Wątek Wątek: Nieważne, co zdarzyło się wczoraj (AdWi)
Tolaa
Weteran forum
*****
Wiadomości: 1.207


22 maja 2017 r., godz. 23:00

Po udanej operacji kolejny zawód czeka Blanke. Operacja się udała... a Maciek obiecał po niej odejść.
Wszyscy wiemy, źe doprowadzi to do poznania Matiego i do syyuacji z prologu.
Kolejny kryzys czeka też Krajewskich. Wiktoria coś usłyszała, a to czego nie usłyszała to sobie dopowie.
Mam nadzieję, że kryzys jednak szybko minie.
Czekam na next Uśmiech

"W życiu nie zawsze wygrywają najmądrzejsi, najpiękniejsi i najbardziej przebojowi.
Wygrywają ci, którzy postanawiają wygrać..."
Gina B.
Starszy forumowicz
***
Wiadomości: 212

24 maja 2017 r., godz. 13:13

Adam zachował się wyjątkowo, w sensie bardzo, w porządku, mam nadzieję, że Wiki nie będzie mu robiła przypałów!

napisane przepięknie jak zwykle!
jakoś trudno mi się czyta o Blance... za dużo skojarzeń z serialową, za którą mega nie przepadam. spróbuję się odciąć Język

stop comparing yourself to strangers on the internet
bellydaaancer
Weteran forum
*****
Wiadomości: 1.663

3 czerwca 2017 r., godz. 21:54

Jaymes Young - "I'll be good"

9

- Czy ty nie za dużo na siebie bierzesz?
- Za dużo? Kiedy masz dzieci, to raczej nie wybierasz, co brać, a czego nie.
- No tak... Dzieci i wymagającą małżonkę...
- Posłuchaj! Wiem, że przedwczoraj Wiki potraktowała cię może trochę za ostro, ale chodziło o jej córkę... Była zdenerwowana, może trochę przewrażliwiona... Ja dołożyłem swoje trzy grosze i też oberwałem, jeśli to cię ucieszy.
- Może twoja żona się czepia, bo po prostu nie docenia tego, co ma?
- Ala, myślę, że powinnaś już iść do domu. Skończyłaś dyżur.
- Tak. Do jutra.

   Stojąc pod gabinetem Adama Wiki po raz pierwszy pożałowała faktu, że Bóg obdarzył ją słuchem absolutnym. Chociaż właściwie nie musiała nadzwyczajnie wytężać zmysłów, by usłyszeć jak broni ją przed Alą, a później jak głos pani doktor robi się podejrzanie łagodny. I nie wiedziała, co wkurzyło ją bardziej. To, że Adam załatwiał takie sprawy za jej plecami, czy to, że atrakcyjna rezydentka ewidentnie "leciała" na jej męża. I ojca dwójki dzieci, nomen omen...
   Nie zdążyła policzyć w myślach do dziesięciu, bo Ala otworzyła z impetem drzwi gabinetu. Blednąca na jej widok twarz rezydentki wywołała krótkie uczucie satysfakcji, o mocno zmieszanym Adamie nie wspominając.  
- Wiki...
- Jedziemy już do domu? - wchodząc do środka, nie dała Krajewskiemu dojść do słowa. Kiedy Ala ewakuowała się na drugi koniec świata, zamknęła drzwi i posłała mężowi bardzo wymowne spojrzenie.
- Tak jedziemy, tylko... - Adam zerknął z nadzieją w kierunku swojej kurtki, ale szybko doszedł do wniosku, że lepiej pozwolić jej wylać wszystkie żale, zanim zagotują się na dobre. - Dobra, okej! Ile usłyszałaś?
- Tylko jak przepraszasz ją za to, że jestem przewrażliwiona. A co? Było coś jeszcze? - zapytała z wyraźną ironią w głosie.
- Tak, chciałem jej wytłumaczyć, że nie zajmę się teraz jej projektem badawczym na konkurs, bo mam ważniejsze sprawy na głowie...
- Jakie?
- Rodzinę na przykład. - odparł ze stoickim spokojem Adam.
- Dobrze wiedzieć, że masz właściwie priorytety. - oświadczyła Wiki, zakładając ręce na piersi. - I jakbyś nie był pewien, to naprawdę doceniam to, co mam.
- Przecież wiesz, że tak nie myślę! - Krajewski zaprzeczył niemal odruchowo.
- Ale musiałeś mnie przed nią bronić! Wybacz, ale potrafię godnie znieść foch urażonej gów.niary! - w Consalidzie wezbrała kolejna fala złości.
- To naprawdę dobry lekarz!
- Więc teraz JĄ będziesz bronił, tak?! - Wiki skutecznie odbiła piłeczkę.
   Kolejną błyskotliwą ripostę Adam zachował już dla siebie. Biorąc głęboki oddech, postanowił zrzucić jej nastrój na nerwy związane z operacją Blanką i puścić wszystkie złośliwości mimo uszu. Gdzieś z tyłu głowy kołatała się jednak myśl, że musi określić jasne granice w kontaktach z Alą...
- Dałbym ci klapsa na gołą, ale dziś masz taryfę ulgową...
   Wiki z miną obrażonej pięciolatki pozwoliła mu chwycić się za rękę i zaprowadzić do samochodu. Pozostawało mieć nadzieję, że nie będzie musiał w pojedynkę przypominać sobie jak wygodna jest kanapa w salonie...

*

   W ciągu trzech kolejnych dni Adam być może nie zaliczył eksmisji z sypialni, ale złość Wiktorii przyjęła postać przewlekłego focha. Jego głównymi objawami była kwaśna mina, którą zdejmowała z twarzy wyłącznie w towarzystwie dzieci, i tylko pozornie normalne rozmowy, od których chyba wolałby solidną awanturę. Tak. Naprawdę rozważał sprowokowanie jakiejś kłótni, bo to oznaczałoby przyjemne "godzenie się", zamiast rosnącego z każdą godziną dystansu.
   Kiedy zszedł na śniadanie, widok, który zastał w kuchni odebrał mu jakąkolwiek ochotę na sprzeczki. Uśmiechnął się mimowolnie, podziwiając matczyne umiejętności małżonki. Wiki w niebywałym pośpiechu, ale i z niebywałą sprawnością przebierała sukienkę wierzgającej Zuzi. Sukienkę, która teraz nosiła na sobie ślady całego śniadaniowego menu.
- Może trzeba było pomyśleć o śniadaniu zanim ją ubrałaś? - stwierdził, z trudem dusząc śmiech.
- Mam ważniejsze sprawy na głowie niż przewidywania skutków jedzenia malinowej kaszki przez twoje dziecko! - odparła ze złością Consalida, przeciskając przez głowę małej czystą koszulkę.
- Jakie?
- Na przykład to, że rzeczone dziecko zostaje dziś po raz pierwszy w żłobku!
- Co będzie znacznie trudniejsze dla ciebie niż dla niej...
   Za swój niewinny komentarz oberwał tylko kolejnym chłodnym spojrzeniem, ale zanim zdążył odpowiedzieć, Wiki już organizowała mu dzień.
- Możesz się pospieszyć i zajrzeć od razu do Blanki? Ja powinnam zostać z nią godzinę albo dwie w żłobku zanim się zaaklimatyzuje...
- Myślałem, że pojedziemy z nią razem... - przypomniał o wstępnych planach. - Mówiłem Ali, że będę później...
- Jedź do szpitala i przypilnuj Blanki! - na sam dźwięk imienia atrakcyjnej pani doktor Wiki od razu podniosła głos. - Czuje się dużo lepiej, więc nie chcę żeby przeszarżowała.
- To jest dorosła dziewczyna...
- Ile razy jeszcze to powtórzysz?! - argument Adama spowodował tylko kolejną erupcję "rudego wulkanu". - Możesz choć raz zrobić to, o co cię proszę?!
- Mama, skończyło się! - rozkręcającą się kłótnię przerwał Kuba, któremu właśnie skończyła się poranna bajka.
- Dobrze, to ubieraj buty.
   Mały nie zamierzał jednak spełnić prośby Wiktorii. Mierzył rodziców podejrzliwym spojrzeniem i widać było, że nie odpuści.
- A wy krzyczycie?
- Tylko trochę, kochanie. - Consalida od razu kucnęła obok syna. - Tylko trochę?
   Adam rozczochrał jeszcze ciemną czuprynkę Kuby, po czym chwycił swoją torbę i kurtkę, i wyszedł. Postanowił dalej spełniać jej prośby, bo ich niespełnianie... Cóż. Nie było zbyt zachęcającą alternatywą.

*

   Godzinę później cały korytarz na chirurgii mógł usłyszeć donośne krzyki Blanki. Adam postanowił usunąć uprzykrzający życie dren, ale jej początkowy entuzjazm skończył się wraz z usunięciem pierwszego szwu.
- AŁ! AŁA! Mówiłeś, że nie będzie boleć!
- Przestań się mazać! Kuba by tak nie jęczał!
- Skąd wiesz?! Wyciągałeś mu kiedyś rurkę z brzucha?!
- Dzięki Bogu nie... - Adam z trudem zdusił śmiech i uczciwie ostrzegł młodą przed najgorszym. - Dobra, głęboki oddech...
- AŁA! DŻIZYS! AŁĆ! - w oczach Blanki szybki zakręciły się pierwsze łzy.
- No już, płaczku! - Krajewski jednym sprawnym ruchem usunął ostatnią pamiątkę po operacji i zatrzymał niewielkie krwawienie kawałkiem gazy. - Nie przesadzaj, wcale tak nie boli...
- Dusza mnie boli, bo mnie przeniosłeś na chirurgię! - młoda zdradziła prawdziwy powód swojego podłego nastroju.
- Aaa, o Maćka chodzi... - Adam wyszczerzył zęby w triumfalnym uśmiechu. - Właśnie go wypisałem.
- I TERAZ MI O TYM MÓWISZ?! - Blanka z wrażenia podniosła się do pozycji siedzącej.
- A to nie przyszedł się pożegnać?
- ZAMKNIJ SIĘ! - młoda nie kupiła tego słabego żartu, a kiedy w następnej chwili chciała wstać z kozetki, Krajewski skutecznie uniemożliwił jej ucieczkę.
- Hej, hej! Gdzie ty się wybierasz? Ze dwa szwy muszę ci na to założyć!
- Rzeźnik!
- Tak, tak...
   Adam skwitował nowe przezwisko kiwnięciem głową, po czym chwycił za chirurgiczne nici. Taktownie nie pytał o szczegóły, ale czuł, że krótka znajomość z klerykiem znaczy dla Blanki więcej niż przypuszczał...

*

   Kolejny kwadrans potwierdził jego domysły. Kiedy tylko pozwolił młodej wrócić do sali, ta szybko zmieniła cel wycieczki. W drodze do lekarskiego zobaczył ją przez szybę na antresoli - wybiegała ze szpitala za Maćkiem, oczywiście w samej piżamie.
 - Gdzie jest Blanka?! Byłam w sali, nie ma jej... - z zamyślenia wyrwał go głos Wiktorii.
- Usunąłem jej dren...
   Zanim zdążył cokolwiek wytłumaczyć, oczy Consalidy namierzyły córkę pomiędzy kolejnymi rzędami samochodów.
- USUNĄŁEŚ JEJ DREN, A KWADRANS PÓŹNIEJ POZWALASZ BIEGAĆ PO PARKINGU?!
- Nigdzie nie biega... CHCIAŁA SIĘ TYLKO POŻEGNAĆ, OKEJ? - urażony jej oskarżycielskim tonem sam podniósł głos.
- NIC NIE JEST OKEJ! JAKBY CHCIAŁA TERAZ SKAKAĆ NA BUNJEE ALBO POJEŹDZIĆ NA NARTACH TEŻ BYŚ JEJ POZWOLIŁ?!
- Przesadzasz!
- ZOSTAW MNIE! - Wiki odepchnęła jego wyciągniętą dłoń.
- Od jej operacji nie pozwalasz się dotknąć! - Adam w końcu stracił cierpliwości. - Ja już nie wiem jak mam do ciebie podejść!
- TO NIE PODCHODŹ!
- Daj jej pożyć!
- Uważasz, że ją przytłaczam?! - Consalida spojrzała na niego z autentycznym niedowierzaniem.
- Nie dajesz jej oddychać! - jego szczere stwierdzenie sprawiło, że Wiki natychmiast ruszyła w kierunku schodów. - Wiki, proszę cię...
- Nie no... Ja wracam do pracy... Oddychajcie sobie do woli! OBOJE!
   Adam mógł jedynie odprowadzić wzrokiem zbiegającą na SOR żonę. A potem ponownie spojrzał na parking, gdzie żywo gestykulująca Blanka usiłowała powstrzymać Maćka przed wejściem do taksówki. Fizycznie nikt nie podejrzewałby ich o pokrewieństwo, ale były do siebie tak bardzo podobne. Obie tak bardzo lubiły udawać niczym niewzruszone bohaterki, kiedy tak naprawdę i jedną i drugą rządziły południowe temperamenty. I emocje...

*

   Po krótkiej rozmowie na OIOMIE Maciek usiłował zapaść się pod ziemię. Nie zaglądał na pooperacyjną ani później na normalną salę na chirurgii. Przez trzy dni widziała go tylko raz, kiedy pielęgniarka wiozła ją na kontrolne badania, i również wtedy uciekł zanim zdążyła o cokolwiek zapytać. Gwoździem do trumny był fakt, że wszystko jeszcze bolało, a na samodzielne wycieczki po szpitalu nie miała zupełnie siły.
   Kiedy Adam powiedział jej o wypisie, zapomniała o wszystkich dolegliwościach i pognała na onkologię. Łóżko i szafka Maćka były już puste, ale od jednej z pielęgniarek dowiedziała się, że Kozłowski dopiero co wyszedł.
- MACIEK! MACIEK, PROSZĘ CIĘ! - zaciskając zęby z bólu zdołała dogonić go na szpitalnym parkingu. - ZACZEKAJ! MACIEK!
- Spóźnię się na pociąg... - odparł kleryk, otwierając drzwi taksówki.
- Tak po prostu chcesz odjechać?
- Nie TAK po prostu... Ja... Ja po prostu muszę...
- "MUSISZ"?! WIESZ CO "MUSISZ"?! WYTŁUMACZYĆ MI CZEMU UNIKASZ MNIE OD OPERACJI I POWIEDZIEĆ, KIEDY WRACASZ!
   Słyszalny w promieniu kilkuset metrów krzyk Blanki poprzedził bardzo wymowną ciszę. Maciek nie potrafił wydobyć z siebie pojedynczego słowa, a wbity w asfalt wzrok przelał czarę goryczy.
- MACIEK, POPATRZ NA MNIE DO CHOLERY!
- Nie wiem, Blanka... Nie wiem... Kiedy... - Kozłowski w końcu odważył się spojrzeć jej w oczy. - Nie wiem czy wracam...
- To Żonkil ci nie powiedział, kiedy masz wrócić? - zapytała mocno zaniepokojona.
- On też nic wie.
- Czego nie wie?
- Dlaczego to robię...
   Sens jego enigmatycznej odpowiedzi dotarł do Blanki dopiero po chwili. Nie wiedzieć czemu poczuła, że za chwilę straci coś ważnego. Coś, czego jeszcze nie potrafiła nazwać słowami.
- Wracasz do seminarium?! - zapytała właściwie retorycznie. - Maciek... Chcesz wrócić do seminarium po tym... Myślałam, że między nami coś się dzieje...
- Między nami nic nie ma, Blanka. Jesteś cudowną dziewczyną, ale ja... Ja już wybrałem.
   Obawiając się jej reakcji, szybko chwycił za klamkę samochodu i niemal jednocześnie poczuł jej dłoń na swojej.
- Maciek, proszę cię...
- To moja taksówka... Ja muszę już jechać...
- To dlatego, że chciałam JE usunąć, tak?! - Blanka jeszcze raz powstrzymała go przed wejściem do taksówki. - MÓWIŁEŚ, ŻE NIE BĘDZIESZ MNIE OCENIAŁ!
- Nie oceniam! - zaprzeczył natychmiast Maciek. - Nie spotkałem jeszcze w życiu takiej dziewczyny...
- To dlaczego jedziesz?!
   Czując pierwsze łzy spływające po policzkach, widziała jak wsiada jedną nogą do samochodu, a potem znów staje na chodniku. Myślała, że właśnie jej posłuchał, że właśnie zmienił zdanie, ale po chwili... zamknął za sobą taksówki.
- Trzymaj się!
- MACIEK! DO CHOLERY! MACIEK!
   Rana po operacji pozwoliła jej pokonać zaledwie kilkanaście metrów i znów pojawiło się to uczucie. Tak samo jak zasłużyła na to, co wydarzyło się w Nowym Jorku, tak i teraz oddalająca się taksówka była jej karą. Karą za to, że znów myślała tylko o sobie...

*

   Tydzień później cała rekonwalescencja Blanki przeniosła się do salonu Wiktorii i Adama, a wraz z nią jakaś dziwna obojętność. Było jej dosłownie wszystko jedno. Leżała jak jej kazali, jadła co jej kazali, spała tyle ile jej kazali... i nawet przez sekundę nie miała ochoty protestować. Codziennie przez dziewięć godzin była właściwie sama i jedynie powroty maluchów ze żłobka i z przedszkola wyrywały ją z tego dziwnego amoku.
   W jeden z kolejnych wieczorów przysypiała z wtuloną w nią Zuzią na kanapie, ale z płytkiej drzemki wyrwał ją stukot wpadającej do salonu piłki. Kuba z Adamem postanowili zakończyć wieczorny mecz na ogrodowym "stadionie", a ich powrotowi do domu po prostu musiał towarzyszyć właściwy poziom hałasu.
- Kolacja, co? Trzeba coś zjeść, synu! - Adam ściszył głos, dopiero gdy zobaczył zamknięte oczy Zuzi. - Zasnęła?
- Śpi jak zabita. - Blanka spojrzała z uśmiechem na śpiącą siostrę.
- Zaraz ją wezmę na górę. - oznajmił Krajewski, wyciągając z lodówki talerz kanapek. - Wcinamy!
- Tata! Jeszcze herbata! - Kuba zmierzył postawiony przed nim talerz krzywym spojrzeniem.
- Zaraz ci zrobię. - Adam wyciągał już ręce po spacyfikowaną Zuzię, kiedy bunt młodego osiągnął kolejny level.
- Nigdy nie jem bez herbaty!
- Idź, ja mu zrobię. - zaproponowała Blanka.
- Ty lepiej leż! - Krajewski skapitulował i ostatecznie wrócił do kuchni. - Wzięłaś leki?
- Są na górze.
- Przyniosę. - obiecał, włączając czajnik. - Też pijesz?
- W sumie to zrób...
- Zaraz będzie herbata! Możesz jeść! - Adam z trudem zdusił śmiech na widok swojego wygłodniałego czterolatka, a już po chwili stawiał blacie zalaną wrzątkiem herbatę. - Tylko poczekaj aż wystygnie!  
- A Wiki kiedy wraca z pracy? - zapytała Blanka, kiedy po mistrzowsku i bez pobudki odkleił od niej śpiącą Zuzię.
- Jak przekopie się przez papiery. A co? Stęskniłaś się? - Krajewski zażartował z nagłej zmiany zachowania swojej żony, która po ostatniej kłótni na szpitalnej antresoli rzuciła się wir pracy.
- Nie no, nie narzekam. Przynajmniej zajęła się czymś innym niż poprawianie mi poduszki pod głową.
- Ty uważaj, bo ona tu gdzieś pomontowała kamery z podsłuchem.
 - A ty się nie boisz?
    Adam wzruszył jeszcze niewinnie ramionami, po czym ruszył z najmłodszą księżniczką na górę.
- Przecież ja nie mam nic do ukrycia...

*

   Kiedy powieki odłożonej do łóżeczka córki nie drgnęły, Adam mógł odetchnąć z ulgą. Choć podobnie jak jej starszy brat, mała nigdy nie miała problemów z zasypianiem, to o ile przebudzony Kuba zasypiał z powrotem w ułamku sekundy, w przypadku Zuzi taka wpadka kończyła się prawdziwym armagedonem. Albo nawet apokalipsą...
   Przez chwilę przyglądał się anielskiej twarzy córki, zastanawiając się jak szybko odezwą się w niej geny Consalidy. Uśmiechnął się pod nosem, bo taka perspektywa jakoś wcale go nie przerażała...
- ADAM!
   Dobiegający z dołu krzyk Blanki ściągnął go natychmiast do salonu. Jeszcze na schodach usłyszał przeraźliwy płacz Kuby, który teraz kucał obok rozbitego kubka po herbacie i ściskał kurczowo lewą rączkę.
- Co się stało?!
- Oblał się herbatą... Chciał ją zdjąć z blatu... Przysięgam! Nie zauważyłam, kiedy ją ruszył... Naprawdę!
- Blanka, hej! Spokojnie!
   Adam szybko podniósł małego z podłogi, zerkając na coraz bardziej czerwone przedramię. Wiedział, że to II stopień i że będą bąble, ale teraz mógł jedynie wsadzić tą rączkę pod strumień zimnej wody, przytulić synka i... zadzwonić do Wiktorii.  

*

   Choć pierwsza posiadówka po godzinach w szpitalu była oczywiście na pokaz, to z każdym kolejnym dniem przypominała o sobie ordynatorska rzeczywistość. Zlecenia, kwalifikacje do zabiegów i zamówienia po prawie roku macierzyńskiego zabierały jakąś niebotyczną ilość czasu, i tylko świadomość, że Adam ma cały dom pod kontrolą, pozwalała skupić się na kolejnych papierach. Średnio co kwadrans miała ochotę rzucić to w cholerę, ale za każdym razem szybko wmawiała sobie, że po prostu potrzebuje chwili, by znów poczuć cały ten klimat. I wdrożyć się na nowo...
   Kilka minut po siódmej z ciężkim sercem odebrała telefon od Adama i niemal odruchowo zaczęła się tłumaczyć.
- Adam! Wiem, która godzina, ale... Czemu mam się spieszyć? CO ZROBIŁ?!



***
Łoł. Nie było mnie... sama już nie wiem jak długo.  Szok Wena była i jest, ale pewne ważniejsze sprawy totalnie rozkradły mój czas. I jeszcze przez kilka tygodni będzie średnio pod tym względem, także proszę o cierpliwość. Nigdzie się nie wybieram...  Mrugnięcie

A co mieliśmy w tej części? Rozczarowaną Blankę, która znów w sobie upatruje winy za miłosne niepowodzenia. I Wiktorię, nadopiekuńczą, miotającą się między pracą a domem, trochę przytłoczoną obowiązkami po tej długiej przerwie... Co zrobi, gdy dowie się o wypadku Kuby?  Spoko Wbrew pozorom wcale nie obwini Adama... Zacznie jednak wymiękać, zwłaszcza, że obie jej córki zaczną wkrótce sprawiać problemy...  Spoko Na horyzoncie też pewna poważna zawodowa decyzja, której niestety postanowi z nikim nie przedyskutować...

Do następnego!  Buziak
Tolaa
Weteran forum
*****
Wiadomości: 1.207


3 czerwca 2017 r., godz. 23:22

Blanka przeżyła rozstanie z Maćkiem i choć teraz żyje w jakimś dziwnym trybie, wypadek Kuby postawi ją pewnie do pionu.
Wiktoria cały czas nerwowa. Wiele spraw nałożyło się jedna na drugą z czym nie może sobie poradzić.
Podziwiam Adama za tą świętą cierpliwość do kobiest z rodziny Consalida.
Czekam na next Uśmiech

"W życiu nie zawsze wygrywają najmądrzejsi, najpiękniejsi i najbardziej przebojowi.
Wygrywają ci, którzy postanawiają wygrać..."
Alexandrine.
Stary wyjadacz
****
Wiadomości: 517


4 czerwca 2017 r., godz. 00:10

Oj, ja bym chyba nie wytrzymała pod jednym dachem z Consalidą Uśmiech a najgorsze jest to, że mam podobny charakter Chichot i gdybym była na miejscu Adama pewnie szybko skończyłoby się rozwodem
I mam nadzieję, że Maciek wróci Mrugnięcie
Lilcia98
Weteran forum
*****
Wiadomości: 1.850


12 czerwca 2017 r., godz. 13:00

Brawa dla Krajewskiego za cierpliwość   Duży uśmiech
Blanka zakochana, Wiktoria zdenerwowana, a biedny Adam sam na polu bitwy xd
Maciek wróci, prawda? Mam nadzieję  Mrugnięcie
I ta Consalida  (matka) niech się bierze w garść bo Ala już szczerzy ząbki do jej męża. Niech jej pokaże gdzie raki zimują   Chichot

'Jeśli wyeliminujesz niemożliwe, reszta musi być prawdą.'
'Kiedy sprzedajesz kłamstwo, opakowujesz je w prawdę.'
Have Dream
Stary wyjadacz
****
Wiadomości: 684


17 czerwca 2017 r., godz. 14:54

Zacznę od końca Język Z Kubusiem wszystko dobrze, prawda ? Musi być dobrze  Duży uśmiech Blanka się zakochała, a Maciek wyjechał, mam nadzieję, że wróci  Język i uwielbiam Consalidę w takiej zazdrosnej i "wojowniczej" wersji Mrugnięcie czekam na kolejną część  Buziak Buziak

Świat jest piękny, mimo wszystko.....
wiki-agata.blogspot.com
bellydaaancer
Weteran forum
*****
Wiadomości: 1.663

19 czerwca 2017 r., godz. 20:09

M83 - "Wait"

10

   Kiedy twoje dziecko cierpi, marzysz tylko o tym, by wziąć jego ból na siebie. Adam z pełną świadomością poparzyłby własną rękę, gdyby dzięki temu wtulony w niego Kuba mógł przestać płakać. Miska z letnią w wodą, w której trzymał rączkę syna przyniosła ulgę tylko na chwilę, a ostatnią nadzieją był powrót Wiktorii. Wiadomo, u mamy zawsze boli trochę mniej...
- I co? Jeszcze boli? - zapytał, całując ciemną czuprynkę małego.
- Piecze!
- Wiem, że piecze...
- Gdzie jest mama? - Kuba zwrócił czerwone od płaczu oczy w kierunku starszej siostry.
- Zaraz przyjedzie. Na pewno... - odparła Blanka, z winą wymalowaną na każdym fragmencie jej twarzy. Wyrzuty sumienia na moment przerwał jednak powrót Wiktorii. - O! Właśnie przyszła! Zobacz!
- MAMA!
- Już jestem! Zaraz przestanie boleć, skarbie... Obiecuję...
   Adam odłożył miskę na stolik, pozwalając Kubie przenieść się na matczyne kolana.
- Mam opatrunek hydrożelowy i jakiś przeciwbólowy sprej... - Wiki wręczyła mężowi siatkę ze szpitalną kontrabandą, po czym z przerażeniem spojrzała na poparzoną rękę małego. - Adam... Może... Może jednak jechać do szpitala?
- W szpitalu nie zrobią nic więcej. - stwierdził z pokrzepiającym uśmiechem Krajewski. - Hej, zagoi się przecież.
- Wiem... - mruknęła nie do końca przekonana Consalida, przytulając Kubę jeszcze mocniej do siebie.
- Umyję tylko ręce i zrobię mu opatrunek.
   Kiedy Adam zniknął w toalecie, Wiki postanowiła zapytać o szczegóły milczącą dotąd Blankę.
- Jak to się stało?
- Adam zrobił mu herbatę i poszedł zanieść Zuzę do łóżka. Młody jadł kanapki, nie zdążyłam zareagować, kiedy chwycił za kubek. Wylał wrzątek na blat i tą rękę... Mamo, to był naprawdę wypadek. Spuściłam wzrok na sekundę, przysięgam!
- Blanka, przestań! To nie jest twoja wina!
   Consalida przerwała córce, zanim ta zdążyła wziąć całą winę na siebie. Tym razem winne były papiery. A właściwie ona, bo postanowiła spędzić nad nimi kolejny wieczór, zamiast być tam gdzie jej miejsce. Z  Adamem i dziećmi.

*

   Ciężki dla Kuby wieczór zakończył się w łóżku rodziców. Kilkugodzinny płacz zmęczył małego na tyle, że mimo bólu zasnął przyklejony do Wiktorii każdym centymetrem swojego małego ciałka. No, może z wyjątkiem poparzonej rączki...
   Oszałamiający dziecięcy zapach sprawiał, że z każdą minutą i ona była coraz bliższa osiągnięcia stanu względnej równowagi. Tak, to była najpiękniejsza i zarazem najgorsza strona macierzyństwa. Ta miłość była tak silna, że pomimo spokojnego snu Kuby, wciąż czuła ten nieprzyjemny ucisk w żołądku.
- Zasnął?
   Z zamyślenia wyrwał ją głos Adama, który opuścił właśnie ich małżeńską łazienkę. Ona nie miała nawet ochoty na prysznic, zresztą obudzenie ich Małego Księcia było ostatnią rzeczą, jaką chciała zrobić.
- Zasnął. Ledwo...
- Wziąłem trzy dni urlopu. - Krajewski wślizgnął się pod kołdrę i zgasił nocną lampkę. - Te pęcherze szybko znikną, w poniedziałek powinien już nadawać się do przedszkola.
- Ja z nim zostanę! - zaprotestowała szeptem Wiki.
- Przecież dopiero wróciłaś do pracy...
   Przez dłuższą chwilę nie potrafiła znaleźć dobrego argumentu. Od kilku tygodni balansowała między młotem a kowadłem, obrywając coraz mocniej po głowie. Powrót do "ordynatorowania" po urodzeniu Kuby był właściwie bezbolesny, a teraz? Miała wrażenie, że nie panuje nad niczym, co w słowniku Wiktorii Consalidy było kompletnie nowym pojęciem.
- Spodziewałeś się kolejnej awantury, prawda? - zapytała po chwili.
- W końcu to ja byłem w domu... - odparł szczerze Adam.
- No właśnie! Bo ja siedziałam w pie.przonych papierach, zamiast zająć się własnymi dziećmi! - niepodnoszenie głosu przychodziło Consalidzie z ogromnym trudem. - Kuba jedzie ostatnio na jakichś dziwnych bateriach, jest wszędzie, mała zaraz zacznie chodzić... Do tego dorosła rekonwalescentka... Z całym szacunkiem, ale nawet dla świętego, wieczór z całą trójką to wyzwanie...
- Wiki, nie możesz brać wszystkiego na siebie. Od czegoś tu jestem, zapomniałaś?
- Od tego żebym czuła się lepiej, kiedy mój syn oblewa rękę wrzątkiem?! - rzuciła z ironią.
- Nie on pierwszy i nie ostatni. Dzieciom takie rzeczy po prostu się zdarzają. - Krajewski odruchowo objął jej dłoń.
- Ale nie muszą! Już drugi raz coś mu się stało, kiedy ja siedziałam w pracy!
   Kiedy wróciła do dramatycznych chwil sprzed osiemnastu miesięcy, uścisk Adama mimowolnie się rozluźnił.
- Proszę cię, nie obwiniaj się o zatrucie, bo to był przykład MOJEJ skrajnej głupoty. Dzisiaj, to był nieszczęśliwy wypadek.
- Do którego nie doszłoby, gdybym była w domu! - stwierdziła natychmiast Wiki. - Adam, a jeśli następnym razem któreś  z nich obleje sobie twarz albo pół ciała? Albo wbije coś do oka?!
- Hej! Spójrz na mnie! - Adam z determinacją chwycił jej policzek. - Nie będzie następnego razu. I nie uchronimy ich przed całym złem świata, bez względu na to jak bardzo będziemy się starać...
   Wiktoria zamknęła na moment oczy, starając się uwierzyć w jego zapewnienia. Niestety, w tym momencie wszystko, co mówił, zdawało się być zwyczajną bzdurą. Bo ona przecież może postarać się bardziej...

*

Dwa tygodnie później
   
   Wiktoria Consalida przez wiele lat swojego życia nie wierzyła w prawo czarnej serii, jednak lekarskie doświadczenie szybko zweryfikowało jej przekonania. Komplikacje u pacjentów często pojawiały się lawinowo, zazwyczaj nie pozostawiając czasu na spokojną interwencję. Z rodzicielstwem było tak samo. Po operacji Blanki i poparzonej ręce Kuby, Zuzia nie zamierzała pozostać w tyle. Mieli za sobą dwie ciężkie noce z gorączką i nieustannym marudzeniem, a kolejna nie zapowiadała żadnej poprawy. Wszystkiemu winne były prawdopodobnie kolejne zęby, którym jak na złość nie spieszyło się  na "świat" poza dziąsłami.
   Było grubo po północy, kiedy zdecydowała się zejść ze spacyfikowaną smoczkiem Zuzią do salonu. Zdziwiła się, bo kanapę okupowało już jej dziecko nr 1.  
- Hej, nie możesz spać?
-  A ty?
- Nie chcę żeby obudziła chłopaków. - odparła Wiki, siadając z bladym uśmiechem obok starszej córki.  
- A co się dzieje?
- Pewnie zęby, czyli gorączka i marudzenie po nocach. - westchnęła Consalida, okrywając przyklejoną do niej Zuzię ciepłym kocykiem.
- Moje biedactwo... - Blanka z czułością pogłaskała rudą czuprynkę siostry.
- Co to jest? - w międzyczasie uwagę Wiktorii przykuły otwarte przez Blankę strony internetowe.
- Szukam pracy i... - przyznała młoda, lekko obawiając się reakcji matki. - I przy okazji jakiegoś mieszkania...
- Przecież możesz tu zostać tak długo jak potrzebujesz! - oświadczyła od razu Consalida. - Dopiero miałaś operację...
- Dopiero, czyli ponad trzy tygodnie temu! I cieszę się, że nie macie mnie dość, ale muszę wreszcie wrócić do życia. - Blanka zmusiła się od uśmiechu. - Do Stanów nie wracam, ale zamierzam podbić rodzimy rynek kinematografii.
- Własnego dziecka nigdy nie można mieć dość... Nawet, gdy nie daje spać po nocach. - zażartowała Wiki, spoglądając z rozpaczą w szeroko otwarte oczy Zuzi. - Trzymam kciuki i obiecaj mi, że nie będziesz się z niczym spieszyć.
- Słowo harcerza! - młoda uniosła dłoń w geście przysięgi.
- Nigdy nie byłaś w harcerstwie...
- Bo mnie nie zapisałaś!
   Synchroniczny śmiech przerwała Wiktoria, przesuwając w swoją stronę komputer córki. Wspólnych chwil nigdy nie za wiele, a skoro Zuzia i tak nie pozwoli jej się położyć...
- Pokaż te oferty. I tak nie zasnę...

*

   Dwie godziny później mała panna Krajewska pozwoliła wreszcie odłożyć swoją skromną osobę do łóżeczka i nawet zdecydowała się zamknąć oczy. Pomimo sukcesu Wiktorii brakło sił, by dotoczyć się do sypialni. Opadła w wygodnym fotelu, który jeszcze niedawno służył do karmienia i uważnie słuchała. Teraz nie podobał się jej również świszczący oddech małej i lekko otwarta buzia, rekompensująca zatkany nosek...
- Hej! Zasnęła? - do pokoju Zuzi zajrzał również zaspany Adam.
- Yhm...
- To wracaj do łóżka. Jest prawie trzecia... - stojąc w drzwiach, wyciągnął w jej kierunku otwartą dłoń.
- Nie podoba mi się ten kaszel. A jeśli to coś więcej niż zęby? - wyraziła swój niepokój Wiki.
- To będziemy ją obserwować. - odparł ze stoickim spokojem Krajewski. - Osłuchałaś ją?
- Tak, płuca są czyste.
- Sama widzisz.  Chodź spać. Na jednym zębie na pewno się nie skończy, więc zbieraj siły na zapas.
- Znalazł się znawca tematu...
   Za swój żart poczuł po chwili siłę jej łokcia, a potem nieopisaną wdzięczność, kiedy silne ramiona odprowadziły ją prosto do łóżka.

*

   Następnego ranka utrzymująca się gorączka Zuzi zmusiła Adama do wzięcia kolejnego dnia urlopu. Właściwie nie zmusiła, bo brał go z radością, rozprawiając się po drodze z wątpliwościami Consalidy. Wszystkie błyskotliwe argumenty odniosły jednak krótkotrwały skutek, bo przed wyjściem do pracy Wiki martwiła się znowu. Martwiła się markotną Zuzią i Blanką, która bladym świtem wyruszała na poszukiwanie mieszkania. Sama pobudka przed 10 była w jej przypadku sytuacją bez precedensu i powodem siwienia kolejnych włosów na rudej głowie...
- Blanka, portfel jeszcze! - Wiki zatrzymała pędzącą do wyjścia córkę.
- I kluczyki! - dopijający kawę Adam pomachał breloczkiem. - Nie rozwal mi bryki, błagam!
   Młoda w biegu zebrała niezbędne gadżety, wywołując przy okazji kolejne zmarszczki na czole Wiktorii.
- Zastanów się jeszcze, proszę. Naprawdę chcesz oglądać te mieszkania sama? Jutro jest sobota, zostałabym z małą marudą, a Adam pojechałby z tobą... - zaproponowała Consalida, zaliczając kolejne okrążenie salonu z Zuzią na rękach.
- Bo sama nie dam sobie rady? - rozbawiona troską Blanka z trudem stłumiła śmiech.
- Bo wystraszyłbym wszystkich nieuczciwych właścicieli! - zawtórował żonie Krajewski.
- Uwielbiam cię tatuśku! I ciebie też... - młoda po kolei wycałowała wszystkich członków rodziny, na Małej Księżniczce kończąc. - Ciebie zdecydowanie najbardziej.
- No! Moja droga żono! - po wyjściu Blanki, Adam szybko wyciągnął ręce w kierunku Zuzi. - Oddaj dziecko, rób się na bóstwo i do pracy.
- Będę się za to smażyć w piekle! - Wiki niechętnie oddała mu młodszą córkę.
- A ja zgarnę tytuł ojca roku!
- Oczywiście... - Consalida zdążyła jeszcze przewrócić oczami, zanim Adam wręczył jej płaszcz i torebkę.
- Uciekaj już!
- Mierz jej temperaturę co godzinę i niech dużo pije!
- Żebym co chwilę zmieniał jej pieluchę? - Krajewski zażartował z otrzymanych od żony instrukcji.
- NIE DOGADAM SIĘ Z TOBĄ!
- No już, uciekaj!
   Wiki z wielkim oporem ruszyła do drzwi, a Adam sięgnął po kolejny łyk kawy. Będzie potrzebował dziś solidnej dawki kofeiny, chyba, że zdoła odwołać się do drzemiących w Zuzi zrównoważonych genów tatusia...

*

   To było to. Trzecie mieszkanie, do którego zajrzała, przekonało ją już od progu. Duże, jasne, przestronne, kompletnie umeblowane, a na dodatek w świetnej lokalizacji. Widok z balkonu, gdzie teraz stała, też zapierał dech w piersiach...
- To mieszkanie mojego brata. - usłyszała ze środka od Matiego, prawie rówieśnika, który organizował wynajem. - Właśnie wyjechał na dwuletni kontrakt do Szwecji i na pewno nie wróci przed końcem.
- Masz to na piśmie? - zażartowała, nie mogąc uwierzyć w swój fart.
- Słowo honoru. - chłopak położył rękę na sercu w teatralnym geście. - Za taką kasę, sam bym nie wracał.
- A co robi? - zapytała, wracając do salonu.
- Projektuje podzespoły elektroniczne, a Skandynawia to wiadomo... raj dla takich. A ty?
- Ja? Ja skończyłam w Nowym Jorku artystyczne liceum o charakterze filmówki, trochę pracowałam jako operatorka i montażystka, nie wyszło mi prywatne życie i uciekłam do kochanej ojczyzny. Szukam pracy i mieszkania...
- Ja pracuję w agencji reklamowej jako grafik! - Mati od razu podchwycił temat. - Rozwijamy się, już brakuje rąk do pracy. Produkujemy też spoty. Wiem, że to nie hollywoodzkie produkcje, ale...
- Możesz mnie tam z kimś umówić?! - oczy Blanki zaświeciły się w ułamku sekundy.
- Pod warunkiem, że wynajmiesz to mieszkanie, bo nie mam już siły nikogo szukać. - chłopak z uśmiechem uciekł się do uczciwego "szantażu".
- A ile za nie chcesz?!   
- Myślę, że się dogadamy...

*

   Kolejne godziny pozbawiły Adama szerokiego uśmiechu, z którym się obudził, i z którym żegnał Wiktorię. Kiedy Zuzia zaczęła dosłownie przelewać się przez ręce, zrozumiał, że instynkt ukochanej małżonki to zjawisko zasługujące na opracowanie naukowe. Ewidentna infekcja dróg oddechowych powoli wykańczała małego człowieka. Zatkany nosek, uporczywy mokry kaszel i gorączka, której nie mógł zbić kolejną dawką paracetamolu ze względu na wiek.
- Księżniczko, pomógłbym ci od razu, gdybyś tylko powiedziała mi, co robić...
   Raz jeszcze usiadł na kanapie, przykrywając plecki rozebranej córki chłodnym ręcznikiem. Mała była tego dnia "nieodkładalna", a on był coraz bliższy podjęcia decyzji o wizycie w szpitalu. Tuż po drugiej powrót Blanki ostatecznie przechylił szalę.
- Dobrze, że jesteś! Zawieziesz nas do szpitala, a potem odbierzesz Kubę, okej?
- Co się dzieje? - młoda szybko pojawiła się w salonie, nie zdejmując nawet kurtki.
- Rozłożyło mi ją kompletnie w ciągu kilku godzin. - poinformował ją Adam, ubierając malutkiej koszulkę i bluzę. - Nie przestaje kaszleć, zaczęła wymiotować, beznadziejnie oddycha...
- Jakaś grypa?
- Raczej oskrzela albo płuca... Wjeżdżałaś na podwórko?
- Nie, stoję na podjeździe.
- Dobra! Weź tylko jej kocyk...  
   Krajewski bez zbędnej zwłoki ruszył w kierunku wyjścia, zostawiając w tyle lekko zaskoczoną Blankę.
- Adam, ale... Wiki...
- Jest przecież w szpitalu. Chodź, nie ma czasu!
   Młoda w biegu porwała różowy kocyk i odłożone kluczyki do mercedesa, a po chwili cała trójka jechała już w kierunku szpitala.

*

   Mail  z zamówieniem na kończące się zszywki do staplerów był ostatni na jej liście "do zrobienia wczoraj". Chęć powrotu do domu i Zuzi działała bardzo motywująco i skutecznie przyspieszała całą papierkową robotę. Klasnęła w dłonie, kiedy w starych folderach znalazła plik z wzorem zamówienia, dzięki czemu ostatnie tego dnia zawodowe wyzwanie sprowadzało się do zamiany paru cyferek. Po pięciu minutach z dumą wrzuciła załącznik do podszykowanego maila, ale zanim kliknęła "wyślij" w drzwiach gabinetu stanęła Blanka.
 - Blanka? Co ty tutaj robisz?
   Zaskoczenie obecnością córką było niczym w porównaniu z następną informacją, jaką jej świadomość zdołała przyswoić.
- Mamo, chodź. Zuza jest w szpitalu...

*

- Jak mogłam w ogóle pomyśleć, że to zęby! Kaszlała, ale osłuchiwałam ją kilka razy... Nic nie słyszałam...
   Autorska litania Wiktorii, pełna wyrzutów, zarzutów, żalu i złości na samą siebie, trwała w najlepsze. Pół godziny po przyjeździe w towarzystwie znajomej pediatry przeglądali już rentgenowskie zdjęcia Zuzi, które nie pozostawiały cienia wątpliwości odnośnie diagnozy. Obustronne ostre zapalenie oskrzeli.
- Wiktoria, nawet nie wiesz jak często początki zapalania u takich maluchów bywają subtelne i nietypowe. Jeśli podłoże było wirusowe nie miałaś prawa czegokolwiek usłyszeć...
   Argumenty lekarki nie odnosiły zamierzonego skutku. Jej cierpiące dziecko leżało właśnie pod kroplówką, a ona mogła przecież temu zapobiec...
- Więc co? Antybiotyk? - Wiki z trudem przełknęła ślinę.  
- Zdecydowanie. Nie podoba mi się ta wydzielina i teraz rzeczywiście płuca nie brzmią najlepiej... - przyznała pediatra. - Nawet jeśli złapała wirusa, to teraz z pewnością doszło do nadkażenia bakteryjnego. Lepiej nie czekać na posiew.
- Zostajemy tu? - zapytał Krajewski, po którego porannym optymizmie nie było już śladu.
- Tak, chcę ją mieć na oku. - zadecydowała lekarka.
   Chwilę później zostali już sami, a Wiktoria opadła bez sił przy łóżeczku małej.
- Błagam cię, nic nie mów... - wyszeptała do stojącego nad nią Adama. - Nie złapałaby tego świństwa, gdyby została ze mną w domu do maja...
   Krajewski nie skomentował jakże niedorzecznego poczucia winy, bo wiedział jak skuteczniej poprawić samopoczucie obu dam.
- Weź ją na ręce.
- Adam...
- Weź ją na ręce i oddychaj...
   Z braku lepszej alternatywy Consalida zrobiła to, o co prosił. Po może kilkunastu sekundach z Zuzią w ramionach znów czuła ten wszechogarniający spokój, a Księżniczka mogła wreszcie bez obaw zamknąć oczy...

*

   Szpitalna atmosfera usypiała małą pannę Krajewską skuteczniej niż niejedna kołysanka. Senny klimat udzielił się również Wiktorii, która szybko odpłynęła z głową na szczebelkach metalowego łóżeczka. Sen, a właściwie stan jakiegoś matczynego czuwania, został w końcu brutalnie przerwany przez alarm jednego z monitorów. Ciężkie powieki uniosły się w ułamku sekundy, a widok pogarszających się parametrów, podniósł jej tętno do ekstremalnych wartości.
- RUUD!
- Co się dzieje?! - dyżurujący na pediatrii anestezjolog od razu pojawił się przy łóżku małej.
- Saturacja spadła!
- 39,5. - towarzysząca van Graffowi pielęgniarka szybko zmierzyła temperaturę.
- Gorączka dalej rośnie?! - Wiktoria miała wrażenie, że kolana za chwilę odmówią jej posłuszeństwa.
- Wiki, to może być ten najgorszy moment, ale spokojnie, panujemy nad sytuacją. Dostanie zaraz niewielkie dawki sterydów, co powinno nieco ułatwić jej oddychanie. Nie chcę ryzykować podawania 100% tlenu w masce dopóki nie będzie takiej potrzeby. - Ruud zachowywał stoicki spokój. - Ela, okryj małą chłodzącym kocem.
   Wychodząca po specjalny koc pielęgniarka minęła w drzwiach Adama. Krajewski wracał z lekarskiego z dwiema herbatami w dłoniach, ale zaniepokojony od razu odstawił kubki na stoliku.
- Co z nią?!
- Spodziewany kryzys. - przyznał szczerze van Graff.
- Hej! - Adam szybko znalazł się przy Wiktorii, która wyglądała teraz niewiele lepiej od Zuzi. - Też chciałbym, żeby wyzdrowiała w ciągu kilku godzin... Ale dobrze wiesz, że to tak nie działa.
   Consalida nie zdążyła jednak odpowiedzieć, bo ciałem malutkiej wstrząsnęły pierwsze drgawki...



***
Hej, hej! Uśmiech
Zakończyłam nieco dramatycznie, ale spokojnie. Nie zamierzam zrobić maluchom żadnej krzywdy, a jedynie zagrać na emocjach Wiktorii. Na razie jej zachowanie może wydawać się trochę przesadzone, choć żadna prawdziwa matka chyba by się tu ze mną nie zgodziła, bo nie ma nic gorszego niż cierpiące dziecko... Ale ta czy inaczej, do istoty problemu Consalidy dojdziemy i znów spotkamy się z... Natalią. Tak. Adam poprosi o pomoc, co zdecydowanie nie spodoba się Wiktorii...

Na Rudą głowę spadnie jeszcze jeden kłopot. Motyw maila z zamówieniem nie pojawił się bowiem przypadkowo...  Spoko

No i Adam "przeprowadzi" Blankę, pozna Matiego, który od razu wzbudzi podejrzenia...  Spoko

Do następnego!  Buziak
Tosia007
Użytkownik
*
Wiadomości: 2

19 czerwca 2017 r., godz. 21:55

Super część i mam nadzieję na szybki next.  Buziak No i oczywiście Zuzia nawet na chwilę nie da wytchnienia rodzicom, żeby mogli spędzić trochę czasu tylko we dwoje. Kocham to twoje opowiadanie i mam nadzieję, że przez wakacje pojawi się niejeden rozdział. Życzę duuuuużo weny i udanch wakacji! Buziak
~Tosia
Lilcia98
Weteran forum
*****
Wiadomości: 1.850


19 czerwca 2017 r., godz. 22:24

Ha! Od razu czułam, że ten mail nie jest przypadkowy!  Spoko
Biedna Zuzka  Niezdecydowany Najpierw Blanka potem Kuba teraz mała... Trochę za dużo, ale wiadomo jak to jest z dzieciakami. Nie ma chwili spokoju. Dobrze, że małej nic nie będzie, a ja czekam na wątek Blanki i Matiego i bardzo się cieszę, że on się pojawił, bo w serialu tak jakby trochę o nim zapomnieli i mam wrażenie jakby nie wykorzystali go do zamierzonych celów   Język

P.S. Jak daleko zostało do prologu?  Mrugnięcie

'Jeśli wyeliminujesz niemożliwe, reszta musi być prawdą.'
'Kiedy sprzedajesz kłamstwo, opakowujesz je w prawdę.'
bellydaaancer
Weteran forum
*****
Wiadomości: 1.663

19 czerwca 2017 r., godz. 22:27

P.S. Jak daleko zostało do prologu?  Mrugnięcie
Szczerze? Po raz pierwszy nie wiem dokładnie, może jakieś  5-6 części Uśmiech
Tolaa
Weteran forum
*****
Wiadomości: 1.207


19 czerwca 2017 r., godz. 22:43

No i zgadzamy się w tej jednej sprawie. Maluchów nie krzywdzimy zbyt mocno.
Oj cos czuje, że Wiktoria popadnie w małą depresję. Będzie miała poczucie, że wszystko zawala (wypadki i choroby dzieci, ten niewysłany mail).
Blanka idzie na swoje. No niestety pojawił się Mati.
No i mam tak jak Lilcia. Pojawił się w serialu i tak jak szybko się pojawił tak i zniknął, a miał byc fajny wątek.
Czekam na next Uśmiech


PS. Zamierzesz wrócić Maćka do tego opowiadania Maćka? Uśmiech

"W życiu nie zawsze wygrywają najmądrzejsi, najpiękniejsi i najbardziej przebojowi.
Wygrywają ci, którzy postanawiają wygrać..."
bellydaaancer
Weteran forum
*****
Wiadomości: 1.663

20 czerwca 2017 r., godz. 06:09

PS. Zamierzesz wrócić Maćka do tego opowiadania Maćka? Uśmiech
Tak! Tak! Zdecydowanie będzie Maciek!  Uśmiech
Strony: 1 ... 4 5 [6]   Do góry
Zaloguj się
//