Wątek Wątek: "Polska się kiedyś o nas upomni" - rozmowy o historii
Стас
Weteran forum
*****
Wiadomości: 5.428


С Днём Победы!

10 października 2015 r., godz. 19:45

General który wytrzymał katorgi w 11 obozach koncentracyjnych
Szła 62 wiosna życia Generalowi-Liejtnantu Dmitriju Mihajlowiczu Karbysziewu kiedy został wcielony do niewoli

W czasie wojny był więźniem który jako jeden z niewielu był aż w 11 obozach koncentracyjnych
Zabito go w lutym 1945 roku
Zginął poprzez związanie a potem załogi woda wannę i zzamrozno go

I o to kolejny ppowód by nienawidzić Niemców i ich niszczyć

"Płyną portrety jak świątynie,
I wstali martwi z żywymi.
Synowie i Córki Rosji - Nieśmiertelny Pułk"
Iwan Igolkin
Panna Krysia
Weteran forum
*****
Wiadomości: 5.800

13 października 2015 r., godz. 20:21

Czytalam wlasnie w dziale historia artykul o kochnakach Stalina. Ale to jest artykul taki po 23 Chichot Chichot pytanie dać czy nie dać? Chichot pozwolcie ze zwroce się w pierwszym rzędzie do Pana Oficera Uśmiech

Turn down the lights
 Turn down the bed
 Turn down these voices
 Inside my head
 Lay down with me
 Tell me no lies
 Just hold me closely
 
 Don't patronize me
 
Cause I can't make you love me if you don't
Grucha
Weteran forum
*****
Wiadomości: 4.605


13 października 2015 r., godz. 20:38

dajeeeeeeeeeeeeeeesz  Chichot
Panna Krysia
Weteran forum
*****
Wiadomości: 5.800

13 października 2015 r., godz. 20:43

dajeeeeeeeeeeeeeeesz  Chichot

ok ale niech Pawel się wypowie bo nie chce potem zarzutow na ten dosc odwazny artykulik  że shanbilam godność Towarzysza Stalina jako mezczyzny  Chichot Chichot :Dale taki jest w moim ulubionym historycznym serwisie akurat autorstwa P. Zychowicza wiec jak cos do niego pretensje Chichot Duży uśmiech

Turn down the lights
 Turn down the bed
 Turn down these voices
 Inside my head
 Lay down with me
 Tell me no lies
 Just hold me closely
 
 Don't patronize me
 
Cause I can't make you love me if you don't
Стас
Weteran forum
*****
Wiadomości: 5.428


С Днём Победы!

15 października 2015 r., godz. 08:01

Nie zgadzam się bo widzę nazwisko nieuka który nie umie nawet poprawnie napisać ZSRR tylko ZSRS jak jakiś debil

"Płyną portrety jak świątynie,
I wstali martwi z żywymi.
Synowie i Córki Rosji - Nieśmiertelny Pułk"
Iwan Igolkin
Panna Krysia
Weteran forum
*****
Wiadomości: 5.800

15 października 2015 r., godz. 08:33

Nie zgadzam się bo widzę nazwisko nieuka który nie umie nawet poprawnie napisać ZSRR tylko ZSRS jak jakiś debil

To nie ten akurat ale ok slowo się rzeklo Język

Turn down the lights
 Turn down the bed
 Turn down these voices
 Inside my head
 Lay down with me
 Tell me no lies
 Just hold me closely
 
 Don't patronize me
 
Cause I can't make you love me if you don't
Стас
Weteran forum
*****
Wiadomości: 5.428


С Днём Победы!

15 października 2015 r., godz. 09:57

Wczoraj był 14 października - Narodowe Święto Ukrainy czyli powstanie OUN a kilkanaście lat później 14.10.1942 powstanie UPA
Były liczne procesje ku czci weteranów UPA i prezydent Poroszenko oznajmił ze dzieci ukraińskie będą się wzorować no Bohaterach UPA
Natomiast dziś jest 15 października
15.10.1959 w Monachium oficer KGB Bogdan Staszinskij zabija Stepana Andryjiwicza Bandere

"Płyną portrety jak świątynie,
I wstali martwi z żywymi.
Synowie i Córki Rosji - Nieśmiertelny Pułk"
Iwan Igolkin
Стас
Weteran forum
*****
Wiadomości: 5.428


С Днём Победы!

15 października 2015 r., godz. 10:06

Dzień 14 października ma na celu chwalenie UPA
Dzień ten nazywa się
Narodowy Dzień Obrońców Ukrainy

"Płyną portrety jak świątynie,
I wstali martwi z żywymi.
Synowie i Córki Rosji - Nieśmiertelny Pułk"
Iwan Igolkin
Стас
Weteran forum
*****
Wiadomości: 5.428


С Днём Победы!

15 października 2015 r., godz. 19:13

Dziś Ukraiński IPN do wojsk okupacyjncyh i nazistowskich podczas wojny dodał Polskie Państwo Podziemne
A wasze ambasada i MSZ siedzi cicho Uśmiech

"Płyną portrety jak świątynie,
I wstali martwi z żywymi.
Synowie i Córki Rosji - Nieśmiertelny Pułk"
Iwan Igolkin
Panna Krysia
Weteran forum
*****
Wiadomości: 5.800

16 października 2015 r., godz. 20:30

masz Panie Oficerze cos dla Ciebie Język

Dlaczego Stalin kazał ich zamordować. Rozmowa z badaczem zbrodni katyńskiej

Mirosław Maciorowski: Od lat słyszę, że zbrodnia katyńska to zemsta Stalina za przegraną wojnę z Polską w 1920 r...

 Prof. Wojciech Materski*: Dość duża grupa historyków, w tym także rosyjskich, tak tłumaczy mord katyński, jednak w moim przekonaniu nie ma dobrej odpowiedzi na pytanie, dlaczego Stalin właśnie w tym momencie kazał wymordować prawie 22 tys. polskich jeńców wojennych i więźniów, którzy po 17 września 1939 r. znaleźli się w rękach sowieckich. Odpowiedzi na nie mogą być różne w zależności od tego, kto odpowiada. Historyk profesjonalista powie, że nie ma wystarczającej podstawy źródłowej, by to rozstrzygnąć.

Ale można stawiać hipotezy.

- Z pewnością rok 1920 miał jakiś wpływ na decyzję Stalina, ale na pewno nie bezpośredni i nie decydujący. Dyktator miał głęboki uraz do Polaków, czego przejawem były m.in. krwawa likwidacja KPP czy tzw. operacja polska NKWD, gdy w latach 1937-38 kazał wymordować ponad 130 tys. mieszkających w ZSRR Polaków. Przegrana w 1920 r. obciążała przecież i jego konto, bo jak wiadomo, nie posłuchał naczelnego dowództwa i opóźnił manewr spod Lwowa mogący zapobiec klęsce Tuchaczewskiego pod Warszawą. Ale wątpię, żeby to miało przesądzić o rozstrzelaniu Polaków wiosną 1940 r.

Zdaniem części badaczy przyczyną mogła być wojna z Finlandią rozpoczęta 30 listopada 1939 r. - Sowieci spodziewali się kolejnej masy jeńców, których trzeba było gdzieś umieścić.

- W grudniu 1939 r., gdy ta wojna się toczyła, sowieckie kierownictwo rzeczywiście zaczęło rozważać, co zrobić z zajmującymi obozy Polakami, i mógł być wówczas brany pod uwagę pomysł, by ich wymordować. Ale dwa miesiące później było to już nieaktualne. Z zachowanego meldunku Grigorija Korytowa, naczelnika oddziału specjalnego w obozie w Ostaszkowie, do szefa Zarządu NKWD ds. Jeńców Wojennych Piotra Soprunienki, z lutego 1940 r., wynika, że Polacy mieli zostać zesłani do łagrów, i tam wyniszczeni przez pracę. Dopiero na przełomie lutego i marca 1940 r. zapadła decyzja o ich zgładzeniu. Nie miało to już więc nic wspólnego z wojną z Finami, która nie toczyła się po myśli Stalina - Armia Czerwona wzięła do niewoli ledwie 700 jeńców, a 12 marca 1940 r. podpisano traktat pokojowy.

Więc dlaczego?

- Dla wielu historyków najbardziej wiarygodne wyjaśnienie brzmi: dlatego że Stalin tak załatwiał sprawy. Był okrutnym i bezwzględnym dyktatorem, dla którego liczyła się przede wszystkim skuteczność. Jak zneutralizować ludzi będących potencjalnym zagrożeniem? Najskuteczniej - zabijając ich. Jeżeli był pewien, że trwałym efektem wojny, którą wywołał razem z Hitlerem, jest unicestwienie państwa polskiego, to po co mu polska elita w ZSRR? Najlepiej ją wyniszczyć. Mało zrozumiałe jest tylko, dlaczego nie przez dającą jakiś efekt gospodarczy pracę, lecz rozstrzelanie.

Pomysł musiał przyjść nagle, bo pod koniec lutego 1940 r. zapadały już wyroki zsyłki - pierwszych 600 jeńców z Ostaszkowa miało trafić na Kamczatkę.

- Rzeczywiście, Polacy mieli być skazywani na trzy, pięć albo osiem lat łagru, ale z niewiadomych przyczyn niemal z dnia na dzień to się zmieniło. W notatce napisanej zapewne 3 marca 1940 r. ludowy komisarz spraw wewnętrznych Ławrientij Beria postulował, by wszyscy polscy jeńcy z obozów specjalnych oraz więźniowie z więzień tzw. zachodniej Białorusi i zachodniej Ukrainy zostali rozstrzelani. A dwa dni później, 5 marca, notatka zamienia się w oficjalną decyzję Biura Politycznego Komitetu Centralnego Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików). Oczywiście te orzeczone już wyroki zsyłki zostały natychmiast anulowane.

Teoretycznie więc decyzja zapadła kolegialnie.

- System Związku Sowieckiego był już utożsamiony z partią i Biuro Polityczne KC WKP(b) podejmowało najważniejsze decyzje, choć nie było instytucją administracji rządowej. Ale tylko teoretycznie, bo o wszystkim decydował Stalin. Posiedzenia Biura Politycznego odbywały się najczęściej w jego willi w Kuncewie, zwykle w trakcie mocno zakrapianych biesiad, a członkowie Biura podchwytywali i natychmiast akceptowali pomysły gospodarza. Tak było też zapewne z wymordowaniem Polaków - Beria nie mógł sam podjąć takiej decyzji, pilnie patrzył Stalinowi na usta i spijał z nich każde słowo. Musiał zostać przez niego zainspirowany do sporządzenia notatki, która stała się podstawą decyzji całego kierownictwa. Oprócz Stalina podpisali ją obecni na posiedzeniu: ludowy komisarz obrony Kliment Woroszyłow, szef rządu i ludowy komisarz spraw zagranicznych Wiaczesław Mołotow oraz ludowy komisarz handlu i zaopatrzenia Anastas Mikojan. Pozostałe dwa nazwiska - ludowego komisarza transportu Łazara Kaganowicza i przewodniczącego Rady Najwyższej ZSRR, czyli formalnie głowy państwa, Michaiła Kalinina - zostały dopisane jednym charakterem pisma. Prawdopodobnie stało się to później, po rozmowie telefonicznej z nimi. Wiemy mniej więcej, jak ta decyzja zapadła, ale dla mnie wciąż pozostaje niezrozumiała, nawet pomijając kwestie moralne.

To znaczy?

- To znaczy nieracjonalna z punktu widzenia samego systemu sowieckiego i zasad, które w nim panowały. Powtarzam: tych ludzi można było wykorzystać, zamęczyć przez pracę, a jednak Stalin zdecydował się na popełnienie zbrodni na kolosalną skalę, wymagającej wielkich nakładów sił i środków, by zatrzeć wszelkie ślady.

Ilu Polaków przebywało w trzech głównych obozach - Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku - oraz w więzieniach na Białorusi i Ukrainie w chwili, gdy zapadała decyzja?

- W swojej notatce Beria wymienił 25 tys., przy czym wyszczególnił, że 14 736 to jeńcy, a 11 tys. - więźniowie. Ale gdy ją pisał, nie dotarły do niego jeszcze uaktualnione dane. W rzeczywistości w tych obozach siedziały 14 552 osoby, a w więzieniach - 7305. W przeważającej liczbie byli to żołnierze, policjanci i inteligenci, tyle że aresztowani, a nie wzięci do niewoli na froncie. Razem daje to 21 857 osób.

Jaki był ich status prawny?

- Cudaczny, bo "jeniec" to kategoria precyzyjnie zdefiniowana przez prawo międzynarodowe, w tym konwencje haskie, których ZSRR nie podpisał. My przyjęliśmy określenie "jeńcy", bo narzucili je Sowieci, ale czy jeńcem może być ktoś wzięty do niewoli na własnym terytorium przez wroga, który dokonał napaści, nie wypowiadając wojny? Ktoś, kto nie podjął walki zarządzonej i koordynowanej przez naczelne dowództwo? Przecież naczelny wódz marszałek Edward Rydz-Śmigły wydał rozkaz: "Z Sowietami nie walczyć". Zresztą moim zdaniem to, że prezydent Ignacy Mościcki nie ogłosił formalnie wojny z Sowietami, było błędem, bo w 1941 r., po napaści Niemiec na ZSRR, gdy podpisywano polsko-sowiecki układ Sikorski-Majski, sytuacja byłaby zupełnie inna. I można by było żądać stosowania kategorii status quo ante bellum, czyli powrotu do stanu sprzed wojny. Tymczasem w tym przypadku bellum, czyli wojny, nie było. To, że układy niemiecko-sowieckie straciły moc, nie znaczyło, że straciły ją wyniki sfałszowanych przez Sowietów tzw. wyborów, w których mieszkańcy niby zagłosowali za przyłączeniem odebranych Polsce ziem do ZSRR.

 A wracając do statusu Polaków - choć Sowieci określali ich mianem "jeńców", to z prawnego punktu widzenia łatwo można było taką kwalifikację obalić. Sowieckie kierownictwo niespecjalnie się tym przejmowało, bo lekceważyło "zgniłoburżuazyjne" normy prawne. Jeśli pod względem prawnym Sowieci nie przygotowali się należycie do tej sytuacji, to logistycznie - owszem. Dokument z marca 1939 r. potwierdza, że niektóre sanatoria i domy wczasowe NKWD zostały poddane weryfikacji pod kątem przekształcenia ich w obozy jenieckie. Na przykład raport dotyczący Kozielska mówi, że zmieści się tam 5 tys. jeńców - ostatecznie trafiło ich tam znacznie mniej, a i tak siedzieli sobie na głowach.



Prześledźmy drogę polskich żołnierzy do obozów w Ostaszkowie, Starobielsku i Kozielsku. Zaczynała się w miejscowościach, do których doprowadzone były szerokie radzieckie tory kolejowe.

- W rozkazie Śmigłego czytamy m.in.: "Z Sowietami nie walczyć, wycofywać się w stronę przedmościa rumuńskiego". Znamy go od lat 60., gdy egzemplarz został odnaleziony w archiwum, ale wcześniej nie mieliśmy o nim pojęcia, podobnie jak wielu dowódców we wrześniu 1939 r. Niektórzy witali więc Sowietów jak sojuszników wspólnej wojny z Niemcami, inni podejmowali walkę. Zamieszanie było ogromne, ale wszyscy, nawet ci, którzy początkowo potraktowali Sowietów jak sojuszników albo podpisali honorowe umowy, zostali uwięzieni. Na przykład cała kadra oficerska obrony Lwowa trafiła do Kozielska, choć w układzie kapitulacyjnym miasta otrzymała gwarancję nietykalności i możliwość opuszczenia kraju. 19 września 1939 r. zapadła decyzja, by polskich jeńców przekazywać NKWD, czyli policji politycznej, co z punktu widzenia konwencji haskich było nie do przyjęcia. Armia Czerwona dostarczała ich do miejscowości z szerokimi torami, gdzie byli wsadzani przez NKWD do wagonów i rozwożeni do obozów rozdzielczych - początkowo ośmiu, a potem dziesięciu. Tam ich selekcjonowano i wstępnie opisywano, a potem miał nastąpić ostateczny rozdział, m.in. do docelowych obozów specjalnych w Starobielsku, Ostaszkowie i Kozielsku. Szeregowców pochodzących z anektowanych przez ZSRR terenów II RP w większości zwolniono, poza 25 tys. skierowanymi do obozów pracy NKWD. Podobną kategorię, ponad 42 tys. jeńców pochodzących z terenów zajętych przez Rzeszę, wydano Niemcom.

Jak wyglądało życie w obozach specjalnych? Prof. Stanisław Swianiewicz, oficer rezerwy, który trafił do Kozielska i ocalał, opisywał, że warunki były fatalne.

- Pierwszy okres był trudny, w obozach panowało ogromne zagęszczenie, a żywność dostawali marną. Ale NKWD nie znęcało się nad jeńcami i nie musieli pracować. Z czasem, choćby z nudów, zaczęli się włączać w różne prace na terenie obozu, na przykład mogli się wykazać lekarze, bo w złych warunkach ludzie chorowali. Cały czas trwał jeszcze ruch między obozami, gdyż nie wszyscy się przyznali, że są oficerami, a wielu podało fałszywe nazwiska. Jeńców przerzucano - policjantów do Ostaszkowa, a oficerów do Kozielska i Starobielska. Niektórzy okazywali się podoficerami i szeregowcami, więc trafiali do obozów pracy. Wreszcie część wywożono w nieznanym kierunku - w Wigilię 1939 r. wywieziono wszystkich duchownych i ślad po nich zaginął. Potem zniknęli oficerowie kontraktowi, czyli obcokrajowcy służący w WP, głównie Gruzini, ale także Ukraińcy, Azerowie, górale kaukascy i Czeczeni. Prawdopodobnie wszyscy zostali wymordowani w Moskwie, na Łubiance.

Niemal od początku pobytu w obozach jeńcy byli przesłuchiwani. W Kozielsku pojawił się kombrig, czyli generał brygady Wasilij Zarubin, który za te przesłuchania odpowiadał.

- W podobnym charakterze do Ostaszkowa przyjechał kpt. G. Antonow, a do Starobielska kpt. M. Jefimow. Wspomniany Swianiewicz opisuje Zarubina jako niezwykle grzecznego, uprzejmego i inteligentnego. Był wysokim oficerem wywiadu, wiele lat spędził za granicą, jeszcze podczas wojny został szefem rezydentury wywiadu w Waszyngtonie. Pracując w NKWD, trzeba było albo mieć prymitywną umysłowość pozwalającą na działanie bezrefleksyjne, albo czerpać z pracy w tej instytucji satysfakcję. W NKWD służyło wielu ludzi na wysokim poziomie intelektualnym, w tym właśnie Zarubin. Andrzej Przewoźnik, sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, który zginął w katastrofie smoleńskiej, pracował nad jego biografią i określał go jako człowieka wybitnego. Znał języki, był oczytany, mógł rozmawiać na wiele tematów - od polityki po literaturę i muzykę klasyczną. Umiejętnie wyciągał informacje z jeńców. Chodziło o ich dokładne rozpoznanie, próbowano skłonić ich, by szczegółowo opisywali siebie i kolegów oraz nastroje w obozie. Zarubin i jego ludzie pytali o sytuację polityczną, jakie są zdaniem jeńców perspektywy odrodzenia państwa polskiego, jak potoczy się wojna. Swianiewicz pisał, że trudno im się było zorientować, o co chodzi przesłuchującym. Ja sądzę, że szło o wytypowanie osób, którym należało potem poświęcić więcej uwagi, i zapewne to wówczas wyłoniono wąską grupę ludzi upatrujących szans na odrodzenie Polski w ścisłej współpracy z ZSRR. Znaleźli się oni potem w armii Berlinga.

 Ci trzej ludzie musieli być na poziomie, bo przesłuchiwać mieli elitę wroga. Każdy swą pracę zakończył raportem, których konkluzje z pewnością stały się podstawą notatki Berii. Pisząc o polskich oficerach, że to element kontrrewolucyjny, nienadający się do resocjalizacji, musiał mieć jakąś podstawę. Czy te raporty wpłynęły na decyzję Stalina? Wątpię, ważniejsza była jego psychopatyczna osobowość, którą świetnie określa jego powiedzonko: "Lepiej stracić stu ludzi, niż przepuścić jednego szpiega".

Decyzja zapadła 5 marca, ale pierwsze egzekucje nastąpiły miesiąc później, 3-4 kwietnia. Co się działo w międzyczasie?

- Trwała procedura uruchomienia machiny zbrodni. Przede wszystkim została wyznaczona tzw. centralna trójka, która musiała wydać formalne wyroki.

Kto ją tworzył?

- Pierwszy zastępca Berii Wsiewołod Mierkułow, szef Głównego Zarządu Gospodarczego NKWD Bachczo Kobułow i naczelnik 1. Wydziału Specjalnego NKWD Leonid Basztakow. Ludzie, którzy mieli ręce unurzane we krwi już nie po łokcie, ale po pachy. Ogromnie doświadczeni, bo już wcześniej organizowali masowy terror w latach 30. Wprowadzali wówczas tzw. procedury albumowe - dwójkowe i trójkowe, czyli składy orzekające kary śmierci złożone z dwóch lub trzech wysokich rangą enkawudzistów. Skazywały one na rozstrzelanie nie konkretne osoby, tylko hurtowo ludzi umieszczonych na listach (albumach). Tak to się działo również w przypadku polskich jeńców - z obozów przychodziły listy po sto osób i centralna trójka je zatwierdzała. Prawdopodobnie listy te przeglądała jeszcze jakaś instytucja Kominternu oraz kontrwywiad, żeby ewentualnie wyreklamować kogoś, kto mógł się przydać.

395 jeńców uniknęło śmierci. Wiadomo dlaczego?

- Z bardzo różnych powodów. Na tej liście znaleźli się na pewno ci, którzy załamali się w obozie i poszli na współpracę albo jedynie chętnie opowiadali o nastrojach w obozie. A także mający jakąś wyjątkową wiedzę lub umiejętność uznaną za przydatną, jak też reklamowani drogą dyplomatyczną.

Na przykład prof. Swianiewicz, specjalista od gospodarek ZSRR i Rzeszy, który bywał przed wojną w Niemczech. Sowieci uznali, że musiał być szpiegiem i może się przydać. Swianiewicz został cofnięty z transportu tuż przed egzekucją w Katyniu.

- Na liście ocalonych znalazły się też 54 osoby znające oryginalne języki - perski, turecki czy - jak Zygmunt Berling - węgierski, którego się nauczył dzięki swej drugiej żonie Węgierce.

Nie poszedł na współpracę od razu? Przecież trafił potem do osławionej podmoskiewskiej tzw. willi rozkoszy, w której zakwaterowano tych, którzy zgodzili się współpracować.

- To nastąpiło później. Nie wiadomo, czy już w Starobielsku Berling kolaborował, być może część więźniów, w tym i on, wierzyła, że współpraca z Sowietami może być skierowana przeciw Niemcom. NKWD mogło wytypować grupę lewicujących oficerów i wiązać z nimi plany, wiemy przecież, że pomysł formowania polskiej jednostki w ramach Armii Czerwonej istniał już we wrześniu 1940 r., czyli cztery miesiące po zbrodni katyńskiej i ponad pół roku przed agresją niemiecką na ZSRR! Ale trzeba by zajrzeć do protokołów przesłuchań, żeby potwierdzić, kto takie rozmowy podjął. Te protokoły trafiły do teczek personalnych, które na pewno jeszcze w 1959 r. istniały, a potem - jak twierdzą Rosjanie - zostały zniszczone, co raczej nie jest prawdą. Szacuje się, że jakieś 120-140 osób się załamało i poszło na współpracę. To bardzo niewiele - mniej niż 1 proc. jeńców obozów specjalnych. W latach 90. dostaliśmy od Rosjan pewien dokument, który miał się znaleźć w polskiej edycji wydawnictwa "Katyń. Dokumenty zbrodni". Do dziś pamiętam nadany mu początkowo numer - 137. Była to częściowa lista jeńców, którzy podjęli współpracę, ale w naszej komisji historyków, części Komitetu Redakcyjnego wydawnictwa, zdecydowaliśmy, że bez sprawdzenia go nie opublikujemy. Listę należałoby zweryfikować na podstawie innych dokumentów, przede wszystkim teczek personalnych, co nie jest na razie możliwe. Rosjanie mówią dziś, że ten dokument zaginął.

Wśród tych 395 ocalałych są również ci, którzy jechali na miejsce egzekucji w ostatnim transporcie z Kozielska 17 maja 1940 r. Z niewiadomych powodów został on zawrócony, a egzekucje wstrzymane. Być może wpływ na to miały międzynarodowe reakcje, bo w sprawie poszczególnych polskich jeńców interweniowały np. Litwa i Watykan.

Ilu enkawudzistów wykonywało wyroki?

- Dokładnie nie wiadomo. Po zakończeniu akcji 125 morderców dostało nagrody w wysokości miesięcznych poborów bądź po 800 rubli, ale zapewne nie była to jedyna lista uhonorowanych. Nie do końca wiemy też, jak wyglądały same egzekucje, bo jedyną relacją naocznego świadka, jaką dysponujemy, jest zeznanie Dmitrija Tokariewa, szefa NKWD w Twerze (wówczas Kalinin), złożone tuż przed jego śmiercią. Dotyczy ono jednak wyłącznie egzekucji na jeńcach z Ostaszkowa, których zabijano w piwnicy podległego mu więzienia.

 Prawdopodobnie przebiegało to tak, że Wydział Komendantury Zarządu Administracyjno-Gospodarczego, bo pod tak niewinną nazwą kryła się komórka NKWD, w której służyli zawodowi mordercy, wysyłał na miejsce egzekucji komando. Najbardziej znany z tych siepaczy to osławiony Wasilij Błochin dowodzący komandem w Kalininie, który na masową skalę wykonywał wyroki w czasie Wielkiego Terroru. Wszystko wskazuje jednak na to, że morderców było zbyt mało, więc miejscowe NKWD wyznaczało dodatkowych - Tokariew mówił o strażnikach, zwykłych urzędnikach i kierowcach. A kto odmówił - znikał.



W Charkowie i Kalininie egzekucje również przeprowadzano w nocy w piwnicach. W Smoleńsku, gdzie ginęli jeńcy z Kozielska, postąpiono nietypowo - jakaś część z nich została wymordowana w tzw. więzieniu wewnętrznym, inna - w domku na terenie ośrodka wypoczynkowego NKWD w Kozich Górach położonym w Lesie Katyńskim. Jednak zdecydowana większość bezpośrednio nad dołami, tak jak to pokazał w swoim filmie Andrzej Wajda. Prawdopodobnie w ciągu jednej nocy mordowano jeńców z dwóch list zatwierdzonych przez centralną trójkę, czyli 200 osób. Początkowo w Ostaszkowie próbowano zabijać po trzy partie, ale przerastało to możliwości jednego komanda, bo pistolety się grzały i zacinały.


Turn down the lights
 Turn down the bed
 Turn down these voices
 Inside my head
 Lay down with me
 Tell me no lies
 Just hold me closely
 
 Don't patronize me
 
Cause I can't make you love me if you don't
Panna Krysia
Weteran forum
*****
Wiadomości: 5.800

16 października 2015 r., godz. 20:30

ten sposób wymordowano ponad 14,5 tys. jeńców z obozów. A jak zginęło 7,3 tys. ludzi osadzonych w więzieniach tzw. zachodniej Białorusi i Ukrainy?

- Możemy tylko domniemywać, jak to się odbyło i gdzie są pochowani. Ci z terenów Ukrainy leżą w części w Bykowni, dziś dzielnicy Kijowa. Ale szacuje się, że spoczywa tam tylko około 500 więźniów spośród 3435 zamordowanych. Pozostali prawdopodobnie spoczęli w innych miejscowościach - może w Nowogrodzie Wołyńskim, może w Charkowie. Z kolei na Białorusi wszystkich więźniów trzymano prawdopodobnie w Mińsku i być może leżą w Kuropatach, ale na pewno nie wiemy. W 2010 r. prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka obiecywał, że poszuka jakichś dokumentów na ten temat, co mogło być związane z tym, że miał trudne rozmowy gospodarcze z Rosją i wywierał w ten sposób na nią nacisk. Ale ostatecznie dostaliśmy informację, że nic nie znaleziono.

Czy wsiadając do wagonów, jeńcy mogli się domyślać, że jadą na śmierć?

- Niedługo przed egzekucją enkawudziści rozdali im ankiety, w których mieli napisać, gdzie udadzą się po rozwiązaniu obozów. Byli przekonani, że wkrótce zostaną zwolnieni, więc gdy kazano im wsiadać do wagonów, robili to spokojnie, a nawet z entuzjazmem. Tymczasem one zawiozły ich na miejsce kaźni.


Turn down the lights
 Turn down the bed
 Turn down these voices
 Inside my head
 Lay down with me
 Tell me no lies
 Just hold me closely
 
 Don't patronize me
 
Cause I can't make you love me if you don't
Strony: 1 ... 379 380 [381]   Do góry
Zaloguj się
//