Wątek Wątek: Nieważne, co zdarzyło się wczoraj (AdWi)
bellydaaancer
Weteran forum
*****
Wiadomości: 1.708

21 lipca 2017 r., godz. 21:42

Mikky Ekko - "Comatose"

13.1

Dziesięć miesięcy wcześniej

   Mała Zuzanna Natalia Krajewska była prawdziwą kobietą. Od pierwszych dni życia przejawiała klasyczne  huśtawki nastrojów, dyktowane tym, czy ogólnie pojęte "rzeczy" działy się po jej myśli. Koniec dwutygodniowego urlopu Adama oznaczał dla Wiktorii prawdziwą jazdę bez trzymanki, zwłaszcza, że Kuba zaczął być zazdrosny o uwagę rodziców i kategorycznie odmówił powrotu do żłobka. Po kilku dniach z dwójką pociech na głowie, potrafiła więc zasnąć ze zmęczenia w kwadrans po przebudzeniu.
- Hej... Wiki! - tego poranka Adam znów wyrwał ją z drzemki przy kuchennym stole. - Zuza przespała do rana?
- Tylko TY przespałeś całą noc! - odparła z wyrzutem, przecierając podkrążone oczy. - Nawet Kuba się obudził!
- Czy ja wyczuwam pretensję w twoim głosie? - Krajewski z trudem zdusił śmiech. - Wiesz, że mogłaś mnie obudzić...
- Naprawdę?! Następnym razem na pewno tak zrobię!
- Połóż się jeszcze, póki śpi. - zaoferował, składając na jej czole gorącego całusa. - Nakarmiłaś ją?
- A wyglądam jakbym ją nakarmiła?! - Wiki spojrzała z rozpaczą na swoje pełniejsze piersi.
- Wyglądasz pięknie!
- Z NIEUMYTYMI WŁOSAMI?! I WE WCZORAJSZYM PODKOSZULKU, UPAPRANYM ŚLINĄ I BÓG WIE CZYM JESZCZE?! - skwitowała jego komplement lekko podniesionym głosem, który wystarczył, by obudzić Zuzię. - PO PROSTU ŚWIETNIE!
   Dobiegający z elektronicznej niani płacz nie wzruszył Adama, który tylko wymownie zerknął na jej dekolt.
- Dobrze, że wstała. Przynajmniej masz okazję się ich pozbyć...
   Za wykonany na wysokości klatki piersiowej gest miała ochotę roztrzaskać mu na głowie kilka talerzy, ale nie miała na to siły. Wiedziała też, że to nie pora karmienia, więc biustonosz nie stanie się na razie wygodniejszy...
- Nie pozbędę się ich. - oznajmiła zrezygnowana.
- Jest przecież głodna...
- Nie jest głodna, tylko ma pełną pieluchę.
   Szczęka zaskoczonego Adama zbliżyła się do ziemi na niebezpieczną odległość. Obsługiwał dzieciaki z porównywalną do niej łatwością, ale matczyny instynkt był dla niego wciąż zjawiskiem nadprzyrodzonym...
- Nawet na nią nie spojrzałaś...
- Ale słyszę jak płacze. To jest płacz pieluchowy. - oznajmiła ze stoickim spokojem Consalida.
- Mam do niej wstać?
- Naprawdę mógłbyś?! - rzuciła z nutką ironii. - CHCĘ ZJEŚĆ PIERWSZE ŚNIADANIE OD TYGODNIA!
   Adam bez słowa zbędnego protestu udał się do sypialni, gdzie tymczasowo stało łóżeczko Zuzi. Miała zatem okazję zjeść przygotowane kanapki, ale zabrakło sił, by wyciągnąć po nie rękę. Położyła tylko głowę na stole i podsłuchiwała, co dzieje się na górze.
- No chodź, marudo. Umawiamy się, że dasz mamie odpocząć, co? Wróciłem do pracy, więc jest z tobą całkiem sama. Zacznij współpracować i śpij, okej?... O DŻIZAS! Tak bez ostrzeżenia dla ojca?!... WIKI! Wiedziałaś po płaczu, że to kupa, prawda?... Wiki?... Wiki?!
   Zasnęła.


*

   Choć pierwszy miesiąc po narodzinach Zuzi nie należał do najłatwiejszych, później wszystko wróciło do normy. Wewnętrzna harmonia trwała całe dziewięć miesięcy, i zakończyła się wraz z przyjazdem Blanki. Od tamtej chwili powoli traciła kontrolę nad całym swoim życiem, dlatego teraz siedziała w jednej z zacisznych kawiarni w towarzystwie śpiącej w spacerówce Zuzi i Natalii. Po wyskoku Adama przekroczyła jakiś punkt krytyczny, więc mówienie o wszystkim przychodziło na szczęście z łatwością. Poczucie, że musi zrobić coś ze sobą zanim będzie za późno, otworzyło usta, choć rozum był jeszcze mocno zablokowany...
- Naprawdę nie wiem z czego to wynika... I dlaczego teraz jest mi tak ciężko... Bo chyba z kolejnym dzieckiem powinno być łatwiej, prawda? - zwróciła na psycholożkę niepewne spojrzenie. - To znaczy, Zuzia była od początku dużo trudniejsza w obsłudze niż Kuba, ale jakoś to ogarniałam... W pewnym momencie nawet po mistrzowsku...
- Więc co się zmieniło? Bo rozumiem, że przestałaś ogarniać? - Natalia ośmieliła Consalidę delikatnym uśmiechem.
- Zaczęło się od operacji Blanki. Wszystko dobrze się skończyło, ale przestałyśmy się dogadywać. Wyprowadziła się. Stwierdziła, że zawsze muszę mieć rację i o wszystkim decydować, ale... Ja po prostu chciałam dla niej jak najlepiej... Potem wróciłam do pracy i wszystko się zamieniło w jedną, wielką katastrofę. Nie panowałam nad niczym! Nad Kubą, który poparzył rękę, bo ja byłam w pracy... Nad Zuzką, którą zostawiłam w żłobku tylko po to, by wylądowała w szpitalu z zapaleniem płuc i oskrzeli... Ani nad oddziałem, który sparaliżowałam, bo nie wysłałam ******* zamówienia...
- Wiesz, że to brzmi jak klasyczna litania co drugiej matki w tym kraju?
- No właśnie wiem! - Wiki nie poczuła się urażona szczerością psycholożki. - Tylko, że większość z nich nie czuje się przy tym tak bezradnie... i beznadziejnie. Miewam takie dni, kiedy boję się wstać z łóżka, żeby niczego nie schrzanić... No i Adam...
- Adam? - Natalia nie wiedziała o ostatniej "przygodzie" Krajewskiego.
- Tak, Adam. Chyba nieświadomie wyładowywałam na nim swoją frustrację, aż wylądował na tylnym siedzeniu z młodziutką rezydentką. - przyznała otwarcie Consalida, wywołując niemałe zdziwienie na twarzy swojej rozmówczyni. 
- No... Do tego mi się nie przyznał...
- Nie dziwię się. Na szczęście... Na szczęście nic głupiego nie zrobił.
- Zdążyłam go trochę poznać, wtedy, w ośrodku. Nie byłby w stanie tak cię skrzywdzić. A teraz chciałabym dowiedzieć co wiesz... - psycholożka zawahała się  przed zadaniem kolejnego niewygodnego pytania. - Wiki, co wiesz o depresji poporodowej?
- Co?! - śmiała sugestia wyraźnie zaskoczyła Consalidę. - Nie za późno na nią?
- Wręcz przeciwnie. Kryzys w pierwszych miesiącach to często tylko klasyczny baby blues, który mija, gdy dziecko zaczyna współpracować. U ciebie wszystko wróciło do normy, ale wciąż czujesz się fatalnie, prawda?
- Ale depresja?! To jest duże słowo. Ja nie mam żadnych myśli samobójczych, kocham swoje dzieci, względnie normalnie funkcjonuje...
- Bo psychiatria dla was, lekarzy, sprowadza się do wizyt na oddziałach zamkniętych podczas stażu. To są skrajne przypadki. - wyjaśniła rzeczowo Natalia. - Tymczasem większość moich pacjentów czuje dokładnie to co ty. Beznadziejność, bezradność i strach. W twoim przypadku strach, że coś znów wymknie ci się z rąk.
- No to co mam zrobić?! Nafaszerować się lekami? - Wiki rozłożyła bezradnie ręce. Znów chciała szybkiego rozwiązania, ale podświadomość podpowiadała, że tym razem nie będzie tak łatwo.
- Może na początek obiecaj, że nie zakończymy naszej rozmowy na tym jednym spotkaniu. - zaproponowała lekko rozbawiona psycholożka.
- Okej...

*

   Kilka kolejnych dni pozwoliło opanować wszelkie sposoby na unikanie Matiego do perfekcji. Blance pomagała duża liczba zleceń poza firmą, ale jej "szczęście" w końcu musiało się skończyć.
- Blanka!
   Słysząc znajomy głos za plecami, natychmiast zrezygnowała z wizyty w socjalnym, a damska łazienka była na wyciągnięcie ręki.
- BLANKA! ZACZEKAJ! - chłopak dogonił ją jednak tuż przed drzwiami. - Chciałem cię jeszcze raz przep...
- Przeprosiłeś mnie już w piątek wieczorem... - Blanka chciała od razu zniknąć w toalecie, ale Mati był szybszy. Oparł się plecami o drzwi, skutecznie uniemożliwiając jej wejście do środka. - Możesz mnie wpuścić?
- Więc wszystko gra między nami?
- Gra i śpiewa... - dziewczyna tylko przewróciła wymownie oczami. - Daj mi spokój i zakończmy ten temat. Chcesz to naprawdę rozpamiętywać?
- Chcę się nadal z tobą spotykać! - przyznał z determinacją Mati.
- Ja... - Blanka zaczynała wierzyć w jego dobre intencje, ale rozsądek wziął górę. - Ja mam chyba dość facetów na jakiś czas...
- Blanka, daj mi szansę, proszę...
   W następnej sekundzie uratował ją telefon. Była gotowa postawić Krajewskiemu pomnik za wyczucie czasu, ale najpierw musiała wyemigrować na odległość co najmniej kilku pokoi od Matiego.
- Przepraszam. Muszę odebrać. - niezatrzymywana pobiegła z powrotem w kierunku windy na parter biurowca. - Hej, Adam!

*

   Po rozmowie z Natalią z wyraźnie lżejszą głową pojechała do szpitala. Od piątku rozkładali z Adamem temat jej ordynatury na czynniki pierwsze, czego efektem była czekająca w papierowej teczce rezygnacja.
- Na pewno masz chwilę przerwy? Mogę wziąć ją ze sobą do Trettera, najwyżej pani Ania...
- Wiki, przecież powiedziałem, że z nią posiedzę. - w drodze do gabinetu Adam wyciągnął ręce po lekko zniecierpliwioną Zuzię. - Porozmawiacie na spokojnie.
- Okej...
   Mała Księżniczka miała jednak własne plany. Wierzgając wszystkimi kończynami, dała jasno do zrozumienia, że ma już dosyć wygodnych ramion dorosłych.
- Co jest? Chcesz chodzić? - rozbawiona Consalida postawiła ją na ziemi, chwyciła małe rączki i pomogła stawiać kolejne chwiejne kroki.
- No i gdzie teraz pójdziesz? No gdzie? - Adam stanął na drodze "maszerującej" córki, wywołując salwę dziecięcego chichotu. Chwilę później Zuzia deptała mu po butach, ale on patrzył już tylko w zielone oczy. - Muszę jeszcze raz zapytać... Jesteś pewna, że chcesz zrezygnować?
- Jeśli mam wybierać między niekończącymi się papierami, a układaniem głupich puzzli w domu... To naprawdę nie jest żaden wybór. - przyznała ze szczerym uśmiechem Wiki. - Będę mamą, żoną i chirurgiem. Władza nie jest mi już potrzebna do szczęścia. W końcu częściej będę lekarzem, a nie tylko głupim urzędnikiem... Bo momentami tak się czułam.
   Kiedy Adam złożył na jej ustach gorący pocałunek, Zuzia znów nabrała ochoty na noszenie. Szybko znalazła się na rękach taty, a już po chwili do całej trójki niespodziewanie dołączył... Maciek.
- Dzień dobry...
- No! Kogo ja widzę! Dlaczego nie odbierasz telefonów?! - Krajewski zmierzył niesubordynowanego pacjenta ostrzegawczym spojrzeniem.
- Wolałem przyjechać, bo przez telefon pewnie próbowałbym się wykręcić... - Kozłowski wzruszył niewinnie ramionami.
- Nie przeszkadzam wam. - Wiki z uśmiechem ruszyła w kierunku gabinetu dyrektora. - Dobrze cię znów zobaczyć, Maciek.
- Panią również!
- No zapraszamy z Zuzanną, zapraszamy...
   Adam teatralnym gestem wskazał Maćkowi drzwi na onkologię, ale chłopak wciąż stał w miejscu, rozglądając się nerwowo dookoła. 
- Co ty się tak rozglądasz? Nie bój się. Blanka nie wyskoczy zza rogu. - żartował Krajewski, a lekko wystraszona twarz kleryka powiedziała mu wszystko.
- Może pan jej nie mówić, że wróciłem?
- No nie wiem, nie wiem...

*

   Najfajniejszą rzeczą w gabinecie taty były oczywiście kolorowe pisaki. Siedząca na kolanach Adama Zuzia kreśliła na podłożonych kartkach bliżej nieokreślone kształty, pozwalając panom na poważną rozmowę.
- Fajna jest. Bardzo podobna do pana... Nawet z tymi rudymi włosami. - Maciek nieśmiało spoglądał w kierunku małej Krajewskiej.
- Zuzia, słyszysz?! To był komplement od prawdziwego księdza!
   Połaskotana Księżniczka oderwała wzrok od kartek i postanowiła obdarować nowego znajomego zielonym pisakiem.
- Jeszcze nie jestem tym księdzem... - przyznał Maciek, poprawiając koloratkę. - To jeszcze nie jest na stałe...
- I nie chcesz kiedyś mieć takiej księżniczki? - zapytał bez ogródek Adam, sprawiając, że oczy kleryka powiększyły się do imponujących rozmiarów.
- Co?!
- Pytam, czy jesteś pewny tej sutanny...
- Jestem pewien, że chcę się wyleczyć, a potem... - Kozłowski bał się planów na przyszłość. - A potem się okaże, co dalej...
- Masz bardzo dobre wyniki. - Krajewski podał mu formularz zgody na leczenie. - To co? Robimy ten autoprzeszczep?
- Robimy.

*

   Wiktoria wielokrotnie słyszała, że każda ciąża, każde dziecko i każdy powrót do pracy są inne. O ile w dwa pierwsze stwierdzenie szło uwierzyć od ręki, to miała głęboką nadzieję, że koniec drugiego urlopu macierzyńskiego będzie równie bezbolesny jak pierwszy. Po 26 tygodniach zostawiła małego Kubę w rękach zaufanej opiekunki, ale cztery lata później ani ona, ani Zuzia, nie były gotowe na taki krok...

*

Cztery miesięcy wcześniej

   8 stycznia miała znów pojawić się przy stole operacyjnym, ale zapalenie ucha, które złapała Zuzia, zrujnowało im międzyświąteczny czas. I wpłynęło na zmianę decyzji. Nie potrafiła rozstać się z córką, dlatego podanie o przedłużenie macierzyńskiego czekało jedynie na jej podpis... No i wcześniejszą konsultację z Adamem.
   Kiedy Krajewski wrócił z pracy, ona wykonywała już setne okrążenie salonu z marudzącą córką na rękach. Odgłos otwieranych drzwi był niczym wybawienie i pozwolił pomyśleć o pierwszym tego dnia posiłku. 
- Cześć, moje dziewczyny! Jak gorączka?
- Lepiej. Błagam, weź ją na chwilę, bo mi odpadają ręce. I nic nie jadłam! Za nic nie da się jej dzisiaj odłożyć...
    Kiedy Adam zdjął płaszcz, wręczyła mu Zuzię, a sama opadła bez sił na najbliżej stojący fotel.
- Co to jest? - zapytał Krajewski, kiedy podnosząc smoczek, zauważył leżące obok dokumenty.
- Podanie o przedłużenie macierzyńskiego.
- Jesteś pewna?
- Nie wierzę, że to mówię, ale... Może zrobiła się ze mnie Matka Polka, nie wiem... Po prostu nie umiem jej zostawić... - Wiki rozłożyła bezradnie ręce.
- Kochanie, a... - Adam zawahał się, po czym zaproponował rozwiązanie, które od dłuższego czasu chodziło mu po głowie. - A co powiesz na zamianę? Ja zostanę w domu.
- Tylko, że tu nie chodzi o to, że boję się żłobka czy opiekunki. Kuba przecież świetnie sobie radził... - wyjaśniła szybko Consalida. - Tu chodzi o mnie. JA nie chcę się z nią rozstawać. Po prostu wiem, że jest jeszcze za wcześnie dla nas obu.
- Ale powiesz mi jak zmienisz zdanie? Nie masz obowiązku brać wszystkiego na siebie i masz prawo wrócić do pracy. - oświadczył Adam, całując główkę wtulonej w niego Zuzi.
- Powiem.
- Obiecujesz?
- Obiecuję...


*

   Tamten wieczór był ciężki, ale nawet wtedy nie myślała, że życie jeszcze bardziej zweryfikuje jej plany. Dziś jednak siedziała naprzeciwko Trettera, który po prostu musiał podpisać jej rezygnację.
- Dziękuję. - z lekkimi wyrzutami sumienia przyjęła podpisany dokument. - I mam nadzieję, że mnie rozumiesz...
- A ja mam nadzieję, że dobrze to przemyślałaś...
- Yhm. - kiwnęła twierdząco głową, po czym od razu podniosła się z krzesła. - Pójdę już... Zostawiłam małą z Adamem, który raczej powinien zajmować się pacjentami...
- Wiki, zaczekaj! - Stefan zatrzymał ją w gabinecie z tajemniczym uśmiechem na twarzy. - Mam jeszcze coś dla ciebie. A raczej będę miał... Akademia zgodziła na otwarcie osobnego oddziału chirurgii małoinwazyjnej i jednodniowej. To oczywiście nowy sprzęt i dodatkowe etaty, cały projekt nie ruszy wcześniej niż za rok...
- Wow! Nie wiem, co powiedzieć! - Wiktoria potrzebowała chwili, by ogarnąć to, co właśnie usłyszała. - To wspaniale, że szpital będzie się rozwijał, ale co ja mam z tym wspólnego?
- Chcę żebyś pokierowała tym oddziałem. To znaczy wystartowała za rok w konkursie na ordynatora, ale przecież wiadomo, że nikt ci nie podskoczy... - przyznał z teatralną powagą Tretter. - Co powiesz?
- Powiem, że... Możesz na mnie liczyć. Nie wiem w jakim wymiarze, bo przez rok wszystko się może zdarzyć, ale...
   Cichy głos z tyłu głowy podpowiadał, że za rok Zuzia nie będzie już jej małą córeczką, a Kuba... Może zacznie prosić o własny samochód? Albo przynajmniej rower na dwóch kółkach?
- Możesz na mnie liczyć, Stefan...

*

   Kwadrans później Adam odprowadzał ją do samochodu, nie mogąc uwierzyć w to, co właśnie usłyszał. Ona natomiast szczerzyła się jak pod wpływem niedozwolonych środków, bo rysująca się przed nią perspektywa była wysoce zachęcająca. I nie chodziło o samą władzę, której miała dosyć. Chodziło o stworzenie czegoś nowego w szpitalu, o czystą definicję osobistego rozwoju...
- Stefan otwiera nowy oddział i nic mi nie powiedział?! Nikomu właściwie!
- A co? Rzuciłbyś onkologię dla nowego stołka? Wybacz, ale miałbyś miażdżącą konkurencję...
   Za swój żart zarobiła delikatnego klapsa w pośladek. Po chwili Adam zapinał już Zuzię w samochodowym foteliku, ale miłe pożegnanie przerwało wyjście Ali z hotelu rezydentów. Twarz Wiktorii zbladła w ułamku sekundy, ale wiedziała już, że nie mogą przed tym uciekać.
- Porozmawiaj z nią.
- Wiki...
- Porozmawiaj z nią! - nalegała Consalida. - Ja naprawdę nie zniosę kolejnych niedopowiedzeń, niedomówień i kolejnych wizyt w klubach.
- Dobrze. Będę w domu po czwartej.
   Po krótkim całusie pozwolił Wiktorii usiąść za kółkiem, a sam pobiegł za zmierzającą w kierunku szpitala rezydentką.
- Ala, zaczekaj! - dziewczyna pozwoliła dogonić się dopiero przed samym wejściem. - Jak się czujesz?
- Chyba widać, że nie najgorzej... - głos Ali był przepełniony goryczą.
- Myślałem, że masz urlop...
- Właśnie idę z niego zrezygnować. Nie wysiedzę w domu choćby dnia dłużej. Ale widzę, że wam się układa...
   Dziewczyna zerknęła kierunku odjeżdżającej Wiktorii. Wyraźna kpina i podtekst zdradzały, że w klubie działała z pełną determinacją, co w końcu zdjęło z Adama odrobinę poczucia winy.
- Dobra! Teraz szczerze! - Krajewski chwycił ją za rękę. - Spójrz mi w oczy i powiedz, że naprawdę miałaś ochotę rozwalić mi rodzinę! Można robić głupstwa po pijaku, ale na trzeźwo trzeba by chyba być...
- NO KIM?! DZIWKĄ?! PUSZCZALSKĄ? SKOŃCZONYM ŚCIERWEM?
- Ala! Odpuść! - w tej przesadnej emocjonalności Adam wyczuł na szczęście więcej zagubienia niż czystego zepsucia. - I uwierz, że znajdziesz kogoś, komu będzie na tobie zależeć, jak mi na mojej rodzinie.
- Poleciałam na totalnego nudziarza...
   Pozwolił jej wejść do środka, bo niewiele był w stanie zrobić. Pozostawało mieć nadzieję że dziewczynie wróci rozum zanim skrzywdzi samą siebie jeszcze bardziej...
bellydaaancer
Weteran forum
*****
Wiadomości: 1.708

21 lipca 2017 r., godz. 21:44

13.2 PIERWSZA CZĘŚĆ POWYŻEJ



   W drodze na kolejne zlecenie Blanka zdołała podskoczyć do szpitala. Trzech pozostałych członków ekipy czekało w samochodzie, miała więc dla Adama przysłowiowe pięć minut. Nie więcej.
- Hej! - Krajewski czekał już w gabinecie.
- No mów, co to za prośba, że telefon ci nie wystarczył...
- Weekend z dwoma brykającymi małpiszonami?
- Mam zostać z robaczkami na weekend? A wy co będziecie robić? - wyraźnie zaciekawiona zajęła od razu wolne krzesło.
- Szósta rocznica... Chcę wziąć Wiki w następny piątek po pracy do Krakowa. - choć byli całkiem sami, Adam odruchowo ściszył głos.
- A ona o tym wie? - Blanka z trudem stłumiła śmiech, widząc oczami wyobraźni reakcję swojej matki na niezapowiedzianą wycieczkę.
- A po co ma wiedzieć? - Krajewski wzruszył niewinnie ramionami. - Żeby wybiła mi to z głowy?
- No to powodzenia życzę...
- Nie śmiej się ze mnie, tylko powiedz, czy masz czas!
- Starsza siostra da z siebie wszystko! - obiecała z ręką na sercu młodsza Consalida. - Ale musicie jechać w ten weekend. W następny nie dam rady.
- Dzięki i ani sło...
   Adam przerwał wpół słowa, kiedy po krótkim pukaniu w drzwiach gabinetu stanął Maciek. W żaden sposób nie aranżował tej sytuacji, ale najwyraźniej ci dwoje po prostu... musieli się spotkać.
- MACIEK?! - Blanka tylko cudem nie spadła z krzesła.
- To ja przyjdę za chwilę...
   Kiedy Kozłowski wyszedł, Adam znalazł się pod totalnym ostrzałem pasierbicy.
- Co on tu robi?! DLACZEGO MI NIE POWIEDZIAŁEŚ?! ŚCIĄGNĄŁEŚ MNIE TU SPECJALNIE?!
- Uspokój się! Jak dzwoniłam do ciebie rano nie wiedziałem, że przyjedzie, a potem...
- A POTEM PRZESTAŁEŚ UŻYWAĆ MÓZGU!
   Młoda w jednej chwili musiała rozstrzygnąć poważny dylemat. Rzucić się na Adama z pięściami, czy biec za Maćkiem i żądać kolejnych wyjaśnień. Tylko jakie były szanse na to, że usłyszy coś nowego? Wybrał sutannę i zakomunikował jej to przed wyjazdem w dość jednoznaczny sposób. Mimo to zerwała się w kierunku drzwi, odprowadzana błagalnym głosem Krajewskiego.
- Blanka! A weekend?
- AKTUALNY!
   Na korytarzu zdołała z miejsca potrącić salowego i dwie pielęgniarki, ale Maćka nie było nigdzie w zasięgu wzroku. Zwolniła krok dopiero koło dyżurki i podskoczyła, gdy niespodziewanie usłyszała jego głos za plecami.
- Tu jestem!
- Jezu! Nie strasz mnie tak! - krzyknęła, kiedy Kozłowski wyłonił się zza filaru.
- Przepraszam...
- Za co? - skomentowała jego spuszczoną głowę wyraźną ironią w głosie. - Za ten zawał przed chwilą czy za to, że zmyłeś się wtedy bez słowa wyjaśnienia?!
- Ja... Ja po prostu musiałem...
- Yhm. - mruknęła bez przekonania.
- Naprawdę musiałem. - Maciek chwycił jej dłoń, którą wyrwała niemal w tym samym momencie. - Wierzysz mi?
- Wierzę w to, że powinnam dać sobie spokój z facetami na wieki wieków amen!
   Rozkładając bezradnie ręce, zostawiła go na środku szpitalnego korytarza i wyszła. Była o krok od zapakowania wszystkich uczuć do Maćka w balonik z helem i wysłania ich w kosmos, ale ten musiał wrócić. Jak wszystko w jej życiu - na złość i w najmniej oczekiwanym momencie. 

*

Cztery dni później

   Od kilku tygodni zmęczenie małej panny Krajewskiej na popołudniowym spacerze było dla Wiktorii jedyną gwarancją spokojnego wieczoru. Dobra pogoda sprzyjała codziennemu stosowaniu tej metody, więc po piętnastej w piątek tradycyjnie pchała spacerówkę w kierunku domu. Tym razem zdziwiła się, widząc samochód Adama na podjeździe. Zwykle odbierał Kubę z przedszkola dopiero o 16, ale najwidoczniej urwał się wcześniej ze szpitala.
- No już ściągamy tą okropną kurtkę, już... - tuż za drzwiami musiała uwolnić córkę od niewygodnego opakowania. Chwilę później zaskoczyła się po raz drugi, bo w salonie czekała również Blanka i... spakowana walizka. - A to co? Jakiś komitet powitalny?
- Pożegnalny...
- Wyjeżdżasz?! - słysząc tajemniczą odpowiedź córki, odruchowo wytrzeszczyła oczy.
- Ty wyjeżdżasz. - odparł rozbawiony Adam. 
- Ja?! - marszcząc czoło, nie pozwoliła się pocałować. - Niby gdzie?!
- Niespodzianka z okazji rocznicy ślubu.
- To za tydzień!
- Ale za tydzień Blanka nie może zostać z dzieciakami, więc musiałbym ściągać moją mamę... - Krajewski skorzystał z chwili zamyślenia i dobrał się do jej szyi.
- Mamy gdzieś jechać SAMI?! - Consalida szybko zrozumiała do czego zmierza cała akcja.
- Dokładnie, kochanie. Tylko we dwoje. - potwierdził z rozbrajającym uśmiechem Adam.
- Ale gdzie?
- Dowiesz się po drodze. Chodź!
   Kiedy Adam kiwnął głową w kierunku drzwi, ona nie zamierzała ruszyć się z miejsca.
- Chyba zwariowałeś! Nie wiem, gdzie mnie zabierasz, nie wiem, co tam spakowaliście... - spojrzała z wyrzutem na sporą walizkę. 
- Wszystko czego potrzebujesz! - obiecała z ręką na sercu Blanka.
- I TAK NIGDZIE SIĘ NIE RUSZAM!
   Wiki nie zamierzała ustąpić. Adam doskonale znał powód jej oślego uporu, dlatego szybko sięgnął po główną kartę przetargową.
- Kuba, dacie sobie radę bez mamy i taty? - zapytał siedzącego przed telewizorem syna. - Z Blanką będzie fajnie i będziecie jej słuchać, prawda?
- TAK! Mama! Musisz jechać z tatą! Bardzo się wystarał!
   Kiedy młody wyrecytował przygotowaną formułkę, musiała skapitulować. Jeśli mają naprawdę pracować nad swoim związkiem, to musi dawać Adamowi takie szanse. W końcu jakoś przeżyje te kilka godzin poza domem...
   Przytuliła szybko całą świętą trójcę i z lekko skrzywioną miną pozwoliła zaprowadzić się do samochodu.
- A teraz poważnie! Gdzie jedziemy? - zapytała raz jeszcze, kiedy szanowny małżonek pakował walizkę do bagażnika.
- Wsiądź, to się dowiesz...
   Kiedy posłusznie zajęła miejsce pasażera, Adam wiedział, by na wszelki wypadek zablokować drzwi, a dopiero potem zdradzić cel i przede wszystkim czas trwania wycieczki...
- Jedziemy do Krakowa, moja droga...



***
Ufff, myślałam, że nigdy nie skończę tej części. Taka o wszystkim i o niczym, ale po prostu konieczna. Teraz naprawdę zacznie się dziać, bo Mati nie odpuści, Maciek wciąż będzie w szpitalu, więc w sercu Blanki zrobi się kompletny galimatias. A do tego ma maluchy na głowie...  Mrugnięcie

AdWi za to urywają się do Krakowa. Tu będzie trochę komedii, bo Consalida nie ma w planach kilkudniowego wypadku, na który jednak zostanie jednak skazana... Spoko W stolicy małopolski nudą nie powieje. Obiecuję.

Do następnego!  Buziak
Tosia007
Forumowicz
**
Wiadomości: 14

21 lipca 2017 r., godz. 22:52

Rewelacja jak zawsze. Chichot No i w tym rozdziale jak na moje "życzenie" było dość sporo młodej panny Krajewskiej  Chichot Chichot. No po prostu nie mogę się doczekać nexta. Mrugnięcie Tak mnie zaciekawiłaś tym ich (w sumie zapowiedzianym wcześniej) wyjazdem do Krakowa, że z niecierpliwością będę wyczekiwać. No i mamy jeszcze Blankę i natrętnego Matiego. Nawet wolę sobie nie wyobrażać w jakich okolicznościach dojdzie do wydarzeń z prologu. Mam tylko jedno "ale". Gdzie jest mój uciekający przed powiększeniem rodziny Falko? Duży uśmiech. Z moich przewidywań wynika, że raczej nie umieścisz go w kolejnej części skoro nasze gołąbki wyjechały na "wakacje". Mimo to i tak Cię uwielbiam. Mrugnięcie
Tak wiem rozpisałam się, ale ciągle pracuję nad skróceniem swoich komentarzy.
Cieplutko pozdrawiam!  Chichot Chichot
Ps. Rozpoczęłaś kolejną część na drugi wątek?  Uśmiech
bellydaaancer
Weteran forum
*****
Wiadomości: 1.708

21 lipca 2017 r., godz. 23:08

Gdzie jest mój uciekający przed powiększeniem rodziny Falko? Duży uśmiech. Z moich przewidywań wynika, że raczej nie umieścisz go w kolejnej części skoro nasze gołąbki wyjechały na "wakacje".
Ps. Rozpoczęłaś kolejną część na drugi wątek?  Uśmiech
Tak, zaczęłam pisać Uśmiech

A Falko... Wiem, że muszę wrócić w końcu do tego wątku, ale narobiłam dookoła innych za dużo zamieszania i nie było za bardzo jak...  Mrugnięcie
Tolaa
Weteran forum
*****
Wiadomości: 1.232


21 lipca 2017 r., godz. 23:09

Dziś i ja szybciej zebrałam się z komentarzem Mrugnięcie
Dziś główną role odegrała tu Zuzka. Cudowna skupiła na sobie całą uwage. Zuzanna Natalia... Natalia Mrugnięcie
Adam i Wiktoria staraja się odbudować dawne relacje i skleić wszystko do kupy. No i tu wracamy do Krakowa. Popieram, że miasto cudowne i lubie tam wracać Uśmiech No i tam wszystko się zaczęło...
Wracaja teź dawni bohaterowie tacy jak Natalia, którzy pomagają zrozumieć to co dzieje się w ich życiu i wprowadzić zmiany na lepsze.
Pojawia się też Maciek. No jego po prostu uwielbiam Uśmiech Chłopak zmienia Blanke i w opowiadaniach i w serialu.
No i jest jeszcze Mati, który niestety nadal plącze się gdzieś koło Blanki.
Czekam na next Uśmiech

"Bywają w życiu takie chwile, które w pamięci pozostają.
Choć czas mija, one nie przemijają."

"Tak ciężko być silnym, gdy się za kimś tęskni"
złodziejka_czasu
Stary wyjadacz
****
Wiadomości: 593


24 lipca 2017 r., godz. 14:58

Mona końcówka, a czego spodziewać się na początku kolejnej części? Morderstwa w afekcie!? Wybuchu!? Wielkiej awantury!?  Chichot Chichot Chichot

No i jestem ciekawa jak poradzi sobie Blanka z dwójką dzieci:) mam nadzieję, że nic się nie stanie znowu pod nieobecność Wiki.

No i Wiki, która chyb zmierza w dobrym kierunku, ma cel, nie tylko prywatny, ale też zawodowy, który pomoże jej utrzymać się na powierzchni.

Czekam na next! Uśmiech

"Piękno kobiety nie przejawia się w ubraniach, które nosi, w jej figurze lub sposobie w jaki układa włosy. Piękno kobiety musi być widoczne w oczach, ponieważ są one drzwiami do jej serca – miejsca gdzie mieszka miłość."
Strony: 1 ... 6 7 [8]   Do góry
Zaloguj się
//