Wątek Wątek: Nasze opowiadania.
KomisarzAlex
Gość
31 października 2014 r., godz. 08:55

to jest boskie
Lena CzH
Gość
27 marca 2015 r., godz. 10:29


Ile to już trwa? Ile? Nie wiem. Przestałam liczyć. Przestałam liczyć dni kiedy skończyła się wiara. Kiedy skończyła się nadzieja. Bo kiedy wierzyłam, że wygramy. Kiedy wierzyłam w wolność. Liczyłam każdy dzień. Starałam się każdy zapamiętać by później spisać swe wspomnienia. Teraz przestałam liczyć. Nie wiem, który to dzień. Może czterdziesty? Może pięćdziesiąty? Nie wiem. Juz nie chce zapamiętać tego dnia. Nie chce go nigdzie zapisywać. Nie chce nikomu o nim opowiadać. Bo po co? Po co ktoś ma o tym wiedzieć? O tej rzezi, o tym cierpieniu, o śmierci. Po co? 

To nie tak miało być. Mieliśmy to wygrać, mieliśmy być wolni, szczęśliwi. Mieliśmy odzyskać nasze miasto, nasze życie. Mieliśmy przeżyć najlepsze lata swojego życia. Przecież wszyscy jesteśmy tacy młodzi... 

Ja nie chce umierać. Bo dlaczego mam umierać? Dlatego, że ktoś tak chciał? Że wydał taki rozkaz? Że tak postanowił? To niech tu przyjdzie. Niech tu przyjdzie i niech tu umiera. Tak jak chciał. Bo ja nie chce umierać. 

Podnoszę pistolet. Przykładam do skroni. Taka ze mnie bohaterka. Mam ochotę się roześmiać. Bohaterka... Tak bardzo chciałam walczyć. Tak bardzo chciałam ginąć. To mam okazję. Mogę zginąć. Nawet teraz. Dotykam palcem spustu. To już za chwilę. Naciśnę na spust i będzie po wszystkim. Przestanę cierpieć. Przestanę płakać. Przestanę umierać... 

Nieświadomie zaczynam szeptać. Szeptać modlitwę " Ojcze nasz, któryś jest w niebie" modlę się jakby to mogło mi pomóc. Modlę się tak jakby Bóg miał wybaczyć. Wybaczyć mi to, że zabijałam ludzi. Wybaczyć mi to, że zaraz zabiję siebie. 

Ręka zaczyna mi się trząść. Przecież ja nie chcę tego zrobić. Ja chcę żyć. Łzy leją się z moich oczu. Ja nie chcę umierać. Zaczynam naciskać spust. Powoli, delikatnie. Mogę się jeszcze wycofać. Bo przecież ja nie chce umierać. Słyszę kroki, krzyki. To Niemcy. Zabiją mnie. Ja nie chcę umierać. " Niech żyje Polska" mówię to cicho, wręcz szeptem. Jakbym wstydziła się, że ja mam czelność mówić takie rzeczy kiedy właśnie się poddałam. Kiedy zrezygnowałam z dalszej walki. Kroki są co raz bliżej. Naciskam spust. Żegnaj Polsko... 
Malarka krwi
Stary wyjadacz
****
Wiadomości: 416


Żyjąc ryzykujemy śmiercią

27 marca 2015 r., godz. 14:29

To jest piękne. I wstrząsające. Przez cały czas trzyma w napięciu

Pytam ich: "Kim pan chce być?". I mogą wybrać. Nie jest to łatwe, ale czy nie wszyscy byśmy chcieli, żeby ktoś nas zapytał, kim chcemy być? Czy wszyscy trochę tego nie pragniemy?
Ertix
Weteran forum
*****
Wiadomości: 1.142


29 maja 2015 r., godz. 17:48

Mam pytanie:
Będzie może kontynuacja opowiadań?
Lena CzH
Gość
20 lipca 2015 r., godz. 11:56

A do kogo te pytanie jest kierowane? Uśmiech
Lena CzH
Gość
21 lipca 2015 r., godz. 00:05

I znowu wracam po długiej przerwie. Inspiracja jak zwykle spadła na mnie nagle i w najmniej spodziewanym momencie, a ja musiałam to szybko przelać "na papier" Uśmiech nie jest to dobre, wręcz złe,  ale mam nadzieje, ze da się przeczytać Uśmiech


Halszka usiadła na tarasie swojego domu. Zapaliła papierosa i spojrzała na duży ogród rozciągający się pod sam las. Zmierzchało. Z niecierpliwością czekała, aż nastanie całkowita ciemność. Lubiła swój ogród w nocy. Kiedyś ją przerażał. Bała się tego co skrywa w sobie ten niedaleki, wielki, gesty las. Teraz przestało być to straszne. Stało się fascynujące. Co wieczór siadała w miękkim, tarasowym fotelu i paląc papierosa przyglądała się swojemu otoczeniu. Patrzyła na każde drzewo zastanawiając się ile ma lat, kto je zasadził,  jakie kryje w sobie tajemnice. Czasami myślała o tym, czy w tym lesie nie stoi ktoś. Czy ten ktoś jej nie obserwuje, czy nie myśli o niej, czy czegoś nie planuje. Mieszkanie tak blisko lasu było w jakiś sposób niebezpieczne. A to, że nie było przy nim żadnego ogrodzenia wydawało się szczytem nieodpowiedzialności. Ale lubiła to. Czasami sama na siłę wymyślała sobie, że ktoś tam jest, że czyha na nią jakieś zagrożenie. Ta myśl dawała jej adrenalinę, ale także strach. A strach też jest uczuciem, prawda? A przecież trzeba coś czuć. Cokolwiek...

Tego wieczoru myślami poszła gdzieś dalej. Zamiast jak zwykle skupiać się na lesie, wróciła wspomnieniami do czasów, do których tak bardzo bała się wracać. Do których przez tyle lat nie wracała. Wróciła do tego pamiętnego sierpnia 1944 roku. Do pracy w sztabie, w Hotelu Victoria. Nie, nie bała się wspomnienia Powstania. Może tylko było jej wstyd. Przez te sześć lat, nie raz zdarzało jej się myśleć o sobie, jak o tchórzu. Przez te sześćdziesiąt trzy dni, nie przeżyła więcej niż dwóch wydarzeń,  w których czuła prawdziwe zagrożenie i strach o życie. Przez całe Powstanie siedziała bezpieczna i pisała teksty do radia. Ludzie ginęli, nie mieli jedzenia, wody, ukrywali się w piwnicach, dzieci umierały matką na rękach płacząc z głodu i bólu. A ona? Codziennie brała długi prysznic, myła głowę świeżym szamponem, po czym kręciła sobie loki. Układała włosy przed lustrem, ubierała piękną, czystą sukienkę, po czym szła pracować. Zazwyczaj w spokoju i bez zagrożeń. Teraz mogła powiedzieć, że Powstanie nie było dla niej czymś strasznym. Może poza świadomością, co dzieje się tak blisko niej. Wiec to nie samego Powstania bała się wspominać. Bała się wspomnieć te dni, gdy była z Michałem tak blisko.

Po tylu latach dalej nie potrafiła sobie odpowiedzieć na pytanie: Czy go kochała?. Był dla niej ważny. Przez te dni, był dla niej podporą. Coś do niego czuła, ale nie wiedziała co. Na pewno było to coś mocnego, głębokiego, prawie tak jak sama miłość. A co on do niej czuł? Tego dalej nie wiedziała. Na pewno jej nie kochał. O nie. I teraz, w czerwcu 1950 roku, i wtedy w Powstaniu zdawała sobie sprawę, że była dla niego jakiegoś rodzaju odskocznią. Przeżywał śmierć Celiny, ale kochając się z nią zapominał. Cierpiał, ale będąc blisko niej nie myślał o tym. Może nawet mu na niej zależało. Ale na pewno jej nie kochał.

Czasem miała odwagę chwilę o nim pomyśleć. Myślała wtedy co się z nim stało. Czy poznał kogoś, czy się zakochał? Czy się ożenił i czy miał dzieci? Ani razu nie przeszło jej przez myśl, że Celina jednak przeżyła. Nigdy nie pomyślała, że może się odnaleźli. A nigdy nie przyszłoby jej do głowy, że Celina tak na prawdę zmarła dwa lata po Powstaniu , na rękach Michała.

Zastanawiała się czy Michał myślał o niej. Czy choć raz pomyślał o tym co się z nią stało. A jeśli tak, to czy choć raz minął się z prawdą? Pewnie nie. A może wiedział co się stało? Na pewno nie. Bo skąd mógłby wiedzieć, że po wojnie wyszła za mąż za bogatego mężczyznę. Nie kochała go, ale potrzebowała ciepła i bliskości, czegoś by zapełnić pustkę. Skąd mógłby wiedzieć, że urodziła córeczkę? Mała Nadzieja miała już cztery latka. Była wyjątkowa. A dlaczego Nadzieja? Bo była jej mała nadzieją...
Skąd miałby też wiedzieć, że jej mąż został zamordowany przez UB za walkę w Podziemiu? Skąd miałby się dowiedzieć, że teraz jest dwudziestodziewięcioletnią wdową, z małym dzieckiem? Skąd?

Zgasiła papierosa. Spojrzała w wielki i czarny las, w którym parę kilometrów dalej, był obóz partyzancki. Obóz, w którym był jej mąż. Mimo jej próśb, nie przestał walczyć. Pojmano go podczas jednej z akcji. Potem dostała tylko list z informacją, że jej mąż zmarł na zawał serca. Nigdy nie odważyła się głośno powiedzieć, że wie, iż było inaczej. Nigdy.

Wstała z fotela i weszła do domu zamykając za sobą drzwi. Gdy kładła się spać, pomyślała jeszcze o tym, co by było gdyby Michał nie odszedł z radia. Gdyby został z nią...
romantyczka
Weteran forum
*****
Wiadomości: 17.025


4 września 2015 r., godz. 17:12

Cudo

Nie chciał nikt żeby dzieci walczyły
Nie chciał nikt by co dnia umierały
Lecz powstrzymać ich nikt nie miał siły
Same sobie broń zdobyć umiały
Strony: 1 ... 98 99 [100]   Do góry
Zaloguj się
//