Wątek Wątek: Legendy Mielca
Sibull
Użytkownik
*
Wiadomości: 4

8 października 2009 r., godz. 11:06

Czy istnieją tajemnicze lochy pod Mielcem?

Czy pod miastem i okolicznymi miejscowościami ciągną się tajemnicze lochy i korytarze. Czy dało się nimi przejść pod Wisłoką i Wisłą? Prawdopodobnie wraz ze zniszczeniem mieleckiego zamku zasypane zostało jedyne, odkryte wejście do ukrytych piwnic

Dziś już nie wiele zostało po świetności zamków doliny Wisłoki. Dumnie jeszcze prezentuje się Przecław. Skryty i tajemniczy rzemień popada w gruz. Po Mielcu nie ma już śladu. Trzy posiadłości, położone w promieniu kilkunastu kilometrów, stanowiły o sile regionu. Właściciele ze sobą często współpracowali, ale czy tylko?

Odnaleziono rycerza
Na prawym brzegu Wisłoki istniał zamek rycerski rodu Mieleckich, zbudowany przypuszczalnie w XV wieku na naturalnym półwyspie oblanym z trzech stron wodami Wisłoki, a od strony wschodniej odciętym głęboką fosą. Posiadał trzy budynki mieszkalne oraz trzy wieże, z których jedna mieściła kaplicę. Prawdopodobnie w czasie wojen szwedzkich w XVII wieku zamek został zniszczony w takim stopniu, że nie nadawał się do odbudowy. W 1873 roku w czasie budowy drogi w kierunku Radomyśla zniszczono zachodnią część zamkowego wzniesienia. Różne okazy zabytków znajdowano w tym miejscu od dosyć dawna, a na początku XX wieku odnaleziono podobno szkielet rycerza w zbroi średniowiecznej. W czasie wykopów pod fundamenty domu natrafiono na kilka fragmentów architektonicznych. Ostatni właściciel tego terenu podzieliwszy go na działki sprzedał pod zabudowę.

Po dwóch stronach rzeki
Zamek nad Wisłoką w Przecławiu został zbudowany przez Ligęzów w połowie XV w. Zniszczony przez Szwedów w XVII w. Przebudowany w XIX w. W stylu neogotyckim. Spłonął w 1967 r. Zachowały się: dwupiętrowa wieża i oficyny. W latach 1980-1990 przeprowadzono remont kapitalny. Znów tam trwają prace renowacyjne. Kolejny zespół zamkowy nad Wisłoką to Rzemień. Pierwotnie cylindryczna wieża z początku XV w. Około 1630 r. została otoczona fortyfikacjami ziemnymi z bastionami. Wielokrotnie zmieniał właścicieli. Zachowały się: 13-metrowa wieża i fragmenty fortyfikacji pierwotnego założenia. Zamkami rządziły możne i bogate rody. W okolicach Mielca krzyżowały się ważne szlaki handlowe. Pobliskie lasy Puszczy Sandomierskiej zawsze były pełne tajemnic, tam kryły się różnego rodzaju wojska, które operowały w tym terenie.

Budował sam Kazimierz Wielki?
Mielecki i przecławski zamek nie były specjalnie ufortyfikowane, nie były jednak funkcji obronnych pozbawione. Zagadką jest zamek w Rzemieniu. Powstał w średniowieczu. Legenda mówi, że wybudował go sam król Kazimierz Wielki. Pośród mokradeł, na skraju puszczy zlokalizował? dom dla swych nieślubnych dzieci. Ale budowla była mocno zabezpieczona, aż za bardzo, w porównaniu z innymi budowlami w tym terenie. Późniejsi właściciele tylko wzmacniali fortyfikacje. Był czas, że wokół zamku stało i 40 armat. Jednak gdy trwał potop szwedzki, zamek został zdobyty? poprzez zdradę. Konstrukcja nawet nie została naruszona. Czyżby komuś na tym zależało i wolał zdradzić by ocalić budowlę i to się w niej kryło? Rzemieński zamek to tajemnicza budowla, i tajemnicza jest jej lokalizacja, Na uboczu, z ograniczonym dostępem, pozwalała łatwo ukryć działalność, która miała być tajemnicą. Kiedyś tam nawet istniała nielegalna mennica!

Co kryje ziemia?
W Przecławiu krąży legenda, która mówi, że z tamtejszego zamku wychodziły niegdyś lochy i korytarze, które ciągnęły się w bliżej nieznanym kierunku. Dokładnie ta sama opowieść dotyczy Mielca. Prawdopodobnie jeszcze około 10 lat temu młodzi mielczanie, zainteresowani tymi legendami, postanowili szukać śladów. Mówi się, że trafili na? wejście do starodawnych lochów. Jednak nie udało im się dostać do środka, bo zawalił się sufit. Przestraszeni odkrywcy uciekli i nikomu o znalezisku nie mówili. Trudno też uwierzyć, że znaleziony na początku ubiegłego stulecia, rycerz, mógłby przeleżeć w ziemi, kilkaset lat. Być może to właśnie dowód na to, że lochy istniały, a rycerz miałby tam zginąć i? już tam pozostać. Zamek musiał mieć skryte w ziemi pomieszczenia, bo jakieś elementy budowli utrudniały budowę domów na dawnym wzgórzu zamkowym.

Skarb czy miejsce schronienia?
Dziś trudno szukać śladów lochów. Wzgórze zamkowe jest gęsto zabudowane. Nic nie wyjaśniła także budowa nowej ulicy w tym miejscu, bo ta akurat została wyznaczona, w miejscu gdzie niegdyś mogła przebiegać fosa. W Przecławiu natomiast nit nie planuje tak dużych konserwatorskich lub archeologicznych, które mogłyby pokazać, co kryje się ewentualnie w tamtejszym wzgórzu zamkowym. Zagadką jest Rzemień. Mimo, że stoi na mokradłach, to udało się tam zbudować piwnice, które służyły nawet jako więzienie. Obok zamku istniały kiedyś jeszcze dworskie zabudowania, ale zostały rozebrane. Dziś nawet trudno wskazać, gdzie istniały. Pozostaje więc legenda, fakt bardzo silnego ufortyfikowania Rzemienia i? informacje o odkrytych lochach 10 lat temu. Gdyby złożył to w jedną całość to? okazuje się, że zarówno z Przecławia i Mielca prawdopodobnie biegły do Rzemienia lochy. Musiałyby przechodzić pod rzeką Wisłoką i mokradłami Rzemienia. Jaką rolę pełnił Rzemień? Albo został tam skryty wyjątkowy skarb, być może jeszcze przez Kazimierza Wielkiego, albo Rzemień traktowany był jako miejsce schronienia w wypadku wojen. Ale to nie wszystko?

Za Wisłą
Identyczna legenda o podziemnych korytarzach funkcjonuje kilkadziesiąt kilometrów od Mielca, w Krzyżtoporze. Wspomina się też o takich lochach w Baranowie Sandomierskim. Nagromadzenie tak wielu doniesień o lochach na tak niedużym terenie wydaje się potwierdzać ich istnienie. Czyżby pod Mielcem jeszcze znajdowały się elementy tajemnego podziemnego miasta? Czy korytarze zostały przekopane także pod Wisłą? Tak trudną robotę w tym terenie mogli wykonać na przykład jeńcy tatarscy, którzy na przykład pracowali przy przebudowie Rzemienia! W jakim celu powstało podziemne miasto? Wydaje się, że te pytania pozostaną już bez odpowiedzi? Jan Brożyna, artysta i miłośnik historii, gdy podjął się odtworzenia wyglądu zamku w Mielcu przez wiele miesięcy zbierał materiały, mimo tego, nadal o nim nie wiele wiemy? brakuje dokumentów. Gdzie i jak zaginęły, dlaczego akurat o mieleckiej budowli nie wiadomo wiele, to też wydaje się zagadką.

Jan Mazur
źródło mediapodkarpackie.pl / Wizjer Regionalny
Sibull
Użytkownik
*
Wiadomości: 4

8 października 2009 r., godz. 11:20

Po zajęciu Polski przez Niemcy we wrześniu 1939 r. teren Puszczy Sandomierskiej został podzielony na trzy części celem utworzenia gigantycznego poligonu wojskowego. Pierwsza część, leżąca między Rozwadowem, Niskiem, Rudnikiem, Sokołowem, Raniżowem i Grębowem, nosiła nazwę Gemeinde Górno i znajdowały się w jej obrębie różnego rodzaju obozy ćwiczeń Luftwaffe. Druga część o nazwie SS ? Gutsbezirk Truppenübungsplatz ?Heidelager? obejmowała tereny między Dębicą, Sędziszowem, Kolbuszową i Rzochowem. Był to poligon Waffen SS. Tu w rejonie Bliznej i Pustkowa testowano nowe rodzaje broni, m.in. rakiety V-1 i V-2. Wreszcie trzecia część, leżąca między Kolbuszową, Mielcem, Baranowem Sandomierskim i Grębowem, nosiła nazwę Heeresgutsbezirk Truppenübungsplatz Süd ? Dęba lub Dęba ? Mielec. W obrębie tego terenu, w większości pokrytego lasami, założono kilka dużych obozów wojskowych dla Wehrmachtu. W okolicach Mielca, poligon tworzony był na terenach Smoczki, Porąb Wojsławskich, Porąb Cyranowskich, Wólki Chorzelowskiej, Trześni, Hyków Dębiaków i innych. Ta część poligonu miała oznaczenie Truppenübungsplatz Süd Mielec1. Już w październiku 1939 roku mieszkańcy okolicznych wiosek zostali zobowiązani do opuszczenia swoich domów. Część gospodarstw została wysiedlona. Przesiedleniami kierowała komendatura poligonu w Dębie, którego działalnością kierował gen. Salitter oraz filia tej komendatury w Smoczce reprezentowana przez mjr Geichta i kpt. Kurza. Komendantem poligonu Dęba Mielec od 01.04.1943 roku był gen. mjr Friedrich Rexilius. Oddziały tego poligonu odpowiedzialne są za uczestnictwo w akcjach pacyfikacyjno ? eksterminacyjnych. Na poligonie Dęba ? Mielec, do czasu wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej, ćwiczyły sztaby i związki taktyczne armii niemieckiej przygotowując się do kolejnych agresji, w tym na Francję. Po odniesionym zwycięstwie powróciły one na te tereny i prowadziły dalsze ćwiczenia. Tutaj oddziały armii niemieckiej przygotowywały się do operacji ?Barbarossa?, czyli ataku na Związek Radziecki. Poligon ten miał bardzo dobre położenie ponieważ był poza zasięgiem alianckich samolotów bombowych i na tym terenie zgromadzony był spory potencjał przemysłowy. Poligon ten był także w bliskiej odległości od granicy niemiecko-radzieckiej po agresji Związku Radzieckiego na Polskę na mocy paktu Ribbentrop - Mołotow. Na terenie poligonu Dęba ? Mielec, hitlerowcy podjęli budowę dróg, bunkrów, umocnień i innych obiektów wojskowych. Stąd też zapotrzebowanie na siłę roboczą było bardzo duże. Na terenach poligonów utworzono sieć obozów pracy przymusowej. Na mocy rozporządzenia Generalnego Gubernatora Hansa Franka z dnia 26 października 1939 roku (przepisami wykonawczymi z 11 i 12 grudnia 1939 roku) wprowadzono dla Żydów i Polaków obowiązek i przymus pracy. W tym celu dla Żydów tworzono zamknięte obozy pracy przymusowej (Judenarbeitlager), których na terenie Rzeszowszczyzny było 22. Istniały także otwarte obozy pracy dla Polaków (Arbeitlager). Jednym z nich był w rejonie Mielca w okolicach Smoczki obóz pracy nazwany przez Niemców - Lager Mielec, będący integralną częścią poligonu Dęba ? Mielec. Zajmował on teren od południa pomiędzy szosą Mielec - Kolbuszowa a osadą Czekaj oraz od zachodu pomiędzy Smoczką a drogą leśną łączącą Czekaj z szosą w kierunku Kolbuszowej. Ludność z Porąb Cyranowskich i Wojsławskich została wysiedlona.

Lager Mielec wyodrębnione miał cztery części oznaczone jako Lager I, Lager II, Lager III oraz Lager IV (patrz plan obozu).Cały lager miał utwardzone drogi i place. Główna droga lagru (dzisiejsza ul. Królowej Jadwigi) była wybrukowana kostką granitową. Do lagru podprowadzony był prąd. Posiadał też własne ujęcie wody. W każdej części wybudowane były przez firmę niemiecką ?Henning? baraki wojskowe zgrupowane w rzędy oznakowane kolejnymi literami A,B,C, ... itd. oraz kuchnie, stołówki, łaźnie. Na terenie Lagru I dodatkowo była odwszalnia, kantyna oraz szwalnia. Zajęta także była przez Niemców gajówka. Na terenie Lagru II były magazyny żywnościowe oraz skład paliw. W tej części wybudowany był szpital wojskowy i kino dla wojska. Prowadzono także prace budowlane przy tzw. piekarni. Jednakże, zakres prac oraz kształt tej budowli (duże komory do spalania, kilkudziesięciometrowy komin) wskazywało na inne przeznaczenie tej budowli. Jest bardzo prawdopodobne, że budowane było krematorium, wspominają o tym okoliczni mieszańcy. Lager III zajmujący obszar na północ od dzisiejszej ulicy Królowej Jadwigi w Lesie Cyranowskim oprócz wielu baraków mieszkalnych posiadał także stołówkę dla polskich robotników, pralnie oraz wieże ciśnień utrzymującą ciśnienie w wodociągach. W kierunku północnym za Lagrem IV w kierunku osady Czekaj, wybudowane były stajnie dla koni i bydła. Było to zaplecze żywnościowe dla lagru. Tam też były rusznikarnie. Od strony Mielca do Lagru II prowadziła kolej wąskotorowa wykorzystywana do zaopatrywania lagru.

Na terenie Porąb Cyranowskich, od wiosny 1944 r. do sierpnia 1944 roku przebywali Polacy i Żydzi z różnych krajów Europy, około 3000 osób. Więźniowie pracowali w zakładach lotniczych ?Flugzeugwerk-Mielec? oraz byli dowożeni do pracy na poligonie wojskowym pod wsią Przyłęk w pobliżu Kolbuszowej. Po wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej (22.06.1941 roku) do Lager Mielec przyjeżdżały zdziesiątkowane na frontach jednostki wojskowe w celu odpoczynku i uzupełnienia swoich etatów bojowych. W kilkudziesięciu barakach przebywali na wypoczynku żołnierze armii niemieckiej. Po wypoczynku i zaleczeniu ran wracali na front wschodni. Duże nasilenie transportów było w 1944 roku wraz ze zbliżaniem się frontu do Mielca. W marcu 1944 roku na stacji w Wojsławiu ustawiono specjalne wagony wykorzystywane do odwszawiania wojska, korzystano też z odwszalni na terenie zakładów lotniczych ponieważ odwszalnia na terenie lagru nie mogła już zwiększyć swojej przepustowości. W tym okresie transporty wojska przychodziły i odchodziły z lagru każdego dnia. Na wypoczynek i w celu uzupełnienia swoich stanów osobowych przyjeżdżały nawet całe dywizje. Na terenie Lasu Cyranowskiego i Porąb Cyranowskich pracowała ludność miejscowa głównie z Mielca, Smoczki, Cyranki, Trześni, Wojsławia i innych miejscowości. Wykonywali oni głównie prace pomocnicze, porządkowe, pracowali w kuchniach, pralni, łaźniach, szpitalu, odwszalni. Robotnicy polscy posiadali przepustki oraz byli oznakowani opaskami na ręce z napisem ?Polnisher Arbeiter?. Robotnicy żydowscy na opaskach posiadali napis ?Juden Arbeiter? i dodatkowo mieli naszytą gwiazdę Dawida. Żydzi wykorzystywani byli głównie przy kopaniu rowów na poligonie. Robotnicy polscy pracowali około 8 godzin dziennie za co dostawali tygodniowy deputat w postaci podstawowych artykułów żywnościowych: 0,25 dkg chleba, 0,25 dkg cukru, herbatę, margarynę. Raz w miesiącu dodatkowo dostawali 1 chleb, 0,5 kg marmolady, a ci którzy mieli ukończone 18 lat ćwiartkę wódki. Wartość tego deputatu była jednak tak wyceniona, że trzeba było Niemcom dopłacać.
Na terenie obozu pracy Lager Mielec w latach 1941-1943 była filia obozu zamkniętego z Biesiadki, w którym pracowało około 30 Żydówek. Ten obóz znajdował się pod bezpośrednim nadzorem mieleckiego Gestapo. Na tym terenie także w Porębach Wojsławskich od maja 1942 roku zorganizowany został obóz dla jeńców francuskich10. Obóz wybudowała firma ?Henning?, z siedzibą w Mielcu. Ta część lagru składała się z 14 baraków mieszkalnych i 3 baraków zaplecza gospodarczego zajmujących obszar 3 ha w kształcie prostokąta w pobliżu skrzyżowania dróg Smoczka - Wojsław i Mielec ? Kolbuszowa (dzisiaj skrzyżowanie ulicy Wolności z ulicą W. Witosa).

Obóz ten był ogrodzony drutem kolczastym i opatrzony wieżami wartowniczymi z reflektorami i karabinami maszynowymi. Na terenie obozu znajdował się także barak mieszczący kuchnię obozową, barak sanitarny i ambulatorium lekarskie. W barakach o wymiarach około 20 m długości i 8 m szerokości znajdowały się dwupoziomowe prycze, na których spali jeńcy. W ten sposób w jednym baraku mogło się pomieścić 150 jeńców, a w całym obozie około 2 tys. ludzi. W maju 1942 roku sprowadzono kilkuset jeńców francuskich, o których życiu niewiele można powiedzieć ponieważ przebywali zaledwie kilka miesięcy. Wyglądali stosunkowo dobrze, a każdy z nich posiadał osobiste walizki i paczki. Okoliczna ludność twierdzi, iż stosunkowo dużo dowożono żywności, czego nie dostarczano do innych tego typu obozów a zwłaszcza dla jeńców radzieckich. Prócz tego jeńcy otrzymywali paczki żywnościowe za pośrednictwem Czerwonego Krzyża. Wyżywienie było jednak mało urozmaicone, stąd też jeńcy przy okazji kontaktów z miejscową ludnością prosili o dostarczenie im grochu, fasoli, owoców i warzyw. Ludność miejscowa podrzucała im te produkty w miejscach pracy. Najczęściej robiły to dzieci, które otrzymywały za to od jeńców słodycze z paczek Czerwonego Krzyża. W okresie tych kilku miesięcy zanotowano kilka, zresztą udanych ucieczek. Uciekali jeńcy pochodzenia polskiego, którzy mogli liczyć na pomoc rodzin mieszkających w Polsce. Tylko raz strażnik zastrzelił jeńca który usiłował zbiec podczas pracy na torach w Wojsławiu. Kilku jeńców zmarło śmiercią naturalną, pochowano ich na wojskowym cmentarzu leśnym w niedalekiej odległości od obozu. Cmentarz ten zachował się do dziś. Jesienią 1942 roku jeńców wyprowadzono piechotą do Mielca, załadowano do pociągu i wywieziono w nieznanym kierunku. Po upływie około miesiąca od wywiezienia jeńców francuskich, Niemcy sprowadzili do obozu jeńców radzieckich. Oddział ten (Kommando) liczył ok. 2000- 2500 jeńców. Podobnie jak jeńcy francuscy, jeńcy radzieccy pracowali przy remoncie dróg, rozbudowie urządzeń poligonowych, na lotnisku, przy karczowaniu lasu oraz przy budowie stacji wyładunkowej w Wojsławiu. Jeńcy radzieccy byli także dowożeni specjalnymi samochodami do Biesiadki, gdzie firma ?Fischer? prowadziła ścinkę drzew. Stosunek straży obozowej do jeńców radzieckich oraz ich warunki bytowe były znacznie gorsze niż jeńców francuskich. Strażnicy obozowi, zwłaszcza własowcy, bili ich kolbami karabinów, kołkami oraz szczuli psami. Przeprowadzano także karne ćwiczenia wyniszczające jeńców. Wyżywienie jeńców radzieckich było znacznie gorsze niż jeńców francuskich. Sytuacja jeńców radzieckich poprawiła się znacznie pod koniec ich pobytu w obozie wraz z ponoszonymi przez Niemcy klęskami na froncie wschodnim. Zdarzały się przypadki śmierci a zwłoki grzebano w obozie. Obóz jeniecki zlikwidowano w lipcu 1944 roku. Jeńców wywieziono na zachód.
Lager Mielec w stanie nienaruszonym opuszczony został przez Niemców w pośpiechu wraz z nadejściem frontu. W latach powojennych wykorzystywany był przez wojsko polskie. Jeszcze w latach sześćdziesiątych na tym terenie był duży poligon Ministerstwa Obrony Narodowej. Na podstawie relacji żyjących jeszcze świadków dokonano rekonstrukcji planu obozu Lager Mielec z okresu sierpień 1944 roku.
 

Andrzej Krempa
Sibull
Użytkownik
*
Wiadomości: 4

8 października 2009 r., godz. 11:42

"Jędrusie" rozbili więzienie w Mielcu

O rozbiciu więzienia w Opatowie w pierwszej połowie marca 1943 roku pisaliśmy w listopadowym numerze "Biuletynu". Po tej brawurowej akcji o partyzanckim oddziale "Jędrusie" stało się głośno w całej Generalnej Guberni. Wtedy krakowski okręg AK poprosił dowódcę "Jędrusiów" Józefa Wiącka - "Sowę" o rozbicie innej katowni Gestapo - więzienia w Mielcu.

Hitlerowcy więzili tam wówczas i maltretowali 180 osób, m. in. komendanta tarnobrzeskiego okręgu AK Kazimierza Krasonia, jego zastępcę, a zarazem profesora gimnazjum tarnobrzeskiego Zygmunta Szewerę, a także Franka Rutynę z Wielowsi i księży: Władysława Czopka i Józefa Walczyna, nauczycieli tajnego nauczania - Jana Lubera, Rudolfa Jakubca i małżeństwo Oberców z Mielca.

Dowódca "Jędrusiów", dzięki kontaktom wywiadowczym, dowiedział się, że wszyscy więźniowie - w ramach akcji tępienia polskiej inteligencji - mają zostać wywiezieni do Oświęcimia. Czasu miał niewiele.

Józef Wiącek opowiada: - 29 marca 1943 roku dzięki zaufanemu człowiekowi przeprawiliśmy się przez Wisłę, a następnie, z ciężką bronią maszynową, amunicją i materiałami wybuchowymi przebyliśmy 20 kilometrów do Złotnik pod Mielcem.

Ze Złotnik Józef Wiącek w towarzystwie Andrzeja Skowrońskiego ps. "Konar" udał się do Mielca na rozpoznanie. Opracował plan ataku, ubezpieczenia i rozbicia więzienia, ale nie widział jeszcze drogi bezpiecznego odwrotu z więźniami.

Wracając dotarli do wału nad Wisłoką i tu dopiero Wiącek dostrzegł galar do spławu wikliny. Do "Konara" powiedział: Tym galarem spłyniemy do Wisły, przeprawimy się na drugą stronę i będziemy bezpieczni. Po powrocie na punkt zborny w Złotnikach Wiącek omówił plan akcji i podzielił oddział na grupy uderzeniowe.

Padający w tym dniu deszcz sprzyjał powodzeniu akcji, choć utrudniał widoczność. Na szczęście wielu partyzantów znało dokładnie miasto, ponieważ chodzili tu do gimnazjum. Pozostawał jeden problem - Józef Wiącek będąc na rozpoznaniu zauważył przy mieleckim rynku zmotoryzowaną jednostkę Wehrmachtu, która stacjonowała na drodze ich odwrotu.

Nieopodal umieścił zatem pierwszą grupę ubezpieczającą, którą tworzyli: Zbigniew Modzelewski - "Warszawiak", Stanisław Czub - "Inżynier", Stanisław Kuraś - "Szkot" oraz Franciszek Stala - "Kuwaka". W skład drugiej grupy, ubezpieczającej drogę do Dębicy wchodzili: Jan Mazur - "Stalowy", Jan Działkowski - "Jasio Mały", Michał Żarów - "Michałek" i Jan Mazur - "Jasio Duży".

Mniejsza grupka chłopców pilnowała drogi od strony Tarnobrzega, natomiast od strony znajdującego się obok więzienia budynku Gestapo ubezpieczali Stanisław Wiącek - "Inspektor" i Eugeniusz Dąbrowski - "Genek".

W grupie uderzeniowej na więzienie znaleźli się dowódca Józef Wiącek - "Sowa", Zdzisław de Ville - "Zdzich", Roman Szelest - "Uszaty", Zbigniew Kabata - "Bobo" i Marian Lech - "Marian Wielki". Grupa ta posuwała się cicho w kierunku więzienia, gdyż Józef Wiącek chciał zaskoczyć więzienny patrol obchodowy bez strzału To się nie udało. Partyzanci zostali zmuszeni do otwarcia ognia. Na przemian skacząc lub czołgając się dotarli do bramy więziennej, pod którą Wiącek podłożył kilogramową kostkę trotylu.

Wtedy z budynku Gestapo padły strzały z broni maszynowej. Mimo to dowódca spokojnie odbezpieczył granat, położył na kostce trotylu i odskoczył za mur. Silna detonacja rozsadziła bramę. Droga do więzienia była otwarta. Grupa uderzeniowa pod osłoną "Stacha", "Genka" i "Jasia", którzy skutecznie ostrzeliwali okna budynku Gestapo, wdarła się do więzienia i zdobyła klucze do cel.

Uwolnieni więźniowie zgromadzili się w korytarzu, ale nie wszyscy po okrutnych przesłuchaniach mogli wychodzić o własnych siłach. Nieprzytomnego profesora Szewerę wynieśli na rękach jego uczniowie. Bardzo pobity był także Franek Rutyna.

Detonacja zbudziła nie tylko mieszkańców miasta, ale również niemiecki garnizon, obstawiający fabrykę samolotów. W różnych częściach Mielca słychać było strzały. Co chwila z budynku Gestapo zrywał się krótki seryjny ogień w kierunku więzienia, jednak "Stach" z kolegami momentalnie i celnie odpowiadali ogniem.

W tym czasie pod więzienie chciała się przedrzeć zmotoryzowana jednostka niemieckiej żandarmerii, która kwaterowała na stacji PKP, ale na ulicy Kościuszki przywitała ją ogniem grupa "Warszawiaka". Kierowca stracił panowanie nad pojazdem i uderzył w pobliski budynek. Wycofujących się w kierunku rynku żandarmów ostrzelali od tyłu zdezorientowani żołnierze ze wspomnianej już, stacjonującej obok jednostki Wehrmachtu.

Józef Wiącek opowiada: - Wielu z uwolnionych więźniów uciekło na własną rękę przez pola do pobliskich lasów. Chorzy i pobici wycofali się z nami na przygotowany przez nas galar na Wisłoce.

Dopiero tutaj profesor Szewera odzyskał przytomność i dowiedział się, że jest wolny. Popłynęliśmy z prądem Wisłoki w kierunku Wisły. Wisłoka po obu stronach zarosła wikliną i w ciemnościach ledwo było widać koryto rzeki. Dwukrotnie osiadaliśmy na mieliźnie. Cały czas padał deszcz, byliśmy przemoknięci do suchej nitki, zmarznięci i głodni, ale zadowoleni z akcji.

Z daleka widzieliśmy olbrzymie reflektory, które oświetlały okolicę. To Niemcy otoczyli Mielec w poszukiwaniu "Jędrusiów" i uwolnionych więźniów. Na szczęście nie wpadli na pomysł, że Wisłoka może być najbezpieczniejszą drogą odwrotu.

Rozwidniało się, kiedy naszym oczom ukazał się szeroki pas wody. Wisła! - Przepłynęliśmy na jej drugą stronę do Niekurzy. Chłopi powitali nas serdecznie, więźniów ubrali (niektórzy byli tylko w bieliźnie i nakarmili. Galar puściliśmy z prądem w kierunku Sandomierza.

Niedługo po akcji do mojego gabinetu stomatologicznego w Połańcu zgłosił się z bólem zęba pewien folksdojcz. Opowiadał mi o przerażeniu Niemców, kiedy nocą cała armia Polaków wkroczyła do Mielca, a potem gdzieś momentalnie znikła.

Mieczysław Korczak
Strony: [1]   Do góry
Zaloguj się
//