrakło mu jednak determinacji, by wsiąść do samochodu i odjechać z nadzieją, że nie będzie za późno...

*

- Jest pani pewna, że tylko końcówki?
- Proszę ją obciąć do ucha. - Kasia wyprzedziła ją w odpowiedzi sympatycznej fryzjerce.
- ZWARIOWAŁAŚ?!
   Powiedzenie, że kobiety kochają zmiany, nie dotyczyło Wiktorii Consalidy. Siedząc z mokrą głową na stołku w salonie fryzjerskim, miała wrażenie, że za chwilę nie straci kilku centymetrów włosów, ale co najmniej rękę. Urlop macierzyński sprzyjał nawet całkiem regularnym wizytom u kosmetyczki, ale jej ruda czupryna od wieków pozostawała nietknięta. Zdarzały się jakieś wyjątkowe fryzury, chociażby na własny ślub, ale w zasadzie nigdy nie obcięła więcej niż dziesięć centymetrów z długości. I z braku czasu zazwyczaj robiła to sama.
- Całe życie mia...
- Całe życie miałaś długie włosy? No to czas najwyższy na zmiany! - pani mecenas gestykulowała tak żywo, że zabezpieczające jej balejaż folie spadły na podłogę. - Wiesz jak to poprawia nastrój? Taki makeover?
- No nie wiem w jakim będę nastroju, jeśli nie pozna mnie własny mąż... I dzieci...
- No to co robimy?
   Kiedy fryzjerka w celach demonstracyjnych podwinęła jej włosy do ucha, z trudem przełknęła ślinę. Nie poznawała sama siebie, było więc wielce prawdopodobne, że przynajmniej Zuzia przeżyje szok stulecia.
- Proszę ciąć! - Smuda znów wyręczyła ją w odpowiedzi.
- KAŚKA! - przez jej podniesiony głos fryzjerka na moment odsunęła nożyczki. - W końcu odrosną, prawda?
- Do wyjściowej długości? Najwcześniej za dwa lata.
   Produkując swą ostateczną decyzję, wypuściła z płuc sporą ilość powietrza i jeszcze raz rozważyła słowa Kasi. Jej życie zaczynało wreszcie odzyskiwać dawne barwy, więc może nowa fryzura będzie kolejną "dobrą" zmianą do kolekcji?
- To może równo z ramionami...

*

- Tu Wiktoria Consalida. Proszę zostawić wiadomość po sygnale...
   Nadziewając się po raz kolejny na pocztę głosową, zaklął cicho pod nosem i przekroczył próg agencji reklamowej, w której pracowała Blanka. Nie zastał jej w mieszkaniu, więc nie pozostawało nic poza zdobyciem jakiegokolwiek namiaru na Matiego. Z racji poprzedzającego majowy weekend piątku wewnątrz kręciła się zaledwie garstka ludzi, a jego pierwszym celem stała się recepcjonistka.
- Przepraszam, jestem ojczymem Blanki Consalidy... Muszę z nią bezzwłocznie porozmawiać, a niestety nie mogę się dodzwonić. Wiem, że jest teraz z Matim... Mateuszem Cieślą... Mógłbym dostać jego numer i adres?
- Przykro mi, ale mogę udostępniać danych pracowników... - dziewczyna spojrzała na niego z lekką rezerwą.
- Nazywam się Adam Krajewski, jestem mężem Wiktorii Consalidy, matki Blanki. Mogę zostawić dowód osobisty i odciski palców, jeśli będzie pani spokojniejsza, ale naprawdę potrzebuję ten adres!
   Subtelna ironia w połączeniu z wyraźną determinacją w jego głosie okazały się bardziej skuteczne niż wymuszona grzeczność. Po chwili trzymał już w dłoni karteczkę z telefonem i adresem, i był przynajmniej o kolejny krok bliżej...

*

   Kiedy jesteśmy dziećmi marzymy o tym, by traktowano nas jak dorosłych, a kiedy jesteśmy dorosłymi... Cóż, sytuacja nie ulega wielkiej zmianie. Na to poważne traktowanie liczyła Blanka, ale najpierw jej własna matka, a teraz Adam, uznawali, że bez ich dobrych rad i sugestii może popełniać wyłącznie same błędy. Z chęcią powtórzyłaby jeszcze raz wszystko, co wykrzyczała w jego gabinecie i potem przed szpitalem, a z drugiej strony nie zamierzała oglądać go przez co najmniej kilka tygodni.
   Kiedy Mati otwierał jej drzwi do swojego mieszkania wciąż kipiała ze złości. Świadomie zrezygnowała z wycieczki za miasto, bo w tym nastroju nadawała się jedynie na bokserski ring. Do siebie też nie mogła wrócić, bo kilkadziesiąt połączeń od Adama (zanim oczywiście wyłączyła telefon) był oczywistym znakiem, że nie odpuści, że będzie jej szukał, i że będzie przepraszał.
- Sorry, że plener nie wypali, ale w tym nastroju tylko zepsułabym ci zdjęcia... - westchnęła, opadając od razu na kanapę.
- No to powiesz w końcu o co chodziło? Miałaś robić badania, a wyprułaś z tego szpitala wściekła jak...
- O co chodziło?! O to co zawsze! - cięty język rozwiązał się w ułamku sekundy. - Blanka jest młoda, głupia i nieodpowiedzialna, no i nie chce nikogo słuchać! Chociaż to ostatnie zacznę faktycznie wprowadzać w życie, bo mam ich po dziurki w nosie! To moje życie, a wtrącają się, jakbym miała dziesięć lat! Nie jestem idiotką i widzę własne błędy, ale ty nie jesteś jednym z nich!
- Nie jestem?
   Nie zdążyła odpowiedź, bo już w następnej chwili zamknął jej usta długim, zachłannym pocałunkiem. Całował ją tak intensywnie, że nie była nawet w stanie stwierdzić, czy jest przyjemnie. I czy chce już teraz czegoś więcej...
- Mati, co ty robisz?! - na moment zdołała odsunąć go od siebie.
- Zamykam ci usta...
   Przez jej ciało przebiegł dość nieprzyjemny dreszcz, ale już w następnej chwili jego rozbrajający uśmiech i delikatne usta na jej szyi dały jasno do zrozumienia, że żartował.
- Zaczekaj! Zaczekaj... Mogę skoczyć do łazienki?
   Niechętnie, ale i bez zbędnego protestu, wypuścił ją z objęć. Sama nie lubiła zostawać na lodzie, dlatego w drodze do łazienki odwróciła się z szerokim uśmiechem.
- Zrób coś do picia! Zaraz wracam...
   Odkręcając wodę dla niepoznaki, wzięła kilka głębokich oddechów i podjęła decyzję. Kiedy odkryła, że jest w ciąży na dobre odstawiła antykoncepcję, a teraz nie zamierzała przechodzić przez to po raz kolejny przez własną nieostrożność. Rozsądek wziął górę, gdy postanowiła, że Mati znów będzie musiał obejść się smakiem.

*

   Stojąc przed zamkniętą bramą strzeżonego osiedla, Adam przeklinał w duchu własną głupotę. Myślał, że za kilka minut załatwi całą sprawę, ale los znów zakpił sobie z jego szczerej troski. Telefon ani domofon nie wchodziły w grę. Zakładając, że Blanka z Matim faktycznie byli w mieszkaniu, żadne z nich i tak nie wpuściłoby go do środka. Ochroniarz z budki też będzie miał gdzieś prośby niezameldowanego pod tym adresem faceta...
   Szybko doszedł do wniosku, że dzwoniąc domofonem, przynajmniej nie zdradzi od razu swojej tożsamości. Nie potrafił ukryć zdziwienia, gdy po trzecim dzwonku ktoś niespodziewanie otworzył, nie zadając nawet pytania o imię...

*

   Blanka Consalida nigdy nie podejrzewała przystojnych facetów o działanie nasenne, ale z każdą kolejną minutą rozmowy z Matim chciało jej się coraz bardziej spać. Zaczynała czuć się jak po podaniu "głupiego jasia", bo z doświadczenia wiedziała, że narkoza działa dużo szybciej.
- Obiecuję ci, że tą... - w końcu przestała walczyć z ochotą położenia głowy na poduszce. - Tą... Sesję... Jeszcze nadrobimy...
- Kiedy?
- Może jutro? Dzisiaj... Strasznie chce... Chce mi się spać...
- To też możemy wykorzystać...
   Kiedy w następnej chwili pochylił się nad nią, nie była w stanie stwierdzić czy zaraz przykryje ją jakimś kocem, czy może położy się obok. Powieki miała już tak ciężkie, że podniesienie ich kosztowałoby ją więcej energii niż przerzucanie żelastwa na siłowni. Zresztą teraz tej energii także już brakowało, a na dodatek niemiłosiernie szumiało w głowie, której w żaden sposób nie potrafiła uciszyć...
   Ograniczona jasność umysłu wróciła, gdy usłyszała dzwonek domofonu.
- Ktoś dzwoni... Otwórz, proszę...
   Kiedy przerwał, dotarło do niej, że jednak ją całował. Tylko dlaczego, skoro mówiła, że jeszcze nie teraz? Ukrywając twarz w dłoniach, opadła znów na poduszkę i usłyszała jak wraca. Ciężkie kroki dudniły po parkiecie. Wracał, bo otworzył... Ale dlaczego z nikim nie rozmawiał?
- Nie sprawdzisz kto?
- Drzwi do klatki i tak nie otworzę...
   Wracając, zaśmiał się szyderczo. Jego słowa miały coraz mniejszy sens, a ręce znów dotykały ubranego jedynie w sukienkę ciała. Ciała, które z każdą sekundą robiło się coraz bardziej obce, jakby nie było już jej...
- Dlaczego ja się... Dziwnie... Tak dziwnie czuję?
- Bo ja tak chciałem...
- Ale ja... Ja nie chcę...
   Jej cała wrodzona asertywność znaczyła teraz tyle, co nic.
- Wypiłaś coś bardzo dobrego... Zaraz będziesz chciała...

*

   Dochodząc pod właściwy blok, Adam spodziewał się kolejnej przeszkody, ale na jego szczęście ktoś nie domknął drzwi do klatki. Kilka chwil później stał już przed drzwiami mieszkania i zapukał. Raz, drugi, trzeci. Ze środka nie dobiegał żaden dźwięk, który powiedziałby mu, że tym razem się nie pomylił. Właściwie powinien odejść, tylko to cholerne złe przeczucie nie znikało. Jeszcze raz zadzwonił do Blanki. Bez skutku, ale włożona do kieszeni dłoń przypadkiem natknęła się na kartkę, którą dostał w agencji. Szybko wybrał numer Matiego i zamarł, gdy w mieszkaniu rozległa się bliżej nieznana mu piosenka...  
- OTWIERAJ! WIEM, ŻE TAM JESTEŚCIE!
   Uderzył w drzwi, kiedy ze środka dobiegły pierwsze dźwięki, świadczące o totalnym popłochu Matiego. Tłukące się szkło i prawdopodobnie przesuwane meble nie miały teraz jednak najmniejszego znaczenia, bo musiał tam jak najszybciej wejść.
- OTWIERAJ DO CHOLERY!
   Kiedy szarpnął za klamkę, ta niespodziewanie ustąpiła. Wpadł do środka, zobaczył jej bezwładne ciało na kanapie, a w następnej chwili potworny ból przeszywał już na wskroś całą jego czaszkę. Ogłuszony i popchnięty upadł obok kawowego stolika i tylko ogromną siłą woli zdołał przewrócić się na plecy. Chłopak był już przy drzwiach.  
- Co ty... Co jej... Zrobiłeś?!
   Kiedy całe mieszkanie przestało wirować mu przed oczami, zdołał podnieść się z podłogi. Na kolanach pokonał kilka metrów do kanapy i sprawdził czy oddycha.
- Blanka... - miarowe ruchy klatki sprawiły, że i on w końcu nabrał odpowiedniej ilości powietrza. - Blanka, dziewczyno, otwórz oczy! BLANKA!
   W następnej chwili zadziałał chyba najczystszy instynkt. Albo adrenalina. Gnojek uciekał, a on nie mógł pozwolić, by po raz kolejny uszło mu to na sucho. Pomimo bólu zerwał się na równe nogi i dogonił go na półpiętrze. Zdołał zatrzymać go za kaptur, po czym cała siła mięśni chłopaka posłała go prosto na balustradę schodów.
   Uderzenie przeponą o poręcz na moment sparaliżowało mu płuca. Dusił się w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale i tak znów chwycił go za bluzę i popchnął na przeciwległą ścianę. Przemoc jak dotąd była mu obca, ale wiedział, że tylko w ten sposób zapanuje nad tym zwyrodnialcem.   Kolejna sekunda znów przyniosła przeszywający ból na środku twarzy i ciepłą krew, spływającą z nosa wprost do jego ust. Zaczęli okładać się pięściami niemal na oślep, aż do momentu, w którym pierwszy z nich stracił całkowicie równowagę. Złamane żebro zakuło, gdy Mati stoczył się po schodach na chłodną posadzkę niższego piętra...
   Z następnych dwóch minut nie zapamiętał chyba nic. Nie wiedział, czy ktoś z lokatorów wyszedł na korytarz, czy ktoś ich widział, czy ma jakiś świadków... Całkowicie oszołomiony wrócił do mieszkania, odnalazł przy drzwiach swój telefon i zadzwonił do szpitala.
- Tu Adam! Przyślijcie dwie karetki na Morską 3/16. Nieprzytomna dziewczyna, być może po przedawkowaniu i chłopak z tępą raną głowy... Spadł ze schodów... TAK! TO BLANKA! Nie mam czasu na gadanie! Przyjeżdżajcie!
   Upadając przy kanapie, chwycił jej bezwładną dłoń i zamknął oczy. Fakt, że była już bezpieczna, wynagradzał cały ból...
bellydaaancer
Weteran forum
*****
Wiadomości: 1.956

17 września 2017 r., godz. 19:52

18.2 PIERWSZA CZĘŚĆ POWYŻEJ!

   Odchodząc od kasy w salonie fryzjerskim czuła się jak nowo narodzona. A przynajmniej jak gwiazda na wybiegu. Odświeżone kosmyki sięgały do ramion i po zaledwie kilku minutach od metamorfozy mogła śmiało przyznać, że pani mecenas miała całkowitą rację.
- Adam padnie! Albo drugi raz się zakocha! - roześmiała się Kasia.
- Weszłabym teraz na wagę i sprawdziła, ile mi ubyło... - wychodząc na korytarz galerii "sprawdzała" nową fryzurę w kolejnych przeszklonych drzwiach.
- Ja trzymam się od wagi z daleka przez najbliższy rok...
- Powiedz mu. Tak po prostu. - ze szczerym uśmiechem na ustach ścisnęła dłoń szwagierki. - Trochę powariuje, ale będzie się cieszył. Zobaczysz...
- Obyś była jasnowidzem...
   Pewnie dyskutowałyby nadal, gdyby ich telefony nie odebrały właśnie kilkudziesięciu powiadomień naraz.
- Co to?! - lekko zaskoczona wyjęła komórkę z torebki.
- U fryzjera musiało nie być zasięgu...
   Kiedy zobaczyła informację o ponad trzydziestu nieodebranych połączeniach od Adama, jej żołądek wykonał bardzo nieprzyjemnego fikołka. Mając dzieci, takiej serii telefonów zawsze należy się bać...
- CHOLERA JASNA!
- Coś się stało?
- Coś na pewno... Adam dzwonił ponad trzydzieści razy...



*
Witam z kolejną (3!) częścią w tym tygodniu. Poszalałam, ale pogoda zrujnowała mi dziś wszystkie ambitne plany, dlatego teraz z czystym sumieniem zawieszam działalność pisarską przynajmniej do następnego weekendu. Obowiązki, niestety...  Zawstydzony

Nie da się ukryć, że ten rozdział był punktem kulminacyjnym. Była niczego nieświadoma Wiktoria u fryzjera (wiem, że nikt nie wyobraża sobie Rudej z krótszymi włosami, ja też xD) i Adam, który szczęśliwym zbiegiem (wielu) okoliczności dociera (zdaje się) na czas. Zostawiam tu odrobinę niepewności, a co zdążył zrobić Mati, okaże się wkrótce.  Spoko W ramach obrony własnej Mati ulega groźnemu wypadkowi, a w związku z tym, że Adam ostatecznie nie musiał za nim biec, sytuacja nie będzie komfortowa... Dla nikogo...  Spoko

Do następnego!  Buziak

P.S. Dla niedowiarków, w Galerii Krakowskiej na dole faktycznie można nie mieć zasięgu...  Chichot
Ktosik
Stary wyjadacz
****
Wiadomości: 995

17 września 2017 r., godz. 21:46

Co takie krótkie? Smutny
Gina B.
Starszy forumowicz
***
Wiadomości: 261

17 września 2017 r., godz. 21:47

JAK MOŻNA BYŁO PRZESTAĆ PISAĆ W TAKIM MOMENCIE? tak się nie robi! chociaż by do szpitala dojechali, cokolwiek! i co teraz, mam wracać do nauki?Co? mogłaś wstrzymać się choć jeden dzień, a napisać kilka słów więcej! zwłaszcza, że zapowiadasz dłuższą przerwę. a najgorsze jest to, że Ty przecież doskonale wiesz, co się wydarzy Chichot i ja mam tę świadomość.
bellydaaancer
Weteran forum
*****
Wiadomości: 1.956

17 września 2017 r., godz. 21:58

Co takie krótkie? Smutny
JAK MOŻNA BYŁO PRZESTAĆ PISAĆ W TAKIM MOMENCIE? tak się nie robi! chociaż by do szpitala dojechali, cokolwiek! i co teraz, mam wracać do nauki?Co? mogłaś wstrzymać się choć jeden dzień, a napisać kilka słów więcej! zwłaszcza, że zapowiadasz dłuższą przerwę. a najgorsze jest to, że Ty przecież doskonale wiesz, co się wydarzy Chichot i ja mam tę świadomość.
Jak bym coś dopisała, to by napięcie opadło... Duży uśmiech
Może mi spadnie z nieba dzień wolnego w tygodniu... Zobaczymy... Ale next i tak na drugim wątku (nie bijcie!), także...  Mrugnięcie
złodziejka_czasu
Stary wyjadacz
****
Wiadomości: 692


17 września 2017 r., godz. 22:06

Ale ja na to czekałam, ale ostatecznie i tak okazało się, że to jeszcze nie ta część ;p i pewnie jeszcze nie najbliższa też ;p

Adam stanął na wysokości zadania, jako ojciec. Kurcze, takie czyny mówią tak wiele, naprawdę widać jak ważna jest dla niego Blanka.

Wiki w krótkich włosach?;d Nie wyobrażam sobie w ogóle! Chociaż ja też miałam całe życie długie i ścięłam na takie do ramion i okazało się, że to zmiana na lepsze Język
Aczkolwiek! Włosy to teraz pewnie jej najmniejszy problem. Stawiam, że trochę ją przytłoczy poczucie winy za sympatię do Matiego, za wyśmiewanie podejrzeń Adama, no i za to, że była u fryzjera, gdy to wszystko się rozgrywało i nie miała opcji odebrać telefonu. W zasięg nie wątpię, bo i u nas w Dominikańskiej na dole o niego trudno i nie raz moja mama była gotowa puszczać za mną list gończy, jak za długo nie wracałam z zakupów;p

No, a sama Blanka... Pewnie mocno pożałuje swojego wielkiego uporu i wykrzyczanych w złości słów. Mocno liczę na Maćka, że i tym razem pomoże jej się po tym podnieść i trzy razy przemyśli decyzję o powrocie do seminarium.

Czekam na next (nie)cierpliwie  Chichot Chichot Chichot
Tosia007
Forumowicz
**
Wiadomości: 77


17 września 2017 r., godz. 22:12

Jak to next na drugim wątku?!  Szok Chcesz nas zostawić z TAKIM zakończeniem na co najmniej tydzień?! Niesprawiedliwość losu. Czy wchodzi w grę ewentualna prośba wielbicielek tego cuda? Duży uśmiech Nawet nie wiem jak skomentować. Z resztą sama wiesz, że ubóstwiam wszystko co wychodzi z pod twojej ręki, a jeszcze dzisiaj po tak drastycznej końcówce mój zasób słownictwa ma się nijak do całej sytuacji. Płacz Liczę przynajmniej na bardzo, ale to BARDZO długą kontynuację w przyszłym tygodniu w ramach rekompensaty  Mrugnięcie. No i pamiętajcie dziewczyny jutro kolejny numer śs  Mrugnięcie. Wyjątkowo cieszę się, że jutro muszę wcześnie wstać jednak mam nadzieję, że ta gazeta nie zepsuje mi do reszty jutrzejszego dnia rewelacjami Adama.  Uśmiech
Kukabura
Forumowicz
**
Wiadomości: 24


17 września 2017 r., godz. 22:42

Zasługujesz na te wszystkie pochwały. Adam pomimo tego, jak potraktowała go pasierbica nie dał za wygraną. Już wcześniej podejrzewał, że może wydarzyć się coś złego, a informacje usłyszane od Ali jedynie upewniły go w podejrzeniach. Dobrze mieć  świadomość, że niezależnie od błędów mamy dom rodzinny, do którego można wrócić.  Blanka w najbliższych tygodniach będzie potrzebowała  wsparcia obojga rodziców.  Jednak to prawda, że nie liczą się więzi biologiczne.
Strony: 1 ... 9 10 [11]   Do góry
Zaloguj się
//