Wątek Wątek: Nieważne, co zdarzyło się wczoraj (AdWi)
Pollla
Starszy forumowicz
***
Wiadomości: 106


2 listopada 2017 r., godz. 13:15

Brak dostępu wczoraj do forum też mnie zaskoczył, a miałam w planach nadrobienie zaległości w komentarzach Uśmiech

Pobieżnie o kilku ostatnich częściach: Dobrze, że sprawa z Matim miała tylko taki finał u Blanki i trochę gorzej u Adama, ale fizycznych skutków nie ma. O instynkcie ojcowskim geny nie decydują Mrugnięcie.  Wyjazd Wiki i Blanki dobrze im zrobił. W sumie dobrze, że to Wiki dowiedziała się o tym co się stało w Stanach. Były w ten samej sytuacji, obie się obwiniały, a takie rzeczy się po prostu zdarzają i w większości przypadków nie ma na to wpływu.
Wiki luzuje. To jest jakaś nowość. Mówi się, że jak kobieta coś chce zmienić w życiu to zaczyna od włosów. Szczerze, to nie wyobrażam sobie Consalidy z dużo krótszym włosami...
Nikt nie jest idealny i często można się zatracić w tym dążeniu do perfekcji, a trzeba doceniać to co jest, bo wbrew pozorom tak jest najlepiej. 
Przezorny zawsze ubezpieczony Mrugnięcie, ale to nowe, abstrakcyjne ułożenie tortu w wykonaniu Zuzi smaku by nie zmieniło Mrugnięcie
I Blanka... Chce odpocząć od facetów, ale serce nie sługa. Skoro Maciek ma świętą cierpliwość, to powinno być dobrze Mrugnięcie
Falko się cieszy, na swój, pokręcony sposób ( a w serialu odwali takie cyrki) i to jest fajne Mrugnięcie. Bo epatowanie szczęściem w około to nie w jego stylu. I Matylda, która też się cieszy, ale... Ale stereotypy żądzą światem, niestety
..

Czeka nas jeszcze epilog, ale można już troszkę podsumować. Lubię wracać do Twoich opowiadań że względu na lekkość czytania, ciekawie zbudowane postacie i całą tą magię im towarzyszącą.
Początkowo nie byłam do tego opowiadania przekonana, ale wciągnęło. Blanka przeżywająca swój dramat, Wiki która musi zmierzyć się nie tylko ze swoimi problemami, swojego małżeństwa i małych dzieci, ale też z kłopotami dorosłego dziecka. Cieszę się, że w tym wszystkim Adam też odegrał dużą rolę. Pokutujący w dalszym ciągu za swoje nieodpowiedzialne zachowanie, i starający się być dobrym rodzicem,  kochającym, wspierającym z wyczulonum instynktem rodzicielskim. I przede wszystkim starający się okiełznać cały czas (od 8 lat!!!!) hiszpański temperament. A całości uroku dodają Kuba i Zuzia  Buziak i Falko że swoją menażerią.  Duży uśmiech

Ja cały czas czekam na Twoje Perełki i naprawdę szkoda, że tak mało w tym momencie można poczytać nowości.
Nad Rzepą dało się znęcać i jeszcze zrozumieć jego motywy, bo jednak miał uczucia. Teraz, to za cho.lerę tego nie idzie ogarnąć Szok

Weny, nieograniczonej wyobraźni i tej lekkości w przelewaniu myśli na klawiaturę.
Może jakaś jednorazóweczka w Twoim wykonaniu  Co? Uśmiech
Buziaki Mrugnięcie Uśmiech
Tolaa
Weteran forum
*****
Wiadomości: 1.366


2 listopada 2017 r., godz. 16:44

Gdybym miała wybrać ulubione opowiadanie tej serii, nie umiałabym tego zrobić. Wszystkie były tak samo idealne.
No i moim zdaniem trzeba wiedzieć kiedy zakończyć by nie zepsuć efektu.
Wszystko świetnie się toczy i już nie mogę doczekać się epilogu.
A potem czekam na to nowe opowiadanie Uśmiech

"Bywają w życiu takie chwile, które w pamięci pozostają.
Choć czas mija, one nie przemijają."

"Tak ciężko być silnym, gdy się za kimś tęskni"
Tosia007
Starszy forumowicz
***
Wiadomości: 133


2 listopada 2017 r., godz. 19:12

Nie tylko ty miałaś problemy z forum. Aż sie wystraszyłam, że może je usunęli Niezdecydowany.  W każdym razie ta cześć zdecydowanie będzie należała do szeregu moich ulubionych <3. Zuzka, Blanka, Maciek, Adam, Wiki to tak tez powinno wyglądać w serialu jak u ciebie na wątku. Nie będę dzisiaj o części za dużo pisała, bo wylew słów zrobię na epilogu. Może zrobisz wyjątek i dodasz ta ostatnia cześć przed częścią na drugim wątku? No i mam taki nie dosyć na tym wątku. Wiem, że bardzo długo go już ciągniesz, ale mam tak ogromny sentyment do tego Opka, że nie wyobrażam sobie dalej twoich części, kiedy gdzies z boku nie będzie mojej Zuzinki. Nic tylko płakać. Z niecierpliwością jednak czekam na nowo otworzony wątek o AdWi. No nic czekam czekam, a jak cos sie uda to moze wrzucę nowy wątek moze w ta sobotę. Ale to zalezy od tego jak będę stała z czasem. Weny mistrzu i czekam na szybki i bardzo, ale to bardzo długi epilog.
bellydaaancer
Weteran forum
*****
Wiadomości: 2.115

2 listopada 2017 r., godz. 21:47

czekam na szybki i bardzo, ale to bardzo długi epilog.
Może zrobisz wyjątek i dodasz ta ostatnia cześć przed częścią na drugim wątku?
Tak, epilog tutaj jest pierwszy w kolejności. Nie wiem czy będzie taki długi, ale na pewno dość szybko (niedziela?)  Uśmiech

No i moim zdaniem trzeba wiedzieć kiedy zakończyć by nie zepsuć efektu.
Otóż to. Pewnie zdołałabym coś wymyślić, bo perypetie zawsze się znajdą... Ale z każdą kolejną częścią wydawałyby się pewnie coraz bardziej "na siłę". W końcu ile można w życiu przeżyć turbulencji... Język

Może jakaś jednorazóweczka w Twoim wykonaniu  Co? Uśmiech

Czasu mało, więc raczej zaczęte opowiadanie...  Uśmiech

bellydaaancer
Weteran forum
*****
Wiadomości: 2.115

6 listopada 2017 r., godz. 12:49

Z pobożnymi życzeniami, by scenariusz serialu spełnił w najbliższym czasie
przynajmniej po jednym  marzeniu każdej z nas.

Wasza bellydaaancer

Kodaline - "Love will set you free"

EPILOG

Pięć lat później

   W przypadku większości kobiet poproszonych o wybranie jednego dnia z życia, w którym chciałyby wyglądać najpiękniej, odpowiedzieć byłaby taka sama. W dniu ślubu. Wiktoria Consalida była jednak wyjątkiem, bo o ile w dzień własnego ślubu interesował ją jedynie właściwy mężczyzna u boku, dzisiaj miała szansę zdetronizować własną córkę. Imponująca czerwona suknia do samej ziemi, subtelne loki na końcach rudych włosów i perfekcyjny makijaż zrobiły z niej materiał na okładkę niejednego czasopisma. Oczywiście nie była tego świadoma, bo nerwy związane ze ślubem Blanki nie odpuszczały. Chociaż wszyscy traktowali Maćka jak członka rodziny od dobrych pięciu lat, dzisiejsza kościelna "oficjalka" przyprawiała ją o dreszcze. Przyjemne, ale wciąż dreszcze.
   Drżącą dłonią malowała usta, kiedy stojąca przy toaletce Zuzia zaczęła wpatrywać się w nią z nieukrywanym podziwem.
- Mamo... A ja mogę szminkę?!
- Jesteś za mała za czerwone szminki, kochanie...
- Mamo... Proszę... Wszyscy będą na mnie patrzeć, bo idę z kwiatkami przed Blanką!
   Z trudem zdusiła śmiech, wiedząc, że jej sześciolatka szybko nie ustąpi. W ramach kompromisu odłożyła czerwoną pomadkę i sięgnęła po zwykły błyszczyk. 
- Może być błyszczyk? Bezbarwny?
- Chcę ten różowy! Mogę go?!
   Kiedy rączka jej uparciucha chwyciła za kuszący różowy błyszczyk, odpuściła dalsze negocjacje.
- Dobrze, ale tylko dlatego, że to wyjątkowa okazja...
   Wystarczył moment, by mała z entuzjazmem zebrała wargi w słynny "dzióbek". Kiedy jednak różowy pędzelek dotknął jej ust, te szybko otworzyły się i zaczęły kolejną lawinę "ślubnych" pytań. 
- A ty też miałaś taki długi welon jak Blanka na ślubie z tatą?!
- Nie pomaluję cię, jeśli będziesz cały czas mówić...
- Ale miałaś welon?
- Nie... - odparła zgodnie z prawdą, usiłując pociągnąć różem przynajmniej jedną wargę córki.
- A dlaczego nie miałaś?! I pokażesz mi jeszcze raz zdjęcia twoje i taty?!
- Naprawdę musisz zamknąć buzię...
   Kiedy znów przerwała na chwilę makijażową próbę ognia, rozwalony na małżeńskim łóżku Kuba oderwał wreszcie nos od tabletu.
- Możesz się malować, a i tak będziesz brzydkim Zuzikiem...
- NIEPRAWDA! A TY JESTEŚ GŁUPI!
- Kuba, przeproś ją! - jak na wzorową matkę przystało, próbowała zdusić nadciągającą kłótnię w zarodku.
- Bo co? Bo jest młodsza?
- Bo zacząłeś!
- To ona zawsze zaczyna i jakoś nie musi mnie przepraszać!
- ZACZYNAM, BO JESTEŚ GŁUPI!
   Kiedy mała rzuciła w brata torebką wacików, Wiktoria musiała policzyć w myślach do dziesięciu.
- Za chwilę zadzwonię po Asię i żadne z was nie pójdzie do kościoła, ani na wesele... - zagroziła im córką jednej z pielęgniarek, która od czasu do czasu dorabiała u nich jako opiekunka.
- Nie możesz! Musimy iść! - Zuzia złożyła natychmiastowy protest. - Mam przecież sukienkę!
- A przestaniecie się na chwilę kłócić?
- Zapytaj ZUZIKA... - Kuba znów zajął się tabletem. 
- Nie przestaniemy! - mała wystawiła język w kierunku brata. - Ale pomaluj mnie i powiedz czemu nie miałaś welona...
- Welonu, Zuzia, welonu...

*

Jedenaście lat wcześniej

   W dniu ślubu kobiety potrzebują różnych osób bądź rzeczy, by uspokoić szalejące emocje. Czasem jest to matka, siostra albo najlepsza przyjaciółka, a czasem coś bardzo niekonwencjonalnego. Wiktoria Consalida na przykład uciekła z mieszkania dokładnie trzy godziny przed własnym ślubem. Ponieważ Blanka brała prysznic a Agata nie zdążyła jeszcze przyjechać, miała wolną drogę do szpitala i... do stołu operacyjnego. Wobec jej determinacji Borys okazał się bezsilny i oddał ostatnią tego dnia planową cholecystektomię. Na bloku straciła całkowicie poczucie czasu, a mina czekającej w lekarskim Agaty dawała jasno do zrozumienia, że odrobinę przesadziła...
- NO WRESZCIE! Myślałam, że będę cię musiała siłą odciągać od stołu!
- Ile mamy czasu? - zapytała z niewinną miną.
- ŚWIETNIE, ŻE PYTASZ! PÓŁ GODZINY DO MSZY! A TY WYGLĄDASZ JAK... - Woźnicka zmierzyła jej operacyjny strój nieprzychylnym spojrzeniem. - JAK CHIRURG PO OPERACJI!
   Pretensja w głosie przyjaciółki skutecznie podniosła jej ciśnienie. Jakby przysięga przed ołtarzem nie była wystarczającym powodem do stresu...
- POTRZEBOWAŁAM TEGO PĘCHERZYKA, AGATA! JEŚLI MAM SPĘDZIĆ Z ADAMEM RESZTĘ ŻYCIA, MUSIAŁAM PRZED TYM WSZYSTKIM KOGOŚ POKROIĆ!
- NIE KRZYCZ NA MNIE! TO NIE JA ROBIĘ WSZYSTKO ŻEBY SPÓŹNIĆ SIĘ NA WŁASNY ŚLUB!
- PO PIERWSZE, TO TY ZACZĘŁAŚ KRZYCZEĆ! A PO DRUGIE NIE ZAMIERZAM SIĘ NIGDZIE SPÓŹNIĆ!
- CZYŻBY?! SPÓJRZ TYLKO W LUSTRO!
   Z niechęcią spojrzała w zamontowane na drzwiach szafy lustro i w duchu przyznała Agacie rację. Rozczochrane przez czepek włosy i policzki - czerwone od wiszącej nad stołem operacyjnym lampy, zdecydowanie nie pasowały do luksusowej białej sukienki...
- I tak nie byłam umówiona na fryzurę i makijaż... - rzuciła dla świętego spokoju. - Masz moją kieckę?!
- Nie! Ale Blanka zaraz powinna z nią być...
   Jej córka zmaterializowała się w lekarskim jak na zawołanie, a powitanie po trzech godzinach rozłąki było co najmniej oryginalne.
- NADAJESZ SIĘ NA ODDZIAŁ ZAMKNIĘTY, MAMO, WIESZ O TYM?! I błagam cię! Powiedz, że nie zamierzasz odwołać tego cyrku... Bo jeśli sterroryzowałam tego taksówkarza, żeby się pospieszył, na darmo...
- NIE ZAMIERZAM NICZEGO ODWOŁYWAĆ! - zaprzeczyła, ale widząc ich nieprzekonane miny mogła tylko rozłożyć ręce. - Nie wiem... Chyba chciałam przekonać samą siebie, że po ślubie kariera nie stanie się nagle mniej ważna... Naprawdę myślicie, że chcę uciec sprzed ołtarza?
   Kiedy obie zgodnie kiwnęły głowami, z trudem przełknęła ślinę. Pozostawało mieć nadzieję, że przynajmniej przyszły mąż nie nabrał w ostatnich dniach podobnych podejrzeń. Bo wariowała. Z każdą godziną coraz bardziej.
- WYCIĄGAJ SUKIENKĘ! - rozkazała córce, odnajdując wreszcie dawne pokłady determinacji. - Taksówka czeka na dole?
- Tak...
- No to zdążymy!
   Przebierając nogami czekała, aż Blanka rozbroi zamek ogromnego pokrowca, ale zamiast sukni, doczekała się subtelnej informacji o małej wpadce...
- CHOLERA JASNA!
- Co znowu?
- Zapomniałam welonu...


*

- I co?! Miałaś ślub bez welonu?! - entuzjazm Zuzi rósł z każdym kolejnym słowem matczynej opowieści.
- No bez...
- A co zrobiłaś Blance za to, że zapomniała?!
- Nic. Przecież welon nie jest potrzebny do ślubu...
- Nie jest?
- Nie. Potrzebny był mi tylko... - Wiki  z uśmiechem pozwoliła dokończyć pobudzonej do granic możliwości córce.
- TATA! - mała aż podskoczyła na krześle, zapominając całkowicie o wymarzonym makijażu. - Ale Blanka będzie miała welon! I ja też na pewno, jak już będę brała ślub!
   "Trochę sobie poczekasz, córeczko" cisnęło się Wiktorii na usta, ale pierwszy odezwał się Kuba, wyrażając dozgonną miłość do siostry...
- Nie będziesz miała welonu, bo jak będziesz brała ślub, to już wyłysiejesz...
- ZAMKNIJ SIĘ! - sześciolatka nie pozostawała dłużna.
- Zuzik będzie łysy!
- Nie mów do mnie ZUZIK!
- ZUZIK! ZUZIK! ŁYSY ZUZIK!
   Wiktoria z trudem powstrzymała się od wystrzelenia swojej "udanej" parki na księżyc. Oddałaby za nich własne życie i kochała oboje do granic możliwości, ale nikt nie potrafił tak skutecznie wyprowadzać z równowagi. Geny chyba robiły swoje...
- PRZESTAJECIE W TEJ CHWILI ALBO NIGDZIE NIE IDZIECIE!
- ŁYSY ZUZIK! - Kuba oczywiście ignorował wszelkie prośby.
- TY ZARAZ BĘDZIESZ ŁYSY, BO WYRWĘ CI WŁOSY!
   Kiedy wystrojona Zuzia rzuciła się na łóżko i na brata, musiała zacisnąć pięści, by własnoręcznie nie zamknąć ich w osobnych szafach na klucz.
- POWIEDZIAŁAM COŚ!
   Groźny ton głosu w końcu podziałał. Potwory w ludzkiej skórze oderwały się do siebie i patrzyły na nią wzrokiem największych niewiniątek chodzących po ziemi.
- Ale my się kochamy, mamo! - stwierdził Kuba, przyciskając małą trochę za mocno do piersi.
- Naprawdę?!
   Na dowód świeżo wymalowane usta Zuzi złożyły na policzku brata soczystego całusa a Wiki... Wiki od razu wiedziała, że kolejny armagedon rozegra się za dokładnie półtorej sekundy z kawałkiem...
- OŚLINIŁA MNIE, MAMO!
- MARSZ NA DÓŁ! JUŻ!

*

   Na ostatni dzień i noc przed ślubem gościnny pokój u Wiki i Adama znów stał się królestwem Blanki. Rezygnacja z lekko śmiesznej tradycji "niewidzenia się" przed uroczystością przy Maćku nie wchodziła w grę, więc ze względów czysto logistycznych to ona wyemigrowała na ponad dobę z ich przytulnego mieszkanka. Miało to jednak swoje dobre strony, bo podniecona Zuzia i denerwująca się za dwoje Wiktoria rozbawiły i pozwoliły zapomnieć wczoraj o całym stresie. Niestety, godzinę przed mszą była już jednym wielkim kłębkiem nerwów. Ubrana w wymarzoną i zdecydowanie przepłaconą suknię, siedziała jak na szpilkach na łóżku i czekała aż Matylda upora się z umocowaniem welonu na misternie upiętym koczku.
- Gotowe!
- Ale na pewno nie wypadnie? - spojrzała z lekkim przerażaniem na przybraną kuzynkę.
- Trzyma się jak na kropelce. Przysięgam!
- Dziękuję ci za wszystko...   
- Do usług. I cudownie wyglądasz...
   Całus od najlepszej świadkowej pod słońcem zakończył ich ostatnią podwójnie panieńską posiadówkę, bo do środka zajrzała nieśmiało głowa Adama.
- Hej! Wchodź!
- Matylda, możesz nas na moment zostawić? - poprosił bratanicę. - Andrzej z Kaśką i Juniorem już są...
- Jasne! Czekam na dole.
   Kiedy zostali sami, w pokoju zapanowała na moment przyjemna cisza. Dopiero teraz docierało do niej jak bardzo cieszy się z tego, że w takim dniu nie towarzyszy jej tylko Wiktoria. Miała już swoją własną małą armię wspieraczy, z Adamem na oczywistym czele.
- Gotowa?
- Błagam, Adam... - westchnęła głośno, po czym zdobyła się na lekko krzywy uśmiech. - Powiedz, że to normalne, że nie umiem teraz odpowiedzieć ci na to pytanie...
- No, nawet bardzo normalne...
   Zaskoczona jego śmiałym wyznaniem, wytrzeszczyła oczy. Pamiętała przedślubne histerie własnej matki, ale on... Jeśli faktycznie bał się, to jedenaście lat temu nie dał niczego po sobie poznać.
- To, że Wiki wariowała do samego kościoła nie dziwiło nikogo... Ale ty?!
- Hej! Twoja matka wychodziła za mąż ZA MNIE, ja żeniłem się Z TWOJĄ MATKĄ... Sama powiedz, kto był bardziej uprawniony do wątpliwości?
   Z trudem zdusiła śmiech, bo w tym, co mówił, było sporo racji. Adam zdecydował się wskoczyć w żywy ogień, a ona miała w końcu 50% tych gorących genów...
- Czyli uważasz, że to Maciek powinien się bać? - zażartowała.
- Oczywiście, że tak...

*

Jedenaście i pół roku wcześniej

   Wiktoria Consalida, gdy chciała, potrafiła wystraszyć każdego i nie potrzebowała do tego skalpela w dłoni. Adam nie przewidział jednak, że jej kolejną ofiarą może stać się Bogu ducha winny kapłan z leśnogórskiej parafii. Gdyby nie rzucił "Bardzo dziękuję, musimy się jeszcze zastanowić nad tym kwietniem" i nie wyciągnął jej z ciasnej zakrystii, biedny koleś w sutannie mógł poważnie ucierpieć. I nie chodziło tu o tradycyjne rękoczyny, ale jej nieżyczliwe spojrzenie, gdy młody ksiądz podsuwał coraz to wcześniejsze, wolne terminy. A właściwie spojrzenie godne bazyliszka, które przyprawiłoby o wrzody najodporniejszego...
- Dobra, wyszliśmy, więc teraz mi wytłumacz... Bo czegoś tu chyba nie rozumiem... - zatrzymał jej szybki marsz jeszcze na schodach kościoła. - Co jest złego w osiemnastym kwietnia?!
- WSZYSTKO!
- To dobrze, że wszystko, bo już myślałem, że tylko narzeczony... - celową ironią w głosie wywołał u niej lekkie poczucie winy.
- Adam, proszę cię...
- Zapytałem o drugą połowę kwietnia, bo Blanka ma dwa tygodnie wolnego w szkole i może przylecieć na dłużej. No chyba, że chcesz brać ślub już za miesiąc, w grudniu, jak będzie miała ferie świąteczne... Ale po prostu założyłem, że to trochę za szybko!
- KWIECIEŃ TEŻ JEST ZA SZYBKO! Może kwiecień, ale rok później?
   Widząc wątpliwość malującą się na każdym centymetrze kwadratowym jej twarzy, poczuł niemiły ucisk w żołądku. Kiedy przyjmowała oświadczyny na działce, wyglądała na zdecydowaną, ale sam wybór daty ślubu obudził w niej ten pierwotny instynkt ucieczki...
- Wiki... W terminy za trzy lata i wielkie rezerwacje w wymarzonych restauracjach bawią się dwudziestolatkowie... Poza tym... Myślałem, że jesteś pewna...
- Jestem! Naprawdę jestem, tylko...
- Tylko myślałaś, że weźmiesz pierścionek, żebym był na wszelki wypadek zaklepany, a od ślubu znowu jakoś się wykręcisz?! - z goryczą wypomniał jej niezdecydowanie przy Tomaszu.
- BOJĘ SIĘ, OKEJ?!
   Uśmiechnął się pod nosem, bo tupiąc nogą, wyglądała jak niezadowolona pięciolatka.
 - Nie chcę zamienić się w żonkę, która pierze, sprząta i gotuje ci obiadki... A potem w Matkę Polkę, bo zaraz zaczniesz marzyć o dziecku...
   Wziął głęboki oddech, kiedy dotarło do niego, że ta histeria nie przekracza jednak przyjętych dla Wiktorii Consalidy norm. Praca znów wydawała się najważniejsza, ale przecież wiedział, że założył pierścionek na palec najbardziej ambitnego chirurga w tym kraju...
- Po pierwsze, jak już postawię nasz wymarzony dom, to na pewno nie zostawię cię samej w kuchni, bo zostaną po niej zgliszcza... - zażartował, obejmując dłonią jej chłodny policzek. - A temat dzieci...
- Dziecka! - poprawiła go niemal natychmiast.
- Temat DZIECKA już przedyskutowaliśmy. Chcę mieć dziecko, ale obiecuję nie naciskać. Ty dyktujesz tempo.
   W jednej chwili poczuł jak wszystkie jej mięśnie rozluźniają się niemal jednocześnie, a na usta wkrada się dyskretny uśmiech.
- Osiemnasty kwietnia chyba faktycznie pasuje... Ze względu na Blankę... - stwierdziła jakby od niechcenia. - I tak naprawdę to chodziło mi TYLKO o pogodę! A jak wiosna będzie paskudna i zmoczy mi kieckę?!
- Oczywiście, dobra pogoda najważniejsza... - z trudem zdusił śmiech, bo udawanie niewzruszonej wychodziło jej dość nieudolnie.
- Oczywiście, że pogoda, ale teraz chodź! - znów pociągnęła go za rękę w stronę wejścia do kościoła. - Wracamy, bo ktoś nam jeszcze ukradnie ten osiemnasty kwietnia...
   Cóż więcej mógł zrobić, poza przeproszeniem księdza za zawracanie po raz drugi głowy? Chyba nic, bo gdyby potrzebował idealnej żony, szukałby gdzie indziej. Zresztą dla niego ona była idealna...


*

- A potem wariowała tak jeszcze ze sto razy? Dobrze myślę? - Blanka patrzyła na niego coraz szerzej otwartymi oczami.
- Kilkanaście razy na pewno. Ja gdzieś tam w środku zresztą też... Bycie gotowym na ślub to żadna gwarancja szczęśliwego małżeństwa. Masz szansę na sukces dopiero wtedy, gdy jesteś gotowa się o nie starać...
   Nie zdążył pochwalić się w myślach za tekst godny jakiegoś psychoanalityka, bo młoda z miejsca zaniosła się cichym śmiechem.
- Będziesz się teraz nalewać z dobrej rady?! 
- Yhm! Bo właśnie zabrzmiałeś jak osiemdziesięcioletni staruszek w bujanym fotelu przy kominku, z fajką i kocem w kratę...
- Bez komentarza!
   Lekko rozbawiony pokręcił z niedowierzaniem głową i wstał z łóżka. Kobiety o nazwisku Consalida potrafią wywołać prawdziwe męskie rozterki, ale żadna nigdy zdoła ich ogarnąć...
- Dobra! Czekam na dole...
- Adam! - Blanka zatrzymała go jeszcze w pokoju.
- No?
- Wiesz, że zaprosiłam Wojtka... To znaczy... Właściwie tylko powiedziałam mu o ślubie... Dziś przysłał mi te kwiaty... - wskazała na stojący na komodzie sporych rozmiarów biały bukiet. - A potem zadzwonił... Przeprosił i powiedział, że nie powinien psuć mi tego święta swoją obecnością i że nie zasłużył...
- Chciałaś żeby przyjechał? - zapytał ze szczerą troską w głosie, czując, że nie jest to dla niej najłatwiejszy temat.
- Chciałam, żeby wiedział i żeby się cieszył, ale... - po chwili patrzenia na własne kolana Blanka w końcu podniosła wzrok. - On nigdy nie był dla mnie ojcem. Miał milion szans po przeszczepie, ale znudził się po kilku miesiącach zabawy w tatusia... Zdarzało mu się zadzwonić, ale to wszystko. Nie szukał prawdziwego kontaktu, więc ja też nie zamierzam. Jeśli kiedyś będzie próbował coś naprawić, dam mu szansę, ale teraz...
- Co teraz?
- Teraz i tak ktoś musi poprowadzić mnie do tego ołtarza...
   Nawet przez chwilę nie oczekiwał takiej propozycji, ale kiedy już padła, jego rękę wystrzeliła w kierunku Blanki niemal natychmiast. Duma rozpierała i wcale nie zamierzał czuć się jak ktoś na zastępstwie. Bo całkowicie zasłużył.

*

- Ja Blanka, biorę Ciebie Macieju za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci...
   Czując palce Wiktorii zaciskające się mocniej na jego dłoni, Adam oderwał wzrok od ołtarza i spojrzał na jej wzruszoną twarz. Nie płakała ani nie była bliska płaczu, ale to COŚ, widział w jej oczach tylko trzy razy. Podczas ich własnego ślubu i potem, gdy po raz pierwszy trzymała na rękach ich dzieci. Nie zdołał powstrzymać szerokiego uśmiechu, a kiedy pewne wspomnienie wróciło niczym bumerang, pochylił się na jej uchem:
- Nadal twierdzę, że ta przysięga jest beznadziejna...
bellydaaancer
Weteran forum
*****
Wiadomości: 2.115

6 listopada 2017 r., godz. 12:50

EPILOG - CIĄG DALSZY PIERWSZA CZĘŚĆ POWYŻEJ

Jedenaście lat wcześniej

   Ich wymarzone - skromne i eleganckie wesele trwało w najlepsze, kiedy postanowił zrealizować swoje małe marzenie. Doktorat z zakresu nauk medycznych nie uprawniał jeszcze do zmian w treści kościelnej przysięgi, ale nie przeszkadzał, by obiecać Wiki coś jeszcze. Koło dziewiątej wieczorem prowadził świeżo upieczoną małżonkę na hotelowe piętro domu weselnego, nie przejmując się zupełnie średnim poziomem entuzjazmu z jej strony.
- Cholera jasna! - zaklęła cicho, poprawiając na schodach zsuwającą się białą szpilkę. - Gdzie ty mnie ciągniesz?!
- Na balkon...
- A goście?! Ktoś będzie nas zaraz szukał!
- Prawie wszyscy są już pijani... Nikt nie zauważy...
   Z rozbrajającym uśmiechem pociągnął ją do samego końca korytarza i otworzył drzwi na imponujący balkon. Widok na oddalony o niecałe pięćdziesiąt metrów zalew zapierał dech w piersiach i nieco ostudził mordercze zapędy Wiktorii...
- Co ty robisz?! - zapytała, kiedy bezceremonialnie zdjął z palca swoją obrączkę.
- Ściągaj swoją...
- Już ci się znudziło?!
   Z trudem zdusił śmiech, bo jej pełna niedowierzania mina była godna uwiecznienia. Szybko zaprzeczył podejrzeniom o nudę, spoglądając wymownie w kierunku zalewu...
- CHCESZ NIMI RZUCAĆ Z BALKONU DO WODY?!
 - A ty nie? - zażartował, wzruszając niewinnie ramionami.
- ZAPOMNIAŁEŚ ILE KOSZTOWAŁY?!
- Dużo... I co z tego?
- CZTERY GODZINY! CZTERY GODZINY PO ŚLUBIE, A TY JUŻ ZACZYNASZ MNIE WKURZAĆ!
   Przeczuwając, że zaraz ucieknie do środka, złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie. Taka lekko rozzłoszczona zawsze wyglądała najpiękniej...  
- Nie chcę nimi rzucać, głupku... - przyznał, odgarniając z jej twarzy niesforny rudy kosmyk, po czym zdjął z jej palca złotą obrączkę. - Zawsze uważałem, że ta kościelna przysięga jest beznadziejna, więc chcę ci dać ją jeszcze raz... Ale tak porządnie...
- WYŁĄCZNIE z twojego powodu recytowałam to pseudo literackie "dzieło" przy ludziach, a teraz mówisz mi, że było beznadziejne?!
- Po prostu chcę jeszcze dodać coś od siebie... - z trudem zdusił śmiech i po raz drugi tego dnia chwycił jej serdeczny palec. - Wiem, że na pewno będziemy popełniać błędy, ale chcę ci obiecać... Tu i teraz... Że zrobię wszystko, by żaden nie zdefiniował naszej przyszłości. Jeśli mamy iść razem do przodu przez co najmniej pięćdziesiąt lat, to nie możemy oglądać się za siebie...
   Całe trzydzieści sekund milczenia dla tak wygadanej osoby jak Wiktoria było warte odnotowania, jednak szeroko otwarte zielone oczy mówiły więcej niż tysiąc słów. Po raz kolejny udało mu się zaskoczyć i rozłożyć panią ordynator na łopatki...
- A ja chcę ci obiecać, że za pięćdziesiąt lat... - po chwili to ona wyjęła z jego dłoni tą większą obrączkę. - Za pięćdziesiąt lat, dokładnie o tej samej porze, czyli...
- Czyli za cztery dziewiąta... - kiedy obrączka była już powrotem na jego palcu, spojrzał z rozbawieniem na zegarek.
- Więc za cztery dziewiąta... Dokładnie za pięćdziesiąt lat... Obiecuję, że powtórzę ci jak bardzo cię kocham... - zalotnie uniosła brwi. - Ale ty możesz robić to w międzyczasie!
- Okej! - w następnym momencie pocałował ją chyba po raz tysięczny od momentu wyjścia z kościoła i wciąż nie miał dosyć... - Kocham cię!


*

   Tak jak on, Wiktoria również pamiętała to doskonale. Okazji, by zweryfikować tamte słowa, mieli aż nadto, ale od jedenastu lat mimo wszystko szli do przodu. Tak jak obiecał.
- Nie minęło pięćdziesiąt lat, ale... - chociaż siedzieli w kościele i w otoczeniu ponad setki osób, po prostu musiała go pocałować. - Ja też cię kocham...



"Nieważne co zdarzyło się wczoraj, bo w końcu każdy ma jakieś jutro. I tylko od nas zależy, czy będzie ono lepsze od poprzedniego."




*
No i jest. Nie do końca epilogowy epilog, bo uderzyłam do zamierzchłej przeszłości, którą pomijały poprzednie części opowiadania. Kilka osób wciąż wypomina mi, że ślub Adama i Wiktorii odbił się tu tylko echem, więc dziś poniekąd były dwa... Mrugnięcie Mam nadzieję, że nikt nie zamotał się w fabule i nie wyszło mi z finału masło maślane... Bardzo chciałam zakończyć to z jakąś tam twarzą... Uśmiech

No więc czyżby to był faktycznie koniec tego wszystkiego? Uszczypnijcie, plis...  
Tolaa
Weteran forum
*****
Wiadomości: 1.366


6 listopada 2017 r., godz. 17:33

Jak najbardziej epilogowy epilog Uśmiech
Nie można lepiej wyobrazić sobie ślubu Wiktorii i Adama, a i Blanki i Maćka jest cudowny.
I choć wszystkich bohaterów jestem w stanie wyobrazić sobie w wieku w jakim ich pokazałaś, tak Matyldy nie wybrażam sobie dorosłej. Dla mnie już chyba zawsze będzie miała te 10-12 lat.
No i raczej cię nie uszczypne bo sama tego uszczypnięcia potrzebuje. To tak jak by ktoś wyrwał ze mnie cząstke życia. I choć wiem, że każdy twój następny pomysł będzie lepszy od poprzedniego, ciężko mi będzie rozstać się z tym opowiadaniem.
Dziękuje za te wszystkie części, które ani przez chwile nie zawiały nudą i nie straciły na swojej wartości.
Czekam na kolejne twoje genialne pomysły Uśmiech

"Bywają w życiu takie chwile, które w pamięci pozostają.
Choć czas mija, one nie przemijają."

"Tak ciężko być silnym, gdy się za kimś tęskni"
Tosia007
Starszy forumowicz
***
Wiadomości: 133


6 listopada 2017 r., godz. 17:51

WoW.. nie spodziewałam się, że tak szybko dodasz nową część, a zasadniczo to już ostatnią na tym wątku Szok. Chyba nie muszę po raz setny powtarzać jak bardzo kocham to opowiadanie i będę do niego często wracała Chichot. Aż ściska mnie serduszko, że zamykasz tą historię Płacz. Co do samej części według mnie wyszła idealnie tak jak sobie wymarzyłam. W końcu opowiadanie jest o Wiki i Adamie, a nie o innych bohaterach "drugoplanowych" Mrugnięcie. Zawarłaś w niej wszystko co według mnie powinien mieć dobry epilog. Wrzutki ze ślubu bardzo mi się podobały, bo faktycznie zabrakło tego w drugiej części opowiadania. Gdzieś tam się co prawda coś przewijało, ale to tutaj razem ze ślubem Blanki... SZTOS <3!!! Szczególnie scena "balkonowa" <3 <3.

Urzekłaś mnie zakończeniem i szczerze się wzruszyłam czytając je, a wyobraź sobie jak musiałam wyglądać w oczach ludzi w autobusie, kiedy łezka w oku zakręciła się nad ekranem telefonu Uśmiech. Według mnie samo przedstawienie tu Wiki i Adama powinno było zostać wzięte pod uwagę przez naszych scenarzystów. Na pewno znaleźli by tu sporo inspiracji do wypełnienia luk w wątkach bohaterów. Obyłoby się bez Oliwianny, Popławskiego itp.

Adam i Wiki swoją postawą tu przedstawiają idealną nieksiążkową rodzinę Mrugnięcie. W końcu nie trzeba być matką roku, żeby zrozumieć potrzeby własnej córki, czy ojcem na papierze, żeby nim zostać Mrugnięcie. Z takimi pomysłami i bogatym językiem powinnaś była zastanowić się nad wydaniem własnej książki Mrugnięcie. Serio. Twoje pomysły inspirują i przy obecnej sytuacji w serialu podnoszą na duchu. Dzięki, że jesteś i że ciągle piszesz.

Kłaniam się w pół i czekam na więcej na innych wątkach Buziak.  
Tosia007
Starszy forumowicz
***
Wiadomości: 133


6 listopada 2017 r., godz. 17:55

Mam nadzieję, że nie przewinęły się tam jakieś niepotrzebne słowa, ale bateria w laptopie powoli siadała, a chyba bym się załamała, gdyby mi się to wszystko usunęło. Mrugnięcie
bellydaaancer
Weteran forum
*****
Wiadomości: 2.115

6 listopada 2017 r., godz. 18:12

Według mnie samo przedstawienie tu Wiki i Adama powinno było zostać wzięte pod uwagę przez naszych scenarzystów. Na pewno znaleźli by tu sporo inspiracji do wypełnienia luk w wątkach bohaterów. Obyłoby się bez Oliwianny, Popławskiego itp.
Ale cóż zrobimy, skoro scenarzyści wolą zdrady po pijaku, opętane blondynki, i zatrucia pokarmowe co sezon... Z politowaniem
Kurde, tyle komplikacji może przeżyć para bez Oliwii Popławskiej na horyzoncie... I wierzę, że AdWi z dzieckiem czy tam po ślubie nie musiałoby być nudne, gdyby ktoś się postarał...  Zawstydzony

DZIĘKUJĘ DZIEWCZYNY!  Buziak Buziak Buziak
złodziejka_czasu
Stary wyjadacz
****
Wiadomości: 727


11 listopada 2017 r., godz. 19:19

Ha! Czytałam wszystko na bieżąco, możesz wierzyć lub nie. Z komentowaniem tylko znacznie gorzej, bo przeważnie czytałam w ratach. Ostatnią czytałam w Rzymie i wiele mi się cisnęło na usta, ale z komentarzem chciałam się wstrzymać do powrotu i spokojnego przeczytania wszystkiego. No i tak wczoraj zaczęłam i dziś skończyłam - WSZYSTKO. Od samiutkiego początku - poznania w restauracji, wyjazdu do Krakowa, ciąży Anety, wypadku Wiki, przez poronienie i wszystkie towarzyszące mu perypetie, uzależnienie Adama aż do Consalidy - kury domowej i problemów z Blanką.
Moje emocje i podziw są nie do opisania, no i pozostaje oczywiście ogromny niedosyt, ale co zrobić? Lepiej skończyć za wczasu, niż przeciągać na siłę i to rozumiem i akceptuję. Gdyby jednak kiedyś wpadł Ci do głowy pomysł na kontynuację, to zdecydowanie obiecuję przeczytać ;p

I co mi pozostaje na koniec do powiedzenia? Nic odkrywczego, powtórzę po moich przedmówczyniach - że właśnie takiej miłości oczekiwałabym w serialu, że można ubogacić ich losy na tysiąc sposobów, a stało się jak się stało i nie ma co setny raz tego powtarzać, szczególnie tu.
DZIĘKUJĘ CI po stokroć za te wszystkie Twoje opowiadania, bo właśnie Twoja twórczość i Lilci, której już nie ma inspirowała mnie do moich opowiadań!
No i właśnie dzisiaj po przeczytaniu "całej Ciebie" mam chęci na skończenie swojego opowiadania(pewnie długo nie będą one trwać;p) w każdym razie DZIĘKUJĘ! I do zobaczenia na innych wątkach, a do tego na pewno wrócę jeszcze setki razy! <3

Strony: 1 ... 12 13 [14]   Do góry
Zaloguj się
//