Wątek Wątek: Hana i Piotr - moje opowiadania
Olinek988
Stary wyjadacz
****
Wiadomości: 766


Hana i Piotr ♥.♥

17 marca 2013 r., godz. 18:16

Taaa, nauka daje w kość.  Niezdecydowany Poczekam ile trzeba. Chichot

"Tylko życie poświęcone innym warte jest przeżycia."
kakatka
Stary wyjadacz
****
Wiadomości: 573

17 marca 2013 r., godz. 20:40

Cz. XLIX

Z PUNKTU WIDZENIA PIOTRA.

Komórka rozdzwoniła się na dobre. Mimo coraz to głośniejszego dzwonka, nie potrafiłem odnaleźć telefonu. Nerwowo przerzucałem sterty papierów, teczek i dokumentów, walających się na stole.Wreszcie dokopałem się do zguby i pośpiesznie odebrałem połączenie. Nieuważnie słuchając rozmówcy, podszedłem do okna i oparłem się o ścianę. Na zewnątrz panowała śnieżna zawieja. Miasto powoli budziło się do życia. Widać było,że mróz dawał się przechodniom we znaki. Na szczęście nas to nie dotyczyło. Wewnątrz mieszkania było przytulnie i ciepło. Spojrzałem na kanapę, gdzie wcześniej leniwie wylegiwała się Hana. Teraz dołączyła do niej Tosia. Przyjemnie było przyglądać się, jak mała wtulała się w jej ramiona. Złapały ze sobą dobry kontakt.
-Okej, nie ma problemu. -mruknąłem w słuchawkę i rozłączywszy się, schowałem telefon do kieszeni. Usadowiłem się między nimi na kanapie. Tosia natychmiast wdrapała mi się na kolana. Potargałem jej żartobliwie czuprynkę, co natychmiast wywołało udawaną, naburmuszoną minę.
-Piotr, masz na dzisiaj jakieś plany? -Hana uśmiechnęła się i objęła mnie ramieniem.
-Nie, a dlaczego pytasz? Macie dla mnie jakieś propozycje? -nie mogąc się powstrzymać, pocałowałem ją w policzek.
-W takim razie pojedziemy na zakupy.-oznajmiła uradowana, puszczając oczko w stronę Tosi i poderwała się z kanapy.
-Hej, na jakie zakupy? -powstrzymałem ją, przytrzymując za rękę.
-No, w centrum handlowym. Mówiłeś, że nie jesteś zajęty. -spojrzała na mnie z błyskiem w oku i, pocałowawszy mnie przekonująco w usta, oznajmiła,łapiąc dziewczynkę za rękę:
-Chodź, pójdziemy się ubrać, a tata przygotuje śniadanie.
Westchnąłem z rezygnacją i udałem się do kuchni. Chyba jak każdy mężczyzna, nie lubiłem zakupów, więc perspektywa spędzenia dnia w centrum handlowym, wydawała mi się najgorszą z możliwych. Mimo to, nie zaoponowałem. Nie byłem aż tak głupi,by nie zdawać sobie sprawy, że lada dzień Hana, z powodów oczywistych, nie będzie miała co na siebie włożyć. Tak więc, zaraz po śniadaniu wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w stronę większych zabudowań.


Naszym głównym celem, ku mojemu zdziwieniu, okazały się być sklepy z odzieżą dziecięcą. Hana, trzymając Tosię za rękę, ciągnęła nas od jednej witryny do drugiej. Z zaangażowaniem wertowała wieszaki z ubraniami dla dziewczynek, raz po raz prowadząc Tosię do przymierzalni. Niemal przy każdej kasie stawaliśmy w kolejce, z wielką stertą ubrań do kupienia. Wyglądała jakby była jej mamą. Rzeczywiście, czasem miałem wrażenie, jakby mała czuła się przy niej bezpieczniej, niż przy Magdzie. Trzymając oburącz torby z zakupami, stałem przed jedną z wystaw.
-Piotr, może usiądziemy na chwilę? -Hana skinęła głową w stronę najbliższej ławeczki. Przejąłem od niej kolejny pakunek. Usiedliśmy we wskazanym miejscu. Hana westchnęła z ulgą. Widać było,że kilkugodzinne bieganie po sklepach bardzo ją wyczerpało. Zmęczenie potęgowało z pewnością jeszcze to,że cały ten czas spędziła w butach na wysokim obcasie. Mimo ciąży nie zamierzała rezygnować z ulubionego stylu. Zresztą wyglądała ślicznie.
-Tosiu, zobacz. -wskazałem w stronę stoiska, przy którym starsza pani sprzedawała kolorowe lizaki. -Chciałabyś? -skinęła ochoczo głową. Wręczyłem jej drobne pieniążki i z uśmiechem pobiegła w tamtą stronę.
-Okej? -zapytałem troskliwie, odgarniając niesforny kosmyk z twarzy Hany.
-To chyba raczej ja powinnam cię o to zapytać. Sprawiasz wrażenie męczennika. -uśmiechnęła się. -To jak? Idziemy? -podniosła się, gdy mała wróciła, ściskając lizak w ręce.
-Gdzie?  -jęknąłem.
-Nie marudź. Jeszcze tylko kilka sklepów i jedziemy do pizzerii. Obiecałeś Tosi.- pociągnęła mnie za rękę. Tym razem przeglądaliśmy ubrania ciążowe. Kiedy już mieliśmy opuścić centrum handlowe, zatrzymałem się przy wyjściu.
-Hana? A tutaj wejdziemy?-zapytałem, widząc jak tęsknym wzrokiem spoglądała w stronę wystawy z niemowlęcymi akcesoriami. Spojrzała na mnie z wdzięcznością.


-Właściwie to myślałem, że jedziemy kupić jakieś nowe ubrania dla ciebie. -wieczorem, leżąc w łóżku, Hana wierciła się na wszystkie strony, nie mogąc zasnąć.
-No przecież kupiłam. I to całkiem sporo. -uśmiechnęła się. Przyciągnąłem ją do siebie.
-Ej, nie kręć się już tak. -zaśmiałem się cicho. -Tak,ale to dla Tosi kupiliśmy najwięcej. Coś nie tak? Wydawało mi się,że Magda przywiozła jej tu całą szafę.
-Tak, tylko w szkole...-zaczęła, ale w porę ugryzła się w język.
-Odstaje od innych? Nie zauważyłem, zawsze myślałem,że  jej mama ubiera ją całkiem, hmm...modnie.-zmarszczyłem brwi.
-Prosiła mnie,żebym ci nie mówiła..
-Nie powiedziałaś. -spojrzała na mnie błagalnie.-Spokojnie, nie zorientuje się,że się domyśliłem. Jutro muszę pojechać do szpitala. -zmieniłem temat. -dzwonił Michał, wziąłem za niego zastępstwo.
-Okej.
-Tylko,że jutro Tosia miała pojechać do kina. Ze swoją koleżanką. Jej mama obiecała,że się nimi zaopiekuje,ale miałem ją "dostarczyć" na miejsce.
-Piotr, naprawdę potrafię prowadzić samochód. -żartobliwie podarowała mi kuksańca w bok. -Zawiozę ją.
Pocałowałem ją z wdzięcznością.
-Dobranoc. -szepnąłem i, cały czas ją całując, okryłem ją kołdrą.




Dzisiaj tak trochę o niczym.. Miało być dłuższe i wzbogacone o jedno istotne wydarzenie, ale nie mam za bardzo czasu, więc dodaję w pośpiechu i .. do soboty.. Mrugnięcie


P.S.
I po raz kolejny dziękuję pomarańczy, która bardzo mi pomaga i inspiruje Mrugnięcie
gadrop369
Gość
17 marca 2013 r., godz. 20:49

biedny Piotruś Chichot
Olinek988
Stary wyjadacz
****
Wiadomości: 766


Hana i Piotr ♥.♥

17 marca 2013 r., godz. 20:53

Gawryło męczennik Duży uśmiech

"Tylko życie poświęcone innym warte jest przeżycia."
pomarańcza
Stary wyjadacz
****
Wiadomości: 983


"Nie poznajemy prawdy, nie znając przyczyny!"

17 marca 2013 r., godz. 21:51

istotne wydarzenie proszę napisz mi na priv jakie bo chyba się nie doczekam !!!
czekam i mi się ta część podoba, nic do niej nie mam, przecież czasami musi być opisane "zwykłe" życie Język 
zooye
Weteran forum
*****
Wiadomości: 16.855


17 marca 2013 r., godz. 23:25

heh Chichot idealnie opisany Piotr "męczennik" Chichot i jego "nieuleczalna choroba" jak tylko przechodzi przez próg centrum handlowego Chichot

nic nie trwa wiecznie, niebezpiecznie jest wierzyć w to, że coś trwa wiecznie...

zapraszam!!!
http://jar-of-hearts-hapi.blogspot.com/
https://www.facebook.com/pages/Hapi-Hana-i-Piotr/1398355760380905
kakatka
Stary wyjadacz
****
Wiadomości: 573

23 marca 2013 r., godz. 19:49

Hej Mrugnięcie
Tak jak obiecałam, kolejna część powinna pojawić się do godziny Mrugnięcie
Olinek988
Stary wyjadacz
****
Wiadomości: 766


Hana i Piotr ♥.♥

23 marca 2013 r., godz. 19:51

Hej Mrugnięcie
Tak jak obiecałam, kolejna część powinna pojawić się do godziny Mrugnięcie
Czekam. Uśmiech

"Tylko życie poświęcone innym warte jest przeżycia."
kana:)
Starszy forumowicz
***
Wiadomości: 184


23 marca 2013 r., godz. 19:57

Hej Mrugnięcie
Tak jak obiecałam, kolejna część powinna pojawić się do godziny Mrugnięcie
Czekam. Uśmiech
Ja również czekam  Mrugnięcie

http://kamillabaar-aktorka.blogspot.com/ Serdecznie zapraszam do komentowania bloga, który prowadzę z przyjaciółką ; D
kakatka
Stary wyjadacz
****
Wiadomości: 573

23 marca 2013 r., godz. 21:04

Cz. L

Z PUNKTU WIDZENIA PIOTRA


-Hana, co ty tutaj robisz?! -wybałuszyłem oczy, z zaskoczenia upuszczając na podłogę plik dokumentów. Hana, ubrana w lekarski kitel, maszerowała korytarzem w stronę ginekologii.
-Piotr?!-ona wydawała się równie zdziwiona, jak ja. Tylko,że nie miała czym. Poinformowałem ją przecież,że wziąłem dyżur za Sambora. Za to ona miała przecież zwolnienie! Cały dzień miała spędzić sama w domu, Tosia pojechała z koleżanką do kina.
-Przyszłam na kontrolę...-zarumieniona spuściła wzrok.
-Yhm. Ciekawe, od kiedy na kontrolę przychodzisz w roboczym ubraniu.-spojrzałem na nią gniewnie.-Hana, dlaczego przyszłaś do pracy?
-Piotr..-westchnęła i spojrzała na mnie błagalnie.-Od chyba miesiąca przesiaduję całymi dniami w domu. Nie potrafię tak dłużej.
-Hana, naprawdę nie mogłaś zadzwonić do mnie, albo, no nie wiem..chociażby zaprosić do siebie Lenę? -podniosłem rozrzucone papiery i wsadziłem je sobie pod pachę.
-Lena jest w pracy. Zresztą ty też. -zauważyła trzeźwo.
-I ty postanowiłaś do nas dołączyć? Hana, niedawno wieźli cię karetką do szpitala! -próbowałem odwołać się do jej rozsądku.  Wzburzony rozejrzałem się dookoła. Pielęgniarka, stojąca pod ścianą, przyglądała się zajściu. Wyraźnie miała do mnie jakąś sprawę,ale chyba nie chciała przeszkadzać.
-Piotr, czy ty naprawdę chcesz,żebym do końca ciąży siedziała sama w domu?! -poirytowana podniosła głos. Jej oczy zaszkliły się. Ścisnęło mi się gardło. Może rzeczywiście trochę przesadziłem?Ale nie, nie zamierzałem zrezygnować ze swojego stanowiska.
-Hana..-zacząłem spokojniej i przyciągnąłem ją delikatnie do siebie. Zdenerwowana odwróciła twarz. -Za dwa tygodnie kończy ci się zwolnienie. Nie możesz poczekać jeszcze chwilę?
-Zwolnienie kończy mi się dzisiaj. -odparła hardo.-Poprosiłam Wójcika, nie widzi żadnych przeciwwskazań.
Tego jak dla mnie było za wiele. Od rana chodziłem jak chmura gradowa, przytłoczony tysiącami obowiązków. Zacisnąłem szczękę i ruszyłem w stronę sali operacyjnej. Nie chciałem wyładowywać swojej frustracji na Hanie. Zwłaszcza,że nie miałem powodu. I doskonale o tym wiedziałem. Czuła się dobrze, nie było żadnych problemów. Cisnąłem po drodze papiery do lekarskiego.


-Piotr...,przepraszam.-Hana przysunęła się do mnie ostrożnie. Siedziałem na kanapie, bezmyślnie kartkując gazetę. Westchnąłem i odłożyłem ją na stół. Hana patrzyła na mnie błagalnie, tymi swoimi dużymi,błękitnymi oczyma.  
-To ja przepraszam..-odparłem, po chwili milczenia i uśmiechnąłem się blado, spoglądając na jej zaokrąglony brzuszek. Zauważyła to i uśmiechnęła się. Złapała mnie za rękę i przyłożyła ją w tamto miejsce.  -Nie powinienem tak na ciebie naskakiwać. Nie możesz się denerwować..Hana, czy ty naprawdę chcesz wrócić do pracy?
-Yhm.-wymamrotała, wyraźnie nie chcąc wracać do tego tematu. Ale ja chciałem. Nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa.  Rysowałem kciukiem kółeczka na jej dłoni.
-Myślę,że nie powinnaś. -zmarszczyła brwi i cofnęła dłoń.
-Piotr, proszę, nie wracajmy już do tego. Myślałam,że wszystko sobie wyjaśniliśmy.
-Niezupełnie. Daj mi coś powiedzieć, proszę.
-Powiedziałeś już swoje. I to o kilka słów za dużo. -zacisnęła pięść, drugą ręką nerwowo masując się po brzuchu.
-Proszę. Hana..-zacząłem, po chwili ciszy.-Doskonale pamiętam wyraz twojej twarzy, kiedy zwinięta w kłębek, leżałaś na łóżku, powstrzymując okrzyki bólu. Może ty nie pamiętasz. Nie wiem. Może z bólu straciłaś świadomość. Hana, zrozum, nie chcę,żeby się to powtórzyło.
-Piotr, to ty zrozum.-przerwała mi. -Zresztą,nie chcę już tego słuchać. -wstała z kanapy i skierowała się w stronę łazienki. Po chwili, moich uszu doszedł cichy szmer strumyków wody. Zgasiłem światło i poszedłem do sypialni. Położyłem się i sięgnąłem po książkę. Przewracałem kolejne kartki,ale nie mogłem się skupić. W końcu zamknąłem ją i  cisnąłem w kąt. Ukryłem twarz w dłoniach, bijąc się z myślami. Zasnąłem szybko, przewracając się z boku na bok, chcąc jak najszybciej uwolnić się od koszmarnej codzienności.


Przebudziłem się w środku nocy. Z zamkniętymi oczyma, macałem ostrożnie każdy centymetr łóżka, chcąc przyciągnąć do siebie Hanę. W końcu, po bezskutecznych staraniach, podniosłem powieki. Miejsce obok mnie było puste. Zegar wskazywał 01.53. Podniosłem się i cicho wyszedłem z sypialni. Hana leżała na kanapie, okryta cienkim pledem. Westchnąłem. Wziąłem ją na ręce i przeniosłem do sypialni. Jej ciało pokrywała gęsia skórka. Ułożyłem ją ostrożnie i naciągnąłem na nią ciepłą kołdrę. Pochyliłem się , odgarniając z jej twarzy niesforny kosmyk. Po chwili zastanowienia złożyłem na jej skroni pocałunek. Stąpając na palcach przeniosłem się z powrotem do salonu. Hana nie chciała ze mną spać, to dlatego położyła się wieczorem na kanapie. Nie dziwiłem się jej. Byłem na siebie wściekły, za to,jak ją potraktowałem.Ona z pewnością czuła do mnie to samo.  Przytargałem za sobą gruby koc i ułożyłem się na tapczanie.



Przepraszam,że tak długo nie pisałam.
Dodaję więc dzisiaj, zgodnie z obietnicą. Trochę wymęczone, dlatego z góry przepraszam za błędy. Nie mam nawet siły czytać tego od początku i poprawiać... No nic, liczę na wyrozumiałość...
 I trochę odpoczynku! Ehh..
gadrop369
Gość
23 marca 2013 r., godz. 21:10

ja cię rozumiem sama ledwo coś wczoraj napisałam i dodałam Uśmiech
w ogóle nie jest wymęczone Chichot Hana w pracy i reakcja Piotra jak ją zobaczył cudna Chichot
pomarańcza
Stary wyjadacz
****
Wiadomości: 983


"Nie poznajemy prawdy, nie znając przyczyny!"

23 marca 2013 r., godz. 22:19

mam nadzieję, że odpoczniesz najlepiej do jutra, aby coś tu dodać Język
i tak będę czekać, nawet długo, bo ty też czekasz Chichot
<a powiem, że staram się ciebie zaskoczyć>

opowiadanie, mi się  podoba, nie wiem dlaczego, mam banana na ustach, gdy w tym opowiadaniu tyle emocji, <takich chyba nie wywołujących uśmiechu na twarzy>
może powodem jest to, że w końcu doczekałam się opowiadania Uśmiech
Olinek988
Stary wyjadacz
****
Wiadomości: 766


Hana i Piotr ♥.♥

23 marca 2013 r., godz. 23:08

Uwielbiam w Twoim opowiadaniu Piotra <3 Jest taki troskliwy mimo wszystko. Chichot

"Tylko życie poświęcone innym warte jest przeżycia."
kakatka
Stary wyjadacz
****
Wiadomości: 573

24 marca 2013 r., godz. 18:16

Cz. LI

Z PUNKTU WIDZENIA HANY.


Obudziłam się, rozpalona gorączką. Za oknem było jeszcze ciemno, zegar tykał miarowo w półmroku pomieszczenia. Było mi niedobrze. Czułam się tak, jakby żołądek to kurczył się we mnie, to obracał.  Podniosłam się powoli, odgarniając z lepkiego od potu czoła, kosmyki włosów. Zdezorientowana rozejrzałam się po pokoju. Znajdowałam się w sypialni, choć byłam święcie przekonana, że po wczorajszej kłótni, położyłam się w salonie na kanapie. Spojrzałam więc w bok. Miejsce obok mnie było puste. Piotr. Pewnie obudził się w nocy, przeniósł mnie tutaj, a sam, w poczuciu winy, ulokował się na kanapie. Wstałam ostrożnie, kręciło mi się w głowie. Wreszcie, chwiejnym krokiem, dotarłam do łazienki. Obmyłam twarz zimną wodą i usiadłam na podłodze, opierając się plecami o chłodną ścianę. Schowałam twarz w dłoniach, próbując zapanować nad ogarniającymi mnie mdłościami. Po chwili usłyszałam ciche pukanie do drzwi, ale nie miałam siły odpowiedzieć.  Drzwi uchyliły się, podniosłam wzrok. Do środka wszedł Piotr, ubrany jedynie w bokserki. Przykucnął naprzeciw mnie.
-Co się stało? -zapytał szeptem, spoglądając na mnie tymi swoimi zaspanymi, przymrużonymi oczyma.
-Piotr,proszę,wyjdź...-jęknęłam, czując kolejny skurcz w żołądku. Pochyliłam się nad toaletą, słabymi kuksańcami popychając go w stronę drzwi. Nie zareagował. Przymknął tylko drzwi i podtrzymał mi włosy,które w nieładzie, oblepiały moją rozpaloną twarz.
-Lepiej? -usłyszałam tuż nad uchem, gdy płukałam usta. Spojrzałam na niego z wdzięcznością. Uśmiechnął się tylko blado. Podniósł mnie na ręce i zaniósł z powrotem do sypialni. Ostrożnie ułożył mnie na łóżku, po czym przysiadł obok, przyglądając mi się z troską. W końcu podniósł się i skierował w stronę drzwi.
-Piotr..-szepnęłam, gdy już trzymał dłoń na klamce. Nie chciałam,żeby odchodził. Było mi niedobrze, słabo, w głowie szumiało mi pod wpływem wysokiej temperatury. Jego obecność jakby mnie uspokajała. Zawrócił i ułożył się na miejscu obok mnie. Wtuliłam się w jego tors. Był chłodny, sprawiło mi to ulgę. Podparł się na łokciu, a drugą rękę wsunął mi pod koszulkę. Poczułam, jak chłodnymi palcami kreślił delikatnie jakieś wzory na moim brzuchu. Jęknęłam i przygryzłam nerwowo wargę. Nie byłam w stanie na niczym się skupić, rzeczywistość jakby wirowała wokół mnie.


Poderwałam się gwałtownie, pod wpływem silnego skurczu. Oślepiona ostrym,słonecznym blaskiem, zdążyłam tylko zarejestrować, że Piotra już przy mnie nie było i, biegnąc na oślep w stronę łazienki, strącić po drodze wszystko to, co znajdowało się w moim zasięgu.

-A gdzie Tośka?-zapytałam, siadając przy kuchennym stole.
-W szkole. Zawiozłem ją, gdy jeszcze spałaś. -Piotr podał mi termometr i usiadł po przeciwnej stronie. Zmarszczyłam brwi. W myślach majaczyły mi wydarzenia ubiegłej nocy. Wymioty i mdłości były typowymi ciążowymi dolegliwościami, ale raczej w tym pierwszym miesiącu. Ja byłam w trzecim i, jak na ginekologa przystało, rozpoczęłam analizę wszystkich możliwych przyczyn tego stanu.
-Masz zwykłą infekcję. -zawyrokował Piotr i postawił przede mną pudełko pełne leków.  Sięgnęłam po ten najsilniejszy, służący zbiciu gorączki i zatamowaniu bólu głowy. Powstrzymał mnie gwałtownym ruchem ręki.
-Nie ten. -wyjął spomiędzy moich palców małą pigułkę. Spojrzałam na niego pytająco, zaskoczona nagłą reakcją. Zamachał mi opakowaniem przed oczyma. -Nie możesz brać takich silnych środków przeciwbólowych.
Westchnęłam. Byłam strasznie rozkojarzona. Spojrzałam na zegarek. Za dwie godziny zaczynałam dyżur. Piotr klęknął obok mnie, podając mi szklankę wody. -Hej, chyba dzisiaj nie zamierzasz pójść do pracy? -uśmiechnął się. Nie wyglądał na rozbawionego, raczej na zatroskanego, ale, fakt, że musiałam zrezygnować z obowiązków, niewątpliwie dawał mu satysfakcję. W końcu i tak wyszedł na swoje.  Udał się do łazienki, zostawiając mnie samą. Wstałam i podeszłam do okna. Słońce świeciło oślepiającym blaskiem, który to efekt potęgowała biel śniegu, zaspami zalegającego przy chodnikach. Pogoda była wymarzona dla zapalonych narciarzy. Skrzywiłam się na tę myśl. Po ostatnim wypadku odechciało mi się szaleństw na stoku, przynajmniej do końca ciąży. Drgnęłam, Piotr stanął naprzeciwko mnie.
-Okej? -zapytał. Był niesamowity. Troszczył się, pielęgnował...Niejedna kobieta byłaby gotowa oddać życie dla takiego ideału. A ja miałam go właśnie dla siebie. Tylko dla siebie. Uśmiechnęłam się, podeszłam do niego objęłam za szyję. Spoglądał na mnie zdziwiony, nieco zdezorientowany, ale poczułam, jak oplata mnie ramionami.
-Piotr, dziękuję. I przepraszam za wczoraj.. -szepnęłam. Uśmiechnął się i pochylił, całując mnie w policzek. Przekręciłam głowę w taki sposób, że jego wargi delikatnie musnęły moje.  Tym razem to kąciki moich ust poszybowały w górę. Był taki ostrożny, delikatny. Jego dłonie osunęły się na moich plecach tak, że palcami zahaczył o pasek spodni.
-Może jednak zostanę z tobą? -zapytał, odchylając się na chwilę do tyłu, by móc na mnie spojrzeć.
-Nie. -pokręciłam przecząco głową. -Idź już, bo się spóźnisz.
Westchnął, pochylił się i jeszcze raz delikatnie mnie pocałował, po czym wyszedł, zamykając drzwi na klucz. Westchnęłam. Obserwowałam przez okno, jak odjeżdża samochodem z podjazdu. Na stole leżało przygotowane specjalnie dla mnie lekkie śniadanie, ale nie byłam w stanie nic zjeść. Żołądek skręcał się we mnie na samą myśl o spożyciu jakiegokolwiek pokarmu.





Zebrałam się w sobie i napisałam kolejną część Mrugnięcie
Mam nadzieję,że się spodoba.
I... kolejne opowiadanie pojawi się w środę, lub ewentualnie najpóźniej w czwartek Chichot
Olinek988
Stary wyjadacz
****
Wiadomości: 766


Hana i Piotr ♥.♥

24 marca 2013 r., godz. 18:29

Mam nadzieję, że nie będzie nic poważnego z Haną ..  Niezdecydowany

"Tylko życie poświęcone innym warte jest przeżycia."
Strony: 1 ... 40 41 [42] 43 44 ... 61   Do góry
Zaloguj się
//