Wątek Wątek: Nasze opowiadania.
Alia
Weteran forum
*****
Wiadomości: 5.729


Maybe I love you...

12 grudnia 2011 r., godz. 18:19

Kochani, postanowiłam założyć ten wątek, aby pisarze i słowokleci z naszego forum mogli dzielić się swymi tworami.
Niedawno wyzwałam Kamilkę na pojedynek literacki. Poniżej regulamin:

Regulamin
1.Pojedynek obejmuje tylko jeden fanfik.
2.Praca ma być OPOWIADANIEM ZAMKNIĘTYM (bez dopisywania)
3.Praca na temat Michał i Karolina ( dalsze losy lub coś, co zostało pominięte, ale nie opisywanie scen)
4.Ilość stron nieograniczona, ale bez przesady w żadną sronę
5.Termin opublikowania prac to 13 grudnia 2011
6.Prace będą w specjalnym wątku
7. Prace są oceniane w skali 10 punków.
8.Prace oceniają forumowicze.
9.Forumowicze oceniają prace według kryteriów: pomysł, wykonanie (styl, estetyka, interpunkcja, ortografia) i ogólne wrażenie.
10.Jeśli opowiadanie trafi w gust czytelników,  będziemy pisać dalej
11.Opowiadanie ma nie  przekraczać granic dobrego smaku.
12 W opowiadaniu powinny się znaleźć: krew, kłótnia, ślub, Władek i Ruda,   dziewczyna z przeszłości
13. W opowiadaniu nie powinno być: śmierci, innych miast, Romka i Celiny


W nastęonym poście dodam nasze prace. Zapraszam do oceniania

Anna German "Echo miłości" <3
Alia
Weteran forum
*****
Wiadomości: 5.729


Maybe I love you...

12 grudnia 2011 r., godz. 18:30

Na pierwszy ogień praca Kamilki:
Nie opuszczaj mnie do śmierci"
Ruda siedziała w pokoju wpatrując się w lusterko położone na stoliku.Miała podkrążone oczy i potargane włosy.Westchnęła,po czym sięgnęła po ażurowy sweter.Robiło się zimno.Rozległo się pukanie.Z uśmiechem podeszła do drzwi,aby je otworzyć.
Na zewnątrz stał Janek,który w bezruchu wpatrywał się w Rudą.Z jej twarzy od razu znikł uśmiech.
-Co się stało?-zapytała bez powitania.
Janek bez odpowiedzi wprosił się do środka.Usiadł w kuchni na krześle zakrywając twarz dłońmi.
-Janek?! Możesz powiedzieć mi w końcu co się dzieje?!-krzyknęła rozpaczliwym tonem.Zdenerwowana usiadła przed nim,pocierając nerwowo czoło.
-Ruda..-zaczął niepewnie-Ja..
Patrzyła na niego z nadzieją.Nie,na pewno nie przyszedł powiedzieć czegoś o Władku! Przyszedł po prostu aby porozmawiać o czymś konkretnym;chociażby o Lenie.
Zgoniła siebie za tą myśl.Nie mogła przecież źle jej życzyć:W końcu-jeżeli chodzi o Lenę-Janek nie wyglądał na takiego,który miał wykrzyknąć radosną wieść.
-Władek przepadł bez śladu-rozpoczął spokojnie,unikając rozszalałych z nerwów oczu Rudej-Wyszedł wczoraj po południu,miał wrócić dziś rano,po godzinie policyjnej..-zakończył,patrząc głęboko na roztrzęsioną dziewczynę.
Do jej oczu napłynęły łzy.Ręce nerwowo zaczęły się trząść.Wstała i podeszła do okna.
-Mógł iść Michał-wydusiła oschle-Mógł iść on.Wiedzieliście,że ostatnio z nim nie było dobrze.Był..taki przemęczony-odwróciła się i wybuchła-Naprawdę tego nie zauważyliście?!-skryła twarz w dłoniach.Słychać było przeraźliwy płacz,który odbijał się od ścian mieszkania.
Janek wyszedł bez słowa.Nie potrafił jej pocieszyć,wesprzeć na duchu,nie mógł powiedzieć dobrego słowa.
Ruda uderzyła mocno pięścią w okno.Przywarła twarzą do zimnej szyby.Widziała Janka,który szedł w kierunku Przedmieścia.Zacisnęła zęby.
                                                          *  *  *
Joanna szła ulicą obok restauracji "Eden".Nie chciała utożsamiać się z "Hanią",z którą była związana przez ponad dwa lata.Czekał na nią nowy oddział,nowe zadania,i kolejne wyzwania.
Nie mogła znieść widoku przewijających się panienek,które przychodziły tu dzień w dzień aby poplotkować i zjeść coś dobrego.Zastanawiała się czy Niemki,również angażują się w wojnę w taki sposób.Było jej wstyd,za to co robiły jej rodaczki.
Minęła restaurację.
Po kilkunastu minutach znalazła się w Łazienkach.Zatrzymała się przy jednej z ławek,na której siedział mężczyzna w kapeluszu.Wiedziała,że ma na nią czekać tutaj człowiek,któremu ma przekazać najnowsze ekspertyzy.Przysiadła się obok,otwierając książkę.
-Mam w torebce.Dać teraz,czy chwilę poczekać?-zapytała,wpatrując się w tekst.
-Proszę dać teraz.Póki nie przewiają się podejrzane typy-powiedział rozkazująco.
Rzeczywiście,obok nich przechodziły matki z dziećmi i starsze kobiety.
Wyjęła szybko z końca książki plik korespondencji.Mężczyzna wyrwał je,chowając za marynarką.
-Dziękuję-powiedział cicho.
Jego głos,wydawał się jej znajomy.Dźwięczał w jej uszach jak przytulanka,którą śpiewała jej matka.
Zaczęła się rozglądać.
-Proszę nie zwracać na siebie uwagi.Ściąga pani na  nas niepotrzebne spojrzenia-powiedział wyraźnie,ściszając głos.
Joanna wierciła się na ławce.Próbowała zobaczyć twarz tajemniczego mężczyzny.Zdecydowała się symulować.
-Zamieńmy się miejscami.Będę wracała w przeciwnym kierunku-oznajmiła.
-Jakie to ma znaczenie?-powiedział poprawiając kapelusz.Wstał i zamienił się miejscem.
Zobaczyła twarz.Omal nie wyleciała jak torpeda,kiedy w duszy odpowiedziała sobie na pytanie "to on!".Obok niej siedział Michał,któremu niegdyś dała kosza.
Zastanawiała się czy ją poznał.
-Dobrze-powiedział patrząc na zegarek-Pani niech już pójdzie.Ja chwilę poczekam.
-Nie-powiedziała stanowczo-Widać,że Panu się spieszy,tak pan zerka na zegarek..-mówiła-Niech pan pójdzie pierwszy.
- W sumie..-urwał,po czym wstał.Szedł już w kierunku ulicy,kiedy obejrzał się przez ramię.Wpatrywał się w bezruchu w twarz Joanny.Nie mógł wydusić z siebie ani słowa.
-Hania..-powiedział,kiedy stał przed  nią-Co u Ciebie słychać?-zakończył przełykając głośno ślinę.
Chciała wybuchnąć śmiechem.Przed nią stał jej dawny amant-nie zmienił się za bardzo.Jedynie z twarzy nie przypominał tego dawnego dowcipnego chłopczyka-wyglądał poważnie,wydoroślał.
-Dobrze-odpowiedziała obojętnym tonem.
Przez chwilę panowała niezręczna cisza.Michał postanowił ją przerwać.
-Może..poszlibyśmy się napić?
Parsknęła śmiechem.
-Chcesz ze mną pić?Naprawdę,nie mam głowy do picia.Po dwóch kieliszkach mroczki mam przed oczami.
Michał popatrzył na nią jak na wariatkę.
-Nie chcę...żebyś ze mną piła wódkę-powiedział śmiejąc się-Ja Cię usiłuje zaprosić na herbatę!
Wybuchnęła perlistym śmiechem.
-Teraz Cię rozumiem-wyparowała kiwając głową.
,,Wcale się nie zmienił-pomyślała-Nadal miał poczucie humoru"
Michał znacząco spojrzał na Joannę.
-Muszę przyznać-zaczęła z uśmiechem-Że w tym momencie bierzesz mnie na litość-zakończyła triumfalnie przeszywając go wzrokiem-Myślisz,że jestem na to zbyt delikatna?
-Na to picie?-powiedział z ironią Michał.
-Tak.
-A gdzieżby!Jesteś twarda jak...łupa orzecha.
Przypomniała sobie koleżankę,która w podstawówcę orzecha włoskiego rozgryzała zębami.Nie było to jednak przekonujące określenie.
Oboje wybuchnęli śmiechem.
-No to dasz się namówić na tą herbatę?-zapytał z uśmiechem.
-A mam inny wybór?-odpowiedziała pytająco.
Ruszyli razem,obok siebie.
Michał pomyślał,że nareszcie wszystko się układa.
                                                         *   *   *

W piwnicy panował niesamowity zapach stęchlizny.Co jakiś czas biegały szczury,które czuły się w swoim żywiole.Próbował przekręcić się na lewy bok,jednak każdy ruch wywoływał bolesny ból pod klatką piersiową.Miał tego dosyć.Wpadł w łapska komunistów,którzy rządają od niego informacji dotyczących depesz,które przechwytywała łączniczka.Myślał o Rudej.Wiedział,że odchodziła od zmysłów.W niedzielę mieli brać ślub.Wpadł po same uszy.
Słychać było zgrzyt otwieranych drzwi.Światło słoneczne wpadło do środka naświetlając pomieszczenie i płoszcząc natrętne gryzonie.
-Wstawać-powiedział ponury głos-Jedziecie pokazać nam tę waszą ruderę,w której urządzacie sobie spotkania towarzyskie-zakończył,wkładając sobie do ust papierosa.
Krztusił się ostrym dymem ruskiej fajki-,,Z czego oni to robili?"-pomyślał z obrzydzeniem.
Zmusił się do wstania.Wydał z siebie jęk.
Dwóch zaprowadziło go do ciężarówki.Nie związali mu nawet rąk.Co mógł im zrobić mężczyzna z połamanymi żebrami?Odpowiedź była oczywista.
Władek podał im pierwszą lepszą ruderę,która miała okazać się ich miejscem zbiórek.Postanowił wodzić ruskich za nos,lub po prostu ich spławić na miejscu.
Przypomniały mu się słowa ponuraka
-Tylko żebyście nie próbowali nas czarować.Wiecie co was czeka po tym,towarzyszu..-urwał.Władek miał ochotę  przywalić mu w twarz.Nauczyłby ruskiego jak się odnosić do Polaka.
Podróż "do spławika" jak nazwał to Władek,trwała dwie godziny.Celowo wybrał walącą się ruderę,która stała w pobliżu lasu.
Wysiedli z ciężarówki.
-A więc tutaj żołnierzyki się spotykacie...Tutaj się w konspirację bawicie-powiedział mrużąc oczy-Spory kawałek od Warszawki-powiedział z przekąsem.
Władek zacisnął zęby.Głęboko wierzył,że w środku znajdują się jakieś papiery,które poprawiłyby wiarygodność miejsca.Słyszał o tym,że kiedyś odbywały się tu spotkania oddziału.
Z uglą odetchnął kiedy znalazł na podłodze sterty rozsypanych maszynopisów.
-O...-mówił ponurak,potrząsając głową-To wy tak tu się bawicie?A może-powiedział wyciągając śmierdzącego papierosa-Niemczyki nalocik zrobili na chałupcię?-powiedział z szyderczym uśmiechem-Wszystkich z waszej grupy złapali-zakończył cierpko.
Władek patrzył z pogardą na oprycha.Wodził go za nos,a on nawet tego nie odczuwał.Ponurak zaczął podnosić z ziemi papiery.Chciwie przewracał strony,doszukując się dokumentów,które okazałyby się dla niego przydatne.
-Nalocika nie było,ale teraz jest!-krzyknął Władek,symulując-Niemcy!
Ponurak w popłochu zaczął uciekać tylnymi drzwiami.Siedzący w rogu szopy towarzysze,rzucili się za dowódzcą.
Władek zaczął uciekać.Wybiegł z szopy zaczął uciekać w głąb lasu.Musieli się dawno zorientować,że sobie z nich zadrwił.Żal mu było tych trzech,którzy tak naiwnie dali się w to wszystko wrobić.
Porzucił te litościwe myśli i biegł dalej.Zaczynało się ściemniać.Nie zwalniał.
                                                        *  * *
Dzień spędzony z Joasią był bardzo przyjemny.Ożywiły się ich stare relacje-znowu rozmawiali jak dobrzy przyjaciele.Pomimo tego byli do siebie zdystansowani.
Do domu wrócił późno,tuż przed godziną policyjną.Miał na mieście kilka spraw do załatwienia.
Przed drzwiami zauważył pijanego mężczyznę.Wił się jak wąż po posadzce,wyginając swoje ciało w rytm orientalnego tańca.Bełkotał coś,ale Michał nie mógł zrozumieć wypowiadanych słów.Podszedł do mężczyzny,nachylając się nad nim.
-Przepraszam,pan potrzebuję pomocy?-szturchnął delikatnie spitego w belę faceta.
Ten błyskawicznie odepchnął go od siebie mamrocząc:
-Ty...jak będziesz mnie tak szarpał...to Ci czegoś nie powiem!-powiedział śmiejąc się jak wariat.
Michał zaskoczony spojrzał na pijaka.Przykucnął przy nim,po czym zaczął.
-Słuchaj-rozpoczął,oglądając się za siebie-Jeżeli grzecznie powiesz mi o co chodzi,to ocalisz swój tyłek,zanim Ci go skopie!-warknął przez zęby.
Pijak odruchowo zakrył głowę rękoma.Przysunął się do drzwi.
-Zadecyduj sam co wolisz-powiedział Michał patrząc  wrogo na pijaka.
Tamten wreszcie odważył się wybełkotać kilka zdań
-Była tu...brunetka.Średniego wzrostu....Szczupła była.W plisowanej spódnicy-zakończył,ponieważ głos zabrał mu kaszel.
-Dobra,dobra-powiedział wymijająco Michał-Powiedziała coś o sobie?
-Taak...przedstawiła się jako Karolina....Karolina Osmańska-zakończył przełykając ciężko ślinę.
Michałowi zakręciło się w głowię.Coś tu nie grało.Pierwsze spotkanie z "Hanią"i szczęśliwie układający się ciąg wydarzeń,teraz jeszcze Karolina.Sama wiadomość o tym,że Osmańska jest w Warszawie przyprawiła go o szybsze bicie serca.Sam nie wiedział czego chce,co ma dalej robić.Wspomnienia ożyły.Nie mógł teraz zapomnieć o Karolinie.Nie mógł sobie wymazać z pamięci również Joanny.
-Zdaje się,że to wszystko co chciałem od pana wiedzieć-zakończył oschle-Dziękuję..-powiedział ściszając głos.
Biegł już po schodach,kiedy przypomniał sobie o tym,że musi jeszcze zapytać o jedną rzecz.
Wrócił się,zwolniając kroku.
-Jeszcze jedno-powiedział dysząc-Czy..ta kobieta powiedziała,gdzie można się z nią spotkać?
-Na wawelskiej...-wydusił z siebie-Park Piłsudskiego...-urwał.Niesamowicie harczał,skręcając się wpół.Wytrzeszczył oczy po czym zamarł.
Przerażony Michał przyłożył rękę do pulsu.Mężczyzna nie żył.
Wybiegł z bloku najszybciej jak mógł.

Ruda całymi dniami siedziała w domu.Swoje smutki topiła w wódce,która stała się dla niej najlepszą przyjaciółką od spraw sercowych.Całkowicie zapomniała o Władku.Całkowicie wymazała go sobie z pamięci,powtarzając jak mantrę:"Nie znam tego człowieka".
Mało jadła.Piła i jeszcze raz piła.Przeradzała się w alkoholiczkę.Z domu nie wychodziła prawie w ogóle.Tylko tyle,żeby iść do sklepu.Z koleżankami nie utrzymywała kontaktu.
Było jej wszystko jedno,czy Władek wróci,czy nie.Było jej to obojętne.Nocami płakała,a dniami pukała do drzwi przyjaciółki,która zawsze  otwierała jej  szeroko drzwi.

                                                           *    *   *
                                                       ,,huczą noce i dnie,
                                              czekam, przyjdź, przytul mnie,
                                         czekam, przyjdź, czekam, żyj.." *

Michał krążył od dwóch godzin po parku Piłsudskiego.Jak oszalały szukał wzrokiem kobiety,która pojawiła się wczoraj przed jego drzwiami.Miał zbyt mało informacji,aby ją odnaleźć.Czy mieszkała w pobliżu parku?Czy pojawiała się tutaj w celach służbowych?I najważniejsze:Kiedy przechodziła przez park? Nie potrafił odpowiedzieć na te pytania.Znudzony usiadł na ławce,wyciągając "Kuriera Warszawskiego".Wcale nie chciało mu się czytać.Wertował bezmyślnie strony,patrząc jedynie na nagłówki.
Z irytacją spojrzał na zegarek."Piętnasta trzydzieści pięć,prawie czwarta-pomyślał-Nic tu po mnie".Mężczyzna widocznie bełkotał bezmyślne słowa przed śmiercią,aby wprowadzić go w błąd.Nagle zobaczył kobietę idącą w asyście Żandarma."Granatowy"targał ją przed sobą,przystawiając maszynówkę do pleców.Karolina szła ze spuszczoną głową,z bolesnym wyrazem twarzy.
Michał miał przy sobie tylko colta.Musiał jej pomóc.Za dobrze ją znał,aby zostawić ją w tej sytuacji.Musiał działać szybko i sprawnie.
Wymierzył coltem w Żandarma.W parku rozległ się głuchy strzał."Granatowy"padł bezwładnie na drogę.Karolina zdziczała ruszyła przed siebie.Michał zabiegł jej drogę porywając ją za sobą.Nie zdążyła się zorientować kto ciągnie ją za rękę przez cały park.
Biegli tak dobre pięć minut,dopóki nie dotarli na zaplecze jakiejś restauracji.
Karolina spojrzała na Michała.Łzy napłynęły jej do oczu.Rzuciła się w jego stronę.Przytuliła go mocno.
-Tęskniłam za Tobą-łkała-Nie mogłam znieść tej samotności.
Michał czule tulił Karolinę.Nie bardzo wiedział co powiedzieć.Był zdezorientowany.W uszach szumiały mu dwa imiona "Joanna i Karolina".
-Ja też tęskniłem-powiedział spokojnie.
Karolina była roztrzęsiona.Ręce się dygotały,załamywał się jej głos.
-Michał...ja..-rozpoczęła-Ja naprawdę nie mogłam tego wytrzymać.Nie mogłam przestać myśleć,nie potrafiłam...zapomnieć o Tobie.
Michał patrzył na jej twarz bezradny jak dziecko skarcone przez matkę.
-Karolina to jest...
-Proszę Cię-mówiła rozpaczliwie-Proszę Cię,nie zostawiaj mnie!Nie zniosę tego,Michał,nie zniosę!-krzyczała i łkała na przemian-Michał!Proszę Cię-mówiła,patrząc na niego oczami,które wypełnione były łzami.
Patrzył na nią i nie mógł nic powiedzieć.Jego serce ściśnięte było błagalnymi prośbami Karoliny,chciał aby przestała płakać.Był na siebie wściekły,że doprowadził do tego wszystkiego.
-Wracaj do domu-powiedział twardo,puszczająć jej lodowatą dłoń.
Powoli odchodził,pozostawiając Karolinę klęczącą na ziemi i wyjącą w niebo.Zaczął biec.Dosłyszał jeszcze jedno zdanie:
-Zostałam sama!Jak mogłeś mi to zrobić?!
Do oczu napłynęłu mu łzy.Pozwolił swobodnie  spłynąć im po policzku.Biegł przed siebie,nie patrząc gdzie.Byle jak najdalej od Osmańskiej.
Na zawsze zamknął ten rozdział.Rodział o imieniu "Miłość".

*,,Piosenka telegrafistki"-fragment.

A teraz ja:

Anna German "Echo miłości" <3
Alia
Weteran forum
*****
Wiadomości: 5.729


Maybe I love you...

12 grudnia 2011 r., godz. 18:31

W tamtym poście się nie zmieściło, przepraszam za nabijanie Smutny

?Chociaż przegram to życie z kretesem?
Patrzysz w oczy i mówisz o miłości,
"o miłości" - to jakoś dziwnie brzmi.
Przestań kłamać, mów ze mną wreszcie prościej,
mówisz: "miłość", a żądzę dajesz mi!

Karolina nastawiła swoją ulubioną płytę. Po chwili pokój zapełnił się dźwiękiem tanga Hanki Ordonównej ?Błękitny Ekspres?. Karolina okręciła się wokół własnej osi, po czym podbiegła do Michała i chwyciła go za ręce.
- Kochanie, zatańczmy. ? W pokoju rozległ się jej delikatny głosik.
Michał objął narzeczoną w talii i porwał do tańca.
- Kocham cię - szepnęła mu do ucha.
Michał milczał. Przysunął kobietę do siebie i zaczął ją całować coraz namiętniej.
- Nie kłam, kochanie - powiedział, nim osunęli się na łóżko.

Ja nie gardzę tym pięknym uniesieniem,
krew ma prawo swoją chwilą żyć,
po cóż, więc ją osłaniać kłamstwa cieniem?
Nie rozumiesz, pocałuj mnie i idź.

Karolina wciągnęła na siebie koszulkę i zebrała włosy do ręki. Obok niej leżał jej narzeczony.
- Ubieraj się - powiedziała mu rozbawiona.
Michał spojrzał na swoją narzeczoną. Była inna niż jego dotychczasowe dziewczyny; dojrzała i kobieca. Wojna dała jej ciężką lekcję życia, a ona nadal była taka radosna. Potrafiła cieszyć się każdą małą rzeczą, której on nawet nie zauważał. Ostatnio była szczęśliwa, bo sąsiadce wyrosły róże.
- Kocham cię- powiedziała kolejny raz.
Michał czuł, że pod jej słowami kryje się coś, czego nie chciałaby powiedzieć. Choć chciałby, żeby pod jej słowami kryła się tylko prawda, to jednak wrodzona podejrzliwość nie pozwalała mu zatopić się w jej wyznaniach.
- Nie za często mi to mówisz?
- Mówię ci to, bo cię kocham. Nie wierzysz mi?
Karolina bała się, że narzeczony ją przejrzał. Że domyślił się, że wcale nie jest Osmańska, że jej mąż nie był kapitanem, a ona miała romans z Dykowem. Dlatego wciąż wyznawała mu miłość. Po pewnym czasie sama już w to uwierzyła. Nie wyobrażała sobie nocy bez czułego dotyku, ani dni bez wspólnego zachwycania się światem.
- Kocham - powiedziała, niby do niego, niby do siebie.
- Kochasz - szepnął Michał - kochasz? Nie kochasz Karolinko. Wiem, wiem o wszystkim. Ale i tak cię kocham- powiedział i pocałował ją.

Znajomy adres, te same schody
I nagłych przestrachów drzwi
A może to wszystko się śni
Zwyczajne kwiaty na parapecie,
Po kątach też zwykły kurz
A jeśli to przepadło już
Lęk, głuchy lęk na dnie skryty gdzieś

Ruda z niepokojem spojrzała w lusterko. Zbladła ostatnio, będzie musiała używać więcej pudru.  Musi się podobać, musi być kusząca. Musi. Nie może patrzeć na swoją godność, musi myśleć o Polsce, o tych ludziach, których jej ofiary wydały na śmierć.
Ktoś puka do drzwi. Może to Gestapo? Nie, oni pukają inaczej. Ruda sięgnęła po stena. Ostatnio stał się on jej najlepszym przyjacielem. Zawsze przy niej, zawsze gotów ją obronić. Może zastąpił jej silne, opiekuńcze ramię mężczyzny? ?Bzdura, ja nie potrzebuję mężczyzny. Poradzę sobie sama? ofuknęła się w myślach, podchodząc do drzwi.
- Kto tam? - powiedziała dziarsko.
- To ja. Mogę wejść?
Silny męski głos przypomniał Rudej dni, które chciała zapomnieć.  Czasy, w których była tak szczęśliwa, że dziś wydawało się to tylko głupim snem. Dni, w których jej jedynym zmartwieniem nie było to, jak w porę zabić mężczyznę, który się do niej przystawiał, tylko ładna fryzura i sukienka. Dni, w których pomagał jej Władek.
Dziewczyna drżącą ręką otworzyła drzwi. To małego mieszkanka wszedł jej ukochany. Po chwili Ruda oddychała już jego zapachem. Zapachem, który od trzech lat próbowała zapomnieć. Już jej prawie się udało. A teraz, gdy Władek znowu zniknie, to ona znowu będzie się starała zapomnieć.
Władek podszedł do niej i objął w pasie. Próbował dać jej buziaka, ale dziewczyna odruchowo cofnęła się.
- Mamy czas - powiedziała chłodno.
Tak samo mówiła konfidentom, których miała zabić.  Nie chciała traktować Władka tak jak ich. Ale się bała. Bała się dotyku, pocałunku, który mógłby rozbić jej skorupę. Dlatego nie pozwoliła się objąć ani pocałować.
- Wejdź - szepnęła cichutko.

Dróg jest wiele do różnych życia celów,
nie zabraknie dla nas więc tych dwóch.
Podaj rękę i odejdź, przyjacielu,
bo ty błądzisz wśród moich prostych dróg.


Karolina uwijała się w kuchni. Michał uwielbiał obserwować ją w chwilach, gdy ona była pewna, że nikt jej nie widzi. Wtedy z jej twarzy znikał uśmiech, oczy zapełniały się pustką, a ruchy stawały się bardziej energiczne. Michał wolał tą Karolinę. Pokazywała wtedy swoje prawdziwe oblicze.
Nagle Michał poczuł, że musi się nią trochę pobawić. Podszedł do niej, objął i zaczął namiętnie całować.
- Lola, Lola. Kocham Cię, wiesz?
Karolina struchlała. Przejrzał ją, była tego pewna. Wiedział, kim jest.
- Ja też. Kocham, naprawdę - powiedziała siląc się na beztroskość.
- Skoro mnie kochasz, to wyjdź za mnie. Jutro. Wtedy będę miał pewność- powiedział, błądząc rękami po jej sukience.
- Michał? Jutro? Na pewno? - wyszeptała.
Michał zauważył jej zaniepokojoną twarz.
- Nie chcesz. - Bardziej stwierdził, niż zapytał.
Karolina zdenerwowała się. Dlaczego, dlaczego on miał takie głupie pomysły? Dlaczego zawszze wymaga od niej jednej odpowiedzi? Dlaczego ją przejrzał?
- Dobrze. Jutro. - Powiedziała z pozornym spokojem- Kocham cię.
Po paru godzinach w mieszkaniu zastukały obcasy. Karolina chwyciła walizkę, umalowała się i wyszła. Po chwili wróciła do mieszkania. Podeszła do śpiącego Michała i cichutko szepnęła ?Przepraszam?. Na karteczce zapisała: ? Naprawdę Cię kocham. Nie mogę wyjść za Ciebie, choć nie wyobrażasz sobie, jak tego chcę. Przepraszam. Lola?, po czym wyszła z mieszkania.

Wtedy dziwisz się, że tak kocham nieprzytomnie
Jak by zaraz świat miał się skończyć?
Kiedy pytasz mnie:, czemu rzucam się jak w ogień?
Wprost w ramiona twe, myślę sobie
Nic nie może przecież wiecznie trwać
Co zesłał los trzeba będzie stracić
Nic nie może przecież wiecznie trwać
Za miłość też przyjdzie kiedyś nam zapłacić

Ruda poczuła gorącą rękę konfidenta na swoim udzie. Sapał jej do ucha, a język próbował wcisnąć w jej usta. Kobieta lekko go odepchnęła.
- Mamy czas- powiedział chłodno.
Przyłapała się na tym, że mówi do niego tak, jak do Władka. Poczuła bolesne ukłucie w sercu, ale szybko odsunęła to uczucie. ?Muszę się skupić na zadaniu? przywołała się do porządku.
Zmierzyła celnym spojrzeniem swoją ofiarę. Iwo Kutschera, folksdojcz, konfident, przez którego wpadła cała komórka ?Różyczki?. Duże jak u słonia uszy, gigantyczne dłonie i za małe usta. Łysa głowa również nie dodawała mu wdzięku. Taka pokraka całowała ją, a ona nawet nie zaprotestowała.
Kutschera zaczął zdejmować jej majtki. Ruda była przyzwyczajona do takich sytuacji. Wyciągnęła z małej, czarnej torebeczki pistolet. ? W takiej torebeczce powinna być szminka, lusterko i chusteczki? pomyślała. Ale to nie był czas na rozważania, tylko na zdecydowane działanie. Podstawiła pistolet pod pierś Iwa i pociągnęła za spust. Sapanie ucichło, a Kutschera zrobił się blady jak kreda. Nie, po co się oszukiwać. Stał się blady jak śmierć. Śmierć, na która zasłużył. Na którą skazał dziesiątki osób. I która go dosięgnęła.
Ruda z obrzydzeniem popatrzyła na konfidenta. Odsunęła go od siebie. Rozejrzała się po mieszkaniu. Przestronne, zadbane. Takie, jak mieszkanie państwa Rudnickich. Brakowało tylko śmiechu dzieci, a Wiktoria poczułaby się jak w domu. Niestety, potężne cielsko Kutschery leżało bezwładnie na kanapie przypomniało jej, że nie jest już małą Wiki, która bardzo chce wyjść za mąż i zamieszkać pod Warszawą, tylko Rudą, która jest morderczynią, alkoholiczką i o niczym nie marzy bardziej, niż o spokojnej nocy bez koszmarów.
Tamte dni na Szucha, mimo, że podobno były już dawno, dziewczyna przeżywała co noc.  Na nowo odczuwała ten ból, na nowo krzyczała, na nowo nienawidziła Władka. Władka, który patrzył jak ten sadysta bije jego dziewczyna. Władka, który krzyczał, bo nie umiał inaczej. Władka, który nic nie zrobił, aby uratować swoją dziewczynę.  Wtedy Ruda postanowiła, że się zemści.  Zawsze spełniała swoje postanowienia. Teraz się mściła. Nie na Władku, bo to nie jego wina. Na mężczyznach, a konkretnie na sprzedajnych świniach, które dowództwo nazywało ?konfidentami?.
Ruda wyrwała się z amoku. Odepchnęła ciało Kutschery. Wstała i szybko wybiegła z mieszkania. Na podwórku złapała głęboki oddech. Świeże powietrze zadziałało na nią prawie tak, jak wódka. Pozwalało zapomnieć, że jeszcze parę minut temu dobierał się do niej nieznany człowiek, którego ona? Nie, nie wolno o tym myśleć. Trzeba się zachowywać, jakby nic się nie stało. Rozmyślania prowadzą do depresji, a depresja może ją wykluczyć z komórki egzekucyjnej. A ona musi zabijać. Bo inaczej zacznie wspominać. A wspomnienia są zabójcze. Gorsze niż zastrzelenie, bo niszczą od środka. A śmierć trwa dużo dłużej.
Przed kamienicą czekał na nią Ernest. Zobaczył wychodzącą dziewczynę i podbiegł do niej. Nawet nie obejrzał się na tego żołnierzyka, który postanowił podpiąć się do komórki egzekucyjnej. Po sekundzie był przy swojej ukochanej Rudej. Starał się zawsze być przy niej, stanowić dla niej oparcie. Nawet, gdy ona go odtrącała. A teraz zobaczył, jak nagle zabłysły jej oczy, a na twarzy pojawił się uśmiech. Boże, jak ona pięknie wyglądała uśmiechnięta. Zupełnie inaczej, niż wtedy, gdy się martwi lub płacze. Choć i wtedy jest śliczna.
Ruda po raz pierwszy od dawna uśmiechnęła się. Nie powinna się uśmiechać, nie powinna dać po sobie poznać, że jej zależy, że kocha i? pożąda. Ale nie potrafi inaczej, na widok Władka, który tu przyszedł, który się o nią troszczy, który ją kocha. Ma ochotę go pocałować.
Władek spojrzał na swoją narzeczoną. Uśmiechniętą. Była zachwycająca, nawet w podartej sukience i z zakrwawionym ramieniem. Podszedł do niej, przytulił. Wtedy zauważył w jej oczach przerażenie. Nie było w nich ciepła, które on pokochał. Tylko przerażenie.
- Kochanie, uspokój się. Już dobrze, dobrze ? mówił, głaszcząc ją po włosach.
Ruda mocniej wtuliła się w ukochanego mężczyznę. Teraz nie liczyło się już nic. Ani to, że była likwidatorką, ani to, że obok stał Ernest. Tylko ona i Władek. Pocałowała go.

Z tęsknoty za dziewczyną,
Bez której ciężko żyć
Na skrzypcach con sordino
Melodii srebrna nić
Na skrzypcach con sordino
Więdnące płatki róż
Z tęsknoty za dziewczyną,
Której nie będzie już...

Na wpół obudzony Michał zaczął szukać dłonią włosów narzeczonej. To był jego codzienny rytuał. Jednak dziś Karolina nie leżała przy nim. Szybko zerwał się z łóżka. Rozejrzał się po mieszkaniu. Nigdzie nie jej nie było. Na stoliku leżała mała karteczka. Przeczytał. Poczuł bolesne ukłucie w sercu. Dlaczego, dlaczego wczoraj się nią bawił? Dlaczego ją wykorzystał? Dla własnej zabawy? Dlaczego się nie przejął jej uczuciami?  Dlaczego?
Przypomniał sobie swoje życie, nim poznał Karolinę. Tą nędzną egzystencję kawalera. Wtedy mu to pasowało, bo mógł podrywać dziewczyny, nie martwiąc się o nic. Chciał tak samo postąpić z Karoliną. Zabawić się nią, wykorzystać a potem odrzucić. Zapomnieć o niejakiej Karolinie Osmańskiej. Jednak to ona przejęła kontrolę. Najpierw tylko nad rozwojem ich związku, a potem nad całym życiem Michała. Jemu po raz pierwszy odpowiadało. Nie chciał być panem swego życie, chciał tylko spędzić je z Karoliną. Ona mu imponowała. Wojna zabrała jej cały świat, a ona dalej żyła marzeniami. Potrafiła go obronić, uspokoić. Być z nim.
Rozmyślania przerwał mu dźwięk dzwonka. Szybko przeanalizował swój wygląd. Nie był zachwycający, to prawda, ale zapewnie w drzwiach stał Władek. Jego zdumienie było tym większe, gdy przed progiem zastał młodą, śliczną dziewczynę.
- Michał. To ja, Anna. Pamiętasz mnie? ? zapytała niewinnie.
Chłopak szukał w myślach kogoś o imieniu Anna. Na próżno. Teraz w głowie i w sercu miał tylko Karolinę. A ruda dziewczyna przed drzwiami zupełnie go nie interesowała. Wolał karmić się wspomnieniami dni z Karoliną.
- Ania? Wejdź proszę ? powiedział, trochę wbrew swojej woli.
Dziewczyna niepewnie weszła do mieszkania. Michał poczuł, że jej perfumy powoli zabijają zapach Karoliny. Zapach, który chciał mieć zawsze przy sobie.
Anna rozejrzała się po mieszkaniu. Niezasłane łóżko, brudne naczynia w zlewie świadczyły o tym, że Michałowi brakowało kobiecej ręki. Albo ta ręka była bardzo rozleniwiona.
- Michał, ja cię kocham ? powiedziała, całując go.
Michał oddał się namiętnościom Anny. Po chwili rzucił ją na łóżko.

Miłość Ci wszystko wybaczy
Smutek zamieni Ci w śmiech

Władek delikatnie odgarnął włosy z twarzy Rudej. Kochał ją. Kochał najbardziej na świecie. Uwielbiał ją całą. Jej uśmiech, jej oczy, jej wielkie serce, zdolne do ogromnej miłości.
Ruda śmiała się. Była taka szczęśliwa. Jak nigdy. Postanowiła zrezygnować z roboty likwidatorki. Chciała być tylko Władka. Na zawsze. Kochała. I była kochana. A to chyba najważniejsze.


Użyłam fragmentów piosenek:
- ?Błękitny Ekspres? wykonanie oryginalne: Hanka Ordonówna.
- ?Nic nie może przecież wiecznie trwać? wykonanie oryginalne: Anna Jantar
- ?Z tęsknoty za dziewczyną? wykonanie: Ada Fijał
- ? Miłość Ci wszystko wybaczy? wykonanie oryginalne: Hanka Ordonówna
Zapraszam do oceniania. Termin oceniania do niedzieli Chichot

Anna German "Echo miłości" <3
jvstyna
Starszy forumowicz
***
Wiadomości: 241


Nie myśl o tym co było - nie wróci...

12 grudnia 2011 r., godz. 19:14

Mi się podoba! Chichot Najbardziej wątki z Rudą i Władkiem i końcowy z Michałem

Dla każdego z nas niebezpieczne są narzędzia wiedzy głębszej niż ta, którą sami posiadamy.

J.R.R Tolkien
Dwie wieże
Alia
Weteran forum
*****
Wiadomości: 5.729


Maybe I love you...

12 grudnia 2011 r., godz. 19:17

A oceny w skali
1-10? Bardzo prosze, bo z Kamilką chcemy rozstrzygnąć ten pojedynek.  Duży uśmiech
PRZYPOMINAM:
Oceniacie w skali 1-10
a) pomysł
b) wykonanie (styl, ortografię, interpunkcję)
c) ogólne wrażenie

Anna German "Echo miłości" <3
jvstyna
Starszy forumowicz
***
Wiadomości: 241


Nie myśl o tym co było - nie wróci...

12 grudnia 2011 r., godz. 19:21

a)9
b)8
c)10!!!!!!! Mrugnięcie

Dla każdego z nas niebezpieczne są narzędzia wiedzy głębszej niż ta, którą sami posiadamy.

J.R.R Tolkien
Dwie wieże
Alia
Weteran forum
*****
Wiadomości: 5.729


Maybe I love you...

12 grudnia 2011 r., godz. 19:24

To punktacja dla mnie czy dla Kamili. Praca wyżej jest jej, niżej- moja.

Anna German "Echo miłości" <3
jvstyna
Starszy forumowicz
***
Wiadomości: 241


Nie myśl o tym co było - nie wróci...

12 grudnia 2011 r., godz. 19:38

U kamili podobał mi się opis "celi" Władka tak trzymaj, a u Ciebie epizody z Rudą i myślała, że to całość więc nie jestem dobrą recenzatorką i dam *8.8Kamili. a Tobie 9 ale mogę zmienić zdanie po dopisaniu czegoś. Piszcie, bo macie talent!!!!!

Dla każdego z nas niebezpieczne są narzędzia wiedzy głębszej niż ta, którą sami posiadamy.

J.R.R Tolkien
Dwie wieże
pati14563
Weteran forum
*****
Wiadomości: 1.477


12 grudnia 2011 r., godz. 21:51

Przyjemnie się czyta : ))

chciała wygrać miłością
Alia
Weteran forum
*****
Wiadomości: 5.729


Maybe I love you...

13 grudnia 2011 r., godz. 13:31

Koty, mam do Was prośbę. Oceniajcie 1-10!

U mnie na razie 9
U Kamili- 8

Anna German "Echo miłości" <3
Warga
Gość
13 grudnia 2011 r., godz. 14:42

uwaga KOT ocenia:
podoba mi się praca Kamili
 
ogólne wrażenie 9,5
pomysł 10
wykonanie 9

ta druga
ogólne wrażenie 9
pomysł 10
wykonanie 9

oba opowiadania są świetne zazdroszczę wam ja tak pisać nie potrafię....  Smutny
syriuszowa
Starszy forumowicz
***
Wiadomości: 221


13 grudnia 2011 r., godz. 16:23

Skoro pojedynek nie jest anonimowy, mogę sobie pozwolić na głosowanie - gdyby był, powstrzymałabym się przed oceną, bo poznałam pracę Alii.
Nie bardzo łapię się w punktacji. Czy mam dziesięć punktów rozdzielić na dwie, czy też każdej dać od jeden do dziesięciu? Bo widzę, że chaos się zrobił. (Wybieram to drugie)

A zatem do dzieła.

Pomysł:
Alia - 8 punktów
Kamilka - 6 punktów


Dlaczego tak? Przede wszystkim w ogóle cieszę się, dziewczyny, że piszecie w tym fandomie, czuję niedobór opowiadań do "Czasu Honoru", opowiadań, które ładnie załatałyby wszelkie luki w serialu i uzupełniły go historycznie. Moja ocena - przewaga dla Alii - jest bardzo subiektywna, bo ja wolę właśnie takie "łatki", tłumaczenie niedopowiedzeń. A praca Alii jest właśnie łatką do kanonu - bohaterów i sytuacje znamy z serialu, a tutaj autorka tłumaczy nam ich zachowanie, pokazuje myśli. Praca Kamilki natomiast bardziej opiera się na jej wyobraźni - za co także wielkie brawa, bo stworzyć własną fikcję także nie jest łatwo.

Wykonanie:
Alia - 5 punktów
Kamilka - 5 punktów


Po równo, bo tu i tam były babolce. Błędy - interpunkcyjne i stylistyczne. Błędy logiczne. Tam ktoś zebrał włosy do ręki, jakby mu wypadły (generalnie zwrot "zebrać włosy" jest poprawny, ale ujęłabym to jakoś inaczej, bo tu naprawdę kojarzy się bardzo jednoznacznie), gdzie indziej potrzaskuje się głową, zamiast potrząsa lub osoba z połamanymi żebrami jest zbyt słaba, by się bronić, ale dostatecznie silna, by biec i biec. No i niestety, mamy niechlujny zapis. Starczy zajrzeć do jakiejś książki i zobaczyć, jak zapisuje się dialogi na przykład.
Ale że dopiero zaczynacie, jak sądzę, przygodę z pisaniem, jeszcze Wam to ujdzie na sucho Mrugnięcie

Ogólne wrażenie:
Alia - 7 punktów
Kamilka - 6 punktów


Tu znów przewaga, bo w opowiadaniu Alii były fragmenty, które mnie zdumiewały trafnością. Na przykład Ruda, która zaczyna traktować Władka jak resztę mężczyzn, z którymi musi się spotykać, albo panika Karoliny, gdy Michał nazwał ją Lolą. To było świetne. Kamilka pozwala jeszcze swoim bohaterom na zbyt dużą swobodę, zachowują się trochę tak, jakby nad nimi nie panowała - wspomniany Władek, który biega, choć wcześniej ledwo dychał, nagłe rozstanie Michała z Osmańską (nie rozumiem motywu - kocha ją czy nie?) czy pijany facet, który umiera w dziwnych okolicznościach - a którego wprowadziłaś tylko po to, by przekazał wiadomość (równie dobrze wiadomość mógł przynieść dozorca lub syn dozorcy, nic by to nie zmieniło).
Choć i u Alii nie wszystko mi się podobało. Ruda, która nie chce być likwidatorką, bo starczy jej miłość Władka - okej, zgadza się, ale Ruda, która "chce tylko Władka" już mnie gryzie. To nie typ kury domowej ani romantycznej kochanki. Nie pasuje mi też ta Ania, która pojawia się tak nagle i tego, że Michał w ogóle jej nie pamięta, choć najwyraźniej łączyło ich coś silnego - bo skąd to łóżko nagle?
Dwie przyjacielskie rady. Pierwsza: bądźcie psychologami swoich bohaterów. Roztrząsajcie każdy ich motyw, każde wypowiedziane słowo, każde uczucie, spojrzenie i gest. Druga: twórzcie świat taki, by był jak najbardziej rzeczywisty, bez mnogości spontanicznych reakcji czy dziwacznych zbiegów okoliczności.

Ale kończę, bo nie jesteśmy na forum literackim.

Podsumowując jednak - świetnie Wam idzie, dziewczyny. Włożyłyście w to kawał pracy i należą Wam się gratulacje. Jeśli czegoś się tu czepiałam, to nie ze złośliwości, a po to, by pomóc na przyszłość. Krytyka jest ważna dla rozwoju twórczego Uśmiech
Alia
Weteran forum
*****
Wiadomości: 5.729


Maybe I love you...

13 grudnia 2011 r., godz. 16:26

Dziękuję za rady i miłe słowa.
A co do punktacji. Każda rzecz u każdej z nas jest oceniana solo.

Anna German "Echo miłości" <3
<Ita>
Weteran forum
*****
Wiadomości: 3.076


dawniej <HONOR>

13 grudnia 2011 r., godz. 17:23

Kamila
Pomysł 6
wykonanie 7
ogólne wrażenie 7
Alia
Pomysł 8
wykonanie 9
ogólne wrażenie 8

Im bliżej jesteś... Tym dalej...
sheoo
Forumowicz
**
Wiadomości: 23


13 grudnia 2011 r., godz. 18:04

szczerze mówiąc 1 opowiadanie bardziej mnie wciągnęło, i za pomysł dam 9, wykonanie 8, wrażenie 8,5 Mrugnięcie brakowało mi bardziej odczuwających emocji przez bohaterów , a 2 opowiadanie miło się czyta lekko, za pomysł 8, wykonanie też 8, wrażenie 9 Mrugnięcie piszcie dalejjjj ! ^^

" takie piękne, a takie smutne "
Strony: [1] 2 3 ... 100   Do góry
Zaloguj się
//